Sport.pl

Gorąca sobota Ganowicza

344 minut potrzebowali piłkarze Odry Opole, by pokonać bramkarza rywali. W sobotę w pojedynku z Gorzowem Wlkp. szczęśliwie wygrali 1:0
Kapitan niebiesko-czerwonych Łukasz Ganowicz przeżył w tym spotkaniu prawdziwą huśtawkę nastrojów. Najpierw był antybohaterem, bowiem nie wykorzystał rzutu karnego, później w pełni się zrehabilitował i strzelił gola na wagę zwycięstwa.

Zaczęło się obiecująco. Po dość sennych pierwszych 20 minutach sobotniego spotkania, w których oba zespoły wyraźnie się "badały", od 22. do 27. minuty opolscy kibice przecierali oczy ze zdumienia, bowiem zobaczyli chyba najlepsze pięć minut w wykonaniu swoich ulubieńców w tym sezonie.

Pięć minut, które wstrząsnęło rywalami

Niebiesko-czerwoni mogli w tym czasie zdobyć przynajmniej cztery bramki. Najpierw Filipe Felix zagrał precyzyjnie do Marcina Józefowicza, ten piętą odegrał do Artura Monasterskiego, a debiutujący w roli napastnika opolanin strzelił minimalnie tuż obok bramki strzeżonej przez Dariusza Brzostowskiego. Nie minęła minuta, kiedy kolejną świetną okazję miał tym razem Madrin Piegzik. Pomocnik Odry minął golkipera GKP i skierował piłkę do pustej bramki. Kiedy wydawało się, że gol musi paść, niemalże z linii bramkowej piłkę wybił obrońca gości Robert Kozioła. Niespełna 60 sekund później Odra znów stworzyła sobie sytuację, po której powinna paść bramka. Tym razem w sytuacji sam na sam z Brzostowskim znalazł się Józefowicz, niestety, jego strzał świetnie obronił bramkarz GKP. Golem mogła zakończyć się także kolejna sytuacja opolan, tym razem jednak przed jego utratą uchronił gości jeden z obrońców, który w zamieszaniu w polu karnym zatrzymał piłkę ręką. Sędzia główny Rafał Greń skonsultował się z arbitrem liniowym i wskazał na rzut karny.

A na treningach strzelał

Niestety, bramka GKP była niczym zaczarowana, a etatowy wykonawca jedenastek kapitan Łukasz Ganowicz strzelił metr obok prawego słupka Brzostowskiego. - Chciałem strzelić tak jak zawsze, jednak nieczysto trafiłem w piłkę i tym razem nie wyszło - stwierdził po meczu popularny "Gana". - A jeszcze w piątek po treningu specjalnie trenowałem rzuty karne i trafiłem 10 na 10 - opowiadał. Odpowiedź rywali była natychmiastowa, niewiele zabrakło, a sprawdziłoby się stare piłkarskie porzekadło: "niewykorzystane sytuacje lubią się mścić". Szybki kontratak gorzowian zakończył doskonałym uderzeniem najlepszego strzelca GKP Emila Drozdowicza, na szczęście dla opolan piłka trafiła jedynie w słupek bramki strzeżonej przez Marcina Fecia. - Gdyby po tej akcji goście objęli prowadzenie, byłaby to prawdziwa trauma - dodawał Ganowicz. Po tym fragmencie ciekawej gry poziom emocji wyraźnie się obniżył, a jeśli nie liczyć niecelnego strzału Marka Tracza w końcówce pierwszej połowy, kolejne emocje kibice przeżyli dopiero po przerwie.

W 65. minucie opolanie przeprowadzili, jak się okazało, atak decydujący o losach spotkania. Z rzutu wolnego dośrodkował Tracz, gorzowscy obrońcy zdołali jeszcze wybić piłkę, jednak w pole karne posłał ją ponownie Piegzik, a w zamieszaniu pod bramką najwięcej zimnej krwi zachował Ganowicz, który skierował futbolówkę w stronę bramki GKP. Obrońcy gości starali się ją jeszcze wybić, jednak nie dali rady, a piłka spokojnie wtoczyła się do bramki. - To była kuriozalna bramka, ale najważniejsze są trzy punkty. Gdybyśmy ten mecz zremisowali, albo, nie daj Boże, przegrali, to gralibyśmy dalej z nożem na gardle - stwierdził kapitan Odry.

W 79. minucie opolanie powinni podwyższyć prowadzenie, jednak strzał Piegzika zdołał obronić bramkarz GKP, a dobitka Monasterskiego była minimalnie niecelna. W końcówce serca opolskich kibiców zadrżały po strzale Drozdowicza, na szczęście tym razem świetną interwencją popisał się Feć i mecz zakończył się zwycięstwem gospodarzy.



Powiedzieli po meczu

Czesław Jakołcewicz

trener GKP

Mogę tylko ubolewać nad tym wynikiem, bo w końcówce stworzyliśmy sytuacje, po których mogliśmy wyrównać. Mecz był wymianą długich przypadkowych piłek i strzałów, a polegało to na tym, że komu uda się to wykorzystać, ten wygra. Mogę tylko żałować, że straciliśmy punkty, bo mogliśmy wywieźć z Opola przynajmniej remis.

Andrzej Prawda

trener Odry

Nie było to piękne spotkanie, ale limit pięknych meczów już chyba wyczerpaliśmy, a teraz musimy grać tak, żeby zdobywać punkty. Przeciwnik, o dziwo, zagrał bardzo odważnie, wysoko i ciężko było nam rozgrywać. Po dwóch porażkach z tuzami I ligi i remisie z Dolcanem cieszę się z tego zwycięstwa, bo było nam bardzo potrzebne. Mówiłem, że punkty z GKP będą fundamentem tego, co będzie się działo w końcówce tej rundy. 18 punktów to podstawa do budowania kolejnych w następnych meczach.



Odra Opole - GKP Gorzów Wlkp. 1:0 (0:0)

Bramka: Łukasz Ganowicz (65.).

Żółte kartki: Feć (Odra) - Sawala, Szałas (GKP).

Odra: Feć - Filipe, Ganowicz, Surowiak, Samba Ba - Rogowski (63. Uchenna), Tracz, Copik (63. Jaskólski), Piegzik - Józefowicz (89. Odrzywolski), Monasterski.

GKP: Brzostowski - Michalski, Gaca, Kozioła, Petrik - Ruminkiewicz, Sawala (81. Kaczmarczyk), Maliszewski, Kaczorowski (46. Szałas) - Malinowski (78. Milkowski), Drozdowicz.