Jacek Bąk: To niedopuszczalne i przykre

Chłopakom z Lecha gratuluję awansu. Ale jeśli jeszcze kiedykolwiek przyjadę do Poznania, to chyba z ochroniarzami. Chamstwo, z jakim się spotkałem, przekroczyło granice - mówi ?Gazecie Wyborczej? i Sport.pl 96-krotny reprezentant Polski, piłkarz Austrii Wiedeń.
Puchar UEFA. Z kim zagra Lech? »

Robert Błoński: Ochłonął pan już po wizycie w Poznaniu?

Jacek Bąk: - Tak, choć ciężko jest przegrać i odpaść z pucharów w ostatniej minucie. Zawaliliśmy mecz w Wiedniu, gdzie nie wykorzystaliśmy karnego.

Pytałem raczej o to, co się stało w środę wieczorem w hotelu...

- Po losowaniu cieszyłem się, że gram z polskim klubem, że przyjadę do kraju, spotkam znajomych. Tymczasem w środę po treningu na Bułgarskiej w budynku klubowym podszedł do mnie taki napakowany gość i powiedział, że nie jestem lubiany w Poznaniu i że jeszcze zobaczę... Nie wdawałem się w żadne dyskusje. Ale wieczorem zobaczyłem go w hotelu. Pilnował mnie, nie odstępował na krok. Koledzy z Austrii oglądali mecz Ligi Mistrzów w hotelowym barze, a ja siedziałem w fotelu koło recepcji. Tam nasłał na mnie osiłków, którzy oblali mnie sokiem. Zrobiło się niebezpiecznie. Na szczęście było ze mną kilku kolegów, którzy wszystko powstrzymali. W tym czasie kelner wziął mnie do kuchni, żeby nie było rozróby. A osiłków przegoniła ochrona.

Obrażali pana?

- Tak. Wyzywali od frajerów i takich tam. Prowokowali bójkę. A ja przecież przyjechałem grać w piłkę, a nie na mecz bokserski. A co, jeśli któryś miał nóż? Są nagrania hotelowego monitoringu, widać jak na dłoni. Gdybym nie uciekł, byłoby źle.

W "Super Expressie" powiedział pan, że szybko ustalił dane "organizatora" tego zajścia.

- Zajęło mi to dziesięć minut. Nie wiem jeszcze, czy zgłoszę wszystko na policję. Ale słyszałem, że jest to zły człowiek, sporo na jego temat się dowiedziałem. Nie chcę mówić jakich. Ale to była zorganizowana akcja.

Gra Ekstraklasa - 8. kolejka. Lech - Legia »

Skąd ta agresja wobec pana?

- Wzięła się z pierwszego meczu. Zrobiłem ostry wślizg, Rengifo się przewrócił, wstał i szturchnął mnie z tyłu. To mu oddałem. Upadł i zaczęła się tragedia. Ja wszystko rozumiem, nawet złych kibiców Lecha. Niech piszą transparenty, niech gwiżdżą, nawet niech ubliżają. 11 lat grałem we Francji i nie takie rzeczy słyszałem na stadionach. Te okrzyki i gwizdy były nawet mobilizujące dla mnie. Ale nie może być tak, że dochodzi do rękoczynów. Przecież nie będę woził ze sobą ochroniarzy. Choć następnym razem, jak będę miał zjawić się w Poznaniu, to tak zrobię.

Koledzy z Austrii się dziwili, pytali, czy 96 meczów dla Polski nie ma dla nikogo znaczenia. Powiedziałem, że widocznie nie ma. Są kibice i kibole, którzy są na stadionie tylko po to, by kogoś opluć...

Austria wysłała już, nawet bez mojej wiedzy, list do UEFA. Nie chciałbym, żeby taka sytuacja dotknęła innego zawodnika. Mnie się nic nie stało, ale niech ta historia będzie przestrogą.

To najbardziej nieprzyjemna sytuacja, jaka mnie kiedykolwiek spotkała. Wyzywany byłem, ale organizowanie takich akcji było poniżej pasa. W sumie to strasznie głupio wyszło. W Poznaniu urodził się przecież mój syn Jacek junior. Nie tego się spodziewałem. A Lechowi życzę sukcesów.

Jakie wrażenie zrobiła na panu drużyna Lecha?

- Dobre. Młody zespół, fajnie, że gra dalej w pucharach, bo zdobędzie doświadczenia. Życzę im wszystkiego dobrego. Po meczu poszedłem do szatni Lecha i pogratulowałem awansu. Mnie się nic nie stanie, jak raz w pucharach nie zagram, a dla młodych graczy z Poznania to fantastyczna przygoda.

W czerwcu kończy mi się kontrakt z Austrią i pewnie skończę karierę. No, może jeszcze rok gdzieś pogram. Właśnie żona krzyczy z kuchni: - Ani mi się waż! (śmiech).

Piłkarze Lecha w euforii po awansie: Musimy to zaraz opić »