Bydgoskie uczelnie ścigają się o najlepszych sportowców z naszego miasta

Najbardziej w cenie są medaliści olimpijscy. - To dzięki sukcesom naszych studentów ciągle się pisze i mówi o Wyższej Szkole Gospodarki - wyjaśnia szef pracowni sportu na WSG Maciej Mackiewicz.


W Stanach Zjednoczonych jest na porządku dziennym, że uczelnie ściągają do siebie najbardziej utalentowanych młodych sportowców. Robią to głównie poprzez szeroki system stypendiów dla najlepszych zawodników. Taka praktyka powoli staje się także normą w naszym mieście.

- Skoro tam to sprawdza się dobrze, to dlaczego u nas ma się nie udać - mówi Maciej Mackiewicz, ze studium wychowania fizycznego i sportu Wyższej Szkoły Gospodarki. To lider, jeśli chodzi o osiągnięcia sportowe swych studentów spośród naszych uczelni.

- Już jakiś czas temu przekonałem władze uczelni do tego, by promowały się poprzez sport. Dzięki sukcesom naszych studentów ciągle się pisze i mówi o WSG. Dziś nikt nie żałuje takiej formy promocji - dodaje Mackiewicz.

Na WSG studiuje cała trójka bydgoskich medalistów z Pekinu: Beata Mikołajczyk, Miłosz Bernatajtys i Bartłomiej Pawełczak. Przy ul. Garbary uczy się połowa siatkarek bydgoskiego GCB Centrostalu.

WSG zbudował już swój system. To już nie tylko pozyskiwanie pojedynczych zawodników, ale też współpraca z całymi klubami. Uczelnia ma już podpisane umowy z Kopernikiem (kajakarstwo), Kadusem (koszykówka żeńska), RTW/Lotto/Bydgostią (wioślarstwo), Sportino Inowrocław (koszykówka mężczyzn), a ostatnio także związała się z Stowarzyszeniem Piłkarskim Zawisza. Dzięki temu naukę na Garbarach rozpoczął jeden z największych talentów bydgoskiej piłki nożnej, Krzysztof Szal.

Sportowcy, którzy zdecydują się na naukę na tej uczelni, są kuszeni wieloma ulgami. Mogą liczyć na zwolnienie z opłat za czesne. Wielkość ulgi zależy już od klasy sportowca i jego wyników.

Srebrna medalistka olimpijska w kajakarstwie Beata Mikołajczyk ma np. 100-procentową zniżkę. Na rok to około 4 tys. zł. Poza tym zawodniczka może liczyć na indywidualny tok nauczania i zmiany terminów egzaminów, jeśli akurat przybywa na zgrupowaniu.

- Dla mnie to wręcz idealne miejsce na studia. Jest duże zrozumienie dla sportowców i panuje świetna atmosfera - ocenia Mikołajczyk, studentka III roku turystyki.

Ekspansja WSG ożywiła też inne bydgoskie uczelnie. Kujawsko-Pomorska Szkoła Wyższa przy ul. Piotrowskiego zaopiekowała się np. koszykarzami Astorii. To klasyczny sport akademicki, który w USA rozwija się właśnie dzięki uniwersytetom.

- Z perspektywy roku mogę powiedzieć, że obie strony na tym bardzo skorzystały. Koszykarze otrzymali wsparcie, a my promocję - mówi Andrzej Stobrawa, dyrektor ds. rozwoju KPSW. Dzięki współpracy już kilku zawodników Astorii mogło bezpłatnie podjąć naukę na uczelni. Jeden z nich Dorian Szyttenholm, oprócz zwolnienia z czesnego, może też pochwalić się stypendium naukowym, które otrzymywać będzie od tego roku akademickiego.

- Dzięki nauce tutaj mogę spokojnie godzić treningi z nauką, a to dla mnie bardzo ważne - mówi Szyttenholm. Dobra współpraca z koszykarzami spowodowała, że w KPSW postanowiono związać się także z inną dyscypliną sportu. Wybór padał na sporty wodne w Zawiszy.

- Nie ma w tym przypadku. Od kilku lat organizujemy spływy kajakowe dla naszych studentów. Dlatego też wybór tej dyscypliny był bardzo przemyślany - dodaje Stobrawa. Studentem KPSW jest m.in. wicemistrz świata Mariusz Kujawski. - Uczelnia bardzo mi pomaga. Jestem jeszcze młodym sportowcem i będę długo uprawiał kajaki, ale dzięki studium można sobie jakoś zabezpieczyć przyszłość - opowiada Kujawski.

Niejako w cieniu uczelni niepublicznych, które nie szczędzą pieniędzy na promocję w sport, swoje sukcesy starają się też odnosić bydgoskie uczelnie publiczne: Uniwersytet Kazimierza Wielkiego i Uniwersytet Technologiczno-Przyrodniczy. Idzie to bardziej opornie, bo z racji statusu nie mogą wydawać takich kwot na sport, jak ich lokalni konkurenci i posiadają znacznie więcej ograniczeń.

Robert Szpak, mistrz świata juniorów w rzucie oszczepem, chciał studiować na UKW, ale termin egzaminu z pływania (jest obowiązkowy) wypadał na trzy dni przed jego startem w lipcowych, bydgoskich mistrzostwach. Zawodnik oczywiście do egzaminu nie przystąpił i UKW nie zdobył złotego medalisty. A Szpak już kilka tygodni później miał w ręku indeks WSG.

- Nie chce się wypowiadać na temat innych uczelni. My nie przyjmujemy każdego, u nas trzeba po prostu zdać egzaminy, by dostać się na studia. Nie ma innego wyjścia - tłumaczy Krzysztof Kościański, szef AZS Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. - Przede wszystkim my nie promujemy się przez sport, tylko go tworzymy. Nie wpychamy się na siłę w nazwę klubów, jak to robią inni - dodaje.

Uczelnia pomimo okrojonego budżetu może i tak pochwalić się sukcesami przede wszystkim we wioślarstwie. Organizacja Wielkiej Wioślarskiej o Puchar Brdy to w dużej mierze zasługa UKW, która w tym roku wystawiła aż dwie ósemki - w wyścigu głównym i akademickim.

Obecnie UKW postawiła mocno na coraz popularniejszą w Polsce piłkę ręczną. Marzeniem Kościańskiego jest, by zespół AZS UKW zagrał kiedyś w ekstraklasie. Uczyniono pierwszy krok w tym kierunku. Drużyna złożona ze studentów UKW oraz Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego zagra w II lidze pod hasłem "Razem tworzymy historię". Ma już w tym roku walczyć o awans do I ligi.