Agnieszka Radwańska: Mam już dość

- Po 10 miesiącach czuję zmęczenie, bo nie da się oszukać organizmu. Pieniądze to nie wszystko, gdy można walczyć o wielki cel lub z własnymi słabościami - twierdzi Agnieszka Radwańska
Agnieszka Radwańska jeszcze walczy »

Najlepsza polska tenisistka ciągle walczy o miejsce w prestiżowym Turnieju Mistrzyń. Radwańska nie zagrała jednak w turnieju Kremlin Cup w Moskwie, bo w jej paszporcie zabrakło miejsca na rosyjską wizę. Tymczasem Wiera Zwonariowa, największa rywalka Radwańskiej, przegrała dopiero w finale rosyjskich zawodów i zdobyła aż 300 punktów do rankingu Race. W tej sytuacji, jeśli z Turnieju Mistrzyń nie wycofa się nikt poza Marią Szarapową, Polka raczej będzie musiała obejść się smakiem i przypadnie jej miano rezerwowej.

Szymon Opryszek: Wygląda Pani na wyczerpaną. Mimo to współpracownicy twierdzą, że ambicja nie pozwoli Pani zaprzestać walki o Turniej Mistrzyń.

Agnieszka Radwańska: Po 10 miesiącach grania mam już dość. Czuję zmęczenie, nie zawsze da się oszukać organizm. Mam szansę gry w prestiżowym WTA Championships i każdy kibic oczekuje, że ją wykorzystam. Walczę, ale konkurencja nie śpi.

Rosjanka Wiera Zwonariowa wyprzedziła Panią w rankingu po kilku Pani słabszych występach i nieszczęsnej wpadce z paszportem.

- Ta historia jest co najmniej dziwna, brakło miejsca na pieczątkę. Tymczasem zmieniły się przepisy, można było wbić wizę w miejscu dla dzieci. Tym samym straciłam szansę gry w Moskwie. Równie dobrze mogłam odpaść w pierwszej rundzie, ale niedosyt pozostaje.

Zwonariowa zdobyła w Rosji sporo punktów. Tenisowy światek komentuje Wasz korespondencyjny pojedynek?

- Rosjanka gra dobrze, będzie ciężko ją przegonić. Ale ona jest osobą zamkniętą. Nie należy do paczki, trzyma się sama. Czasem trenujemy, rozmawiamy. Wszyscy wiedzą, że walczymy ze sobą, ale przecież obie możemy nawet wyprzedzić Venus Williams.

Bilet do Dauhy trzeba rezerwować, bo może Pani liczyć na rolę zastępczyni.

- Mam już trochę dość samolotów i ciągłych zmian czasu, ale Turniej Mistrzyń to marzenie każdej zawodniczki. Nawet rola rezerwowej to sukces. W tamtym roku z powodu kontuzji Sereny Williams na kort weszła rezerwowa. Może w tym roku też zrezygnuje któraś z sióstr?

Czy impreza ma jakiś sens? Co roku na tych zawodach tenisistki walczą raczej z myślą o urlopach, a nie między sobą.

- Prawda jest taka, że po US Open każda dziewczyna mówi w szatni tylko o wakacjach. Wszystkie powtarzają: "basta", "finito", ale każda chce grać w finałach. Na Turnieju Mistrzyń do podziału są 4 mln dol. dla ośmiu zawodniczek. To robi wrażenie. Denerwują mnie jednak głosy, że jedzie się tam dla pieniędzy. Płacą za każdy mecz, za każdy turniej, przez cały sezon gra się o różne stawki.

Szejkowie chyba na siłę chcą zrobić piąty turniej wielkoszlemowy.

- Dauha to bardzo dziwne miasto. Gdy grałam tam na początku sezonu, pogoda była zmienna. Raz było gorąco, a innym razem wiał taki wiatr, że z kortu zdmuchiwało krzesła. Na każdym kroku widać, że to bogate miasto, a organizatorzy się starają. Za parę lat to będzie bogatszy wschodni Nowy Jork.

Za Panią tydzień przerwy od turniejów. Udało się naładować baterie?

- W Krakowie zawsze odpoczywam, to w końcu mój dom. Teraz dwa decydujące turnieje w Linz i Zurychu. To imprezy prestiżowe, dobrze płatne, więc mocno obsadzone. Nie ma łatwych rund, można odpaść po pierwszym ciężkim meczu. Będę jednak walczyć o Turniej Mistrzyń.

Rozmawiał Szymon Opryszek

Robert Radwański: To może być jedyna szansa Agnieszki »