Sport.pl

Śląsk Wrocław: Kombinat medialno-polityczny

Ponad osiem milionów złotych przeznaczy w tym roku Sportowa Spółka Akcyjna Śląsk Wrocław tylko na kontrakty z koszykarzami. Spółką rządzi Grzegorz Schetyna, poseł Platformy Obywatelskiej, który ma w niej 95 procent udziałów.
Koszykarski Śląsk jest dziś synonimem najlepiej zarządzanego przedsiębiorstwa sportowego w Polsce. Działacze twierdzą, że jest też najbardziej znanym w Europie polskim przedstawicielem gier zespołowych. To ewenement, że budżet klubu koszykarskiego jest większy od budżetu wielu klubów piłkarskich. Firma pragnąca wypromować swe logo musi zaangażować olbrzymie jak na nasze warunki pieniądze, by umieścić je w klubowej nazwie.

Rozwód po latach

Międzynarodowy koncern Zepter, który sponsorował zespół Śląska przez cztery sezony, dawał chyba zbyt mało, bo klub przerwał z nim dość nagle współpracę. Firma zresztą poczuła się skrzywdzona i pozwała Śląsk do sądu. I trudno się dziwić, bo korzyści z zaangażowania się w koszykówkę miała naprawdę duże. Obok Amiki, producenta AGD z Wronek, Zepter jest w tej chwili najbardziej wypromowaną przez sport firmą. Młodsi kibice w Polsce, zupełnie zapominając o historycznej nazwie wrocławskiego klubu, byli do niedawna nawet przekonani, że człon Zepter jest w nazwie klubu od zawsze.

Korzyści były jednak obustronne. W Śląsku nikt nie zaprzecza, że przepustkę do elity europejskich zespołów koszykówki klub uzyskał w dużej mierze dzięki zaangażowaniu Zeptera. Dzięki tej firmie pokonywał też kolejne bariery finansowego awansu.

Dlaczego więc doszło do rozstania? Można się tylko domyślać, bo dopóki trwa sprawa w sądzie, klub i firma wydają jedynie oficjalne komunikaty, w których mowa o chęci ugody i porozumieniu.

Inni dali więcej

Może Zepter wyłożył za mało pieniędzy? Bo o ile na samym początku zaangażowanie finansowe producenta m.in. garnków stanowiło lwią część budżetu klubu, o tyle z czasem stało się tylko jedną z pozycji budżetowych, niekoniecznie największą. A wszystko przez ekspansywną działalność klubowych marketingowców. Zdobywali tyle środków z innych źródeł, że pieniądze Zeptera nie decydowały już w takim stopniu o sile finansowej klubu. Gdy więc znalazł się partner, który deklarował o wiele większe wsparcie, działacze rozstali się z Zepterem.

Od lipca tego roku strategicznym sponsorem Śląska jest PTK Centertel, a w nazwie drużyny pojawiła się Idea.

Śląsk to ja

Nie jest tajemnicą, że sukces klub zawdzięcza głównie operatywności Grzegorza Schetyny, prezesa rady nadzorczej, a zarazem właściciela 95 procent udziałów w spółce. Zaczynał jednak skromnie. Gdy w 1994 roku przejmował Śląsk od wojska, klub był w Polsce znany, ale wcale nie najbogatszy. Ówczesny budżet, choć na polskie warunki niezły, w europejskich realiach się nie liczył. Około miliona złotych musiało starczyć na wszystko. Dziś ponad milion Śląsk wydaje na podróże po Europie.

Mniejszościowymi, a właściwie symbolicznymi udziałowcami w Sportowej Spółce Akcyjnej są Radio Eska (4 procent) i Wojskowy Klub Sportowy Śląsk Wrocław (1 procent). Najważniejsze decyzje podejmuje jednak sam prezes Schetyna. I być może w przypadku zarządzania spółką "sportową" jest to atut. Tak znacząca pozycja Schetyny wśród udziałowców nie musi być jednak wieczna.

- Część udziałów odstąpię, gdy pojawi się strategiczny inwestor. Jego "wejście" sprawi, że spółka zostanie doinwestowana. Będzie też zachowana zasada corocznego zwiększania budżetu - twierdzi Schetyna. - To konieczność, by liczyć się w europejskiej koszykówce. Taką samą koniecznością jest przekazywanie zysku w całości na działalność spółki - podkreśla.

I rzeczywiście, w dokumentacji spółki dostępnej w Sądzie Gospodarczym jest zapis, że żaden członek rady nadzorczej nie pobiera pieniędzy za swą działalność. Schetyna nie bierze też żadnych pieniędzy jako akcjonariusz. Prezes Śląska zapewnia, że prowadzi rozmowy w sprawie pozyskania partnera z wieloma firmami. - Dla mnie najważniejsze jest, by była to firma, która spojrzy na Śląsk trochę tak jak my. Nie tylko wyłoży pieniądze, ale też dostrzeże, że w ciągu kilku lat może osiągnąć sukces sportowy i finansowy. Chcę, żeby pomysł na Śląsk był nie tylko naszym pomysłem, ale też pomysłem inwestora - argumentuje.

Na razie jednak nie zdradza, z kim toczą się rozmowy.

Sprzężenie medialno-polityczne

Jak to się stało, że w ciągu pięciu lat Śląsk stał się krezusem finansowym jak na polskie warunki i klubem, który swego budżetu nie musi się wstydzić w Europie?

Duże znaczenie miał na pewno fakt, że Schetyna oparł budowę potęgi spółki na bardzo wąskim gronie zaufanych i znanych od lat współpracowników. W zarządzie znaleźli się Rafał Jurkowlaniec i Dariusz Pszczołowski, którzy znają Schetynę od czasów studenckich, oraz żona prezesa Kalina Rowińska-Schetyna, osoba numer dwa w spółce. Oprócz pracowników administracyjnych tylko oni pobierają pensje (w sumie razem ponad 96 tysięcy zł rocznie).

Przede wszystkim jednak sukces był efektem bardzo umiejętnej strategii: pomysłowego połączenia wyniku sportowego z jego promocją medialną oraz - choćby nie wiem jak temu zaprzeczał Grzegorz Schetyna - pozycji politycznej właściciela spółki. Projekt "radia koszykarskiego", jakim w dużej mierze stało się zarządzane przez Schetynę Radio Eska, był strzałem w dziesiątkę. Do tego dołożyły się bardzo częste informacje w innych mediach. Gdy w lipcu 2000 roku żona Grzegorza Schetyny Kalina przestała być prezesem Eski, a co za tym idzie - prezes Śląska stracił "promocyjny instrument", wydawało się, że strategia legła w gruzach.

- I ja tak myślałem. Ale tak się nie stało. Znaleźliśmy innego partnera - Radio Klakson - przekonuje Schetyna.

Model promocji sukcesu klubu przez media jest więc dalej realizowany.

Spektrum, by nie zawłaszczyć

Schetynie udało się także namówić do członkostwa w radzie nadzorczej spółki kolegów z ław poselskich. Znaleźli się w niej Jerzy Szmajdziński z SLD i Piotr Żak - wówczas z AWS, a dziś w Platformie Obywatelskiej. Od razu zrodziły się podejrzenia, że to manewr mający na celu pozyskiwanie pieniędzy ze spółek skarbu państwa, w których politycy mają niezaprzeczalne wpływy.

- Zaprosiłem polityków do rady zupełnie z innego powodu. Sam jestem politykiem i nie chcę, żeby krążyły opinie, że klub jest zawłaszczony przez jedną opcję. Dlatego w radzie znaleźli się ludzie z lewicy i prawicy - przekonuje prezes Śląska.

Jednak nie da się ukryć faktu, że wśród sponsorów Śląska znalazły się spółki skarbu państwa, takie jak KGHM i Totalizator Sportowy.

- Pieniądze z Totalizatora dostały niemal wszystkie kluby Wrocławia, KGHM też wielu pomaga - odpowiada prezes Śląska. - Teraz, myśląc o pozyskaniu pieniędzy z tych spółek, musiałbym zaprosić do rady kogoś z Ligi Polskich Rodzin, Prawa i Sprawiedliwości, Samoobrony, Unii Pracy, PSL-u i SLD, bo Szmajdzińskiego już w radzie nie ma [zrezygnował, gdy został szefem MON - przyp. red]. Ja tego nie zrobię. Powiem więcej, tak szerokie spektrum w radzie mogłoby utrudniać pozyskiwanie pieniędzy z tego źródła. Jeszcze raz podkreślę, że politycy w radzie znaleźli się dlatego, żeby nikt nie mówił, iż Śląsk to jest mój klub. Chcę, żeby miał kibiców w całym Wrocławiu i w całej Polsce - zarzeka się prezes Śląska.

Na razie do rady zaproszono Andrzeja Kuchara, kiedyś trenera reprezentacji Polski w koszykówce, dziś biznesmena, udziałowca Polskich Mediów SA, nadawcy TV4.

- To siła fachowa, mój doradca i mentor - tłumaczy Schetyna.

Nie jesteśmy biedakami

Na razie spółka zarządzana przez Schetynę ma się bardzo dobrze.

- Proszę nas nie przedstawiać jak jakichś biedaków. Dziś narzekanie jest modne, a zarabianie pieniędzy postrzegane jest jako coś złego. A my dajemy sobie radę nawet w tak trudnych czasach. W zeszłym roku mieliśmy zysk, a wszystko wskazuje na to, że i w tym go wykażemy - chwali się prezes zarządu Dariusz Pszczołowski.

Ciekawe są prognozy na przyszły rok, zawarte w dokumentacji spółki w Sądzie Gospodarczym. Spółka planuje wydanie na kontrakty zawodników aż 8 mln 250 tys. złotych. 1 mln 250 tys. pochłoną wydatki związane z podróżami drużyny. Cały budżet zaplanowany jest na 14 mln 50 tys. złotych. Od 1997 roku zwiększył się o 250 procent!

Marzenia prezesa

Strategia oparta na promowaniu własnego sukcesu w mediach nie będzie jednak wiecznie skuteczna. W każdym przedsięwzięciu sportowym jest czas sukcesów i czas kryzysów. A od wyników drużyny zależą wyniki spółki.

- Myślałem, że kryzys nastąpi po czterech latach. Odchodzi generacja dobrych polskich zawodników. Nowych nie ma. Ale nie dopuszczę do kryzysu - zapewnia Schetyna. - Wciąż szukamy pomysłów na rozwój. Strategię może określić na przykład cel. Może w ciągu trzech-czterech lat takim celem dla nas i ewentualnego partnera, który stanie się udziałowcem, będzie Final Four [finałowe rozgrywki Euroligi - przyp. red]. I nasza energia i strategia będą skierowane w tym kierunku. My chcemy we Wrocławiu zbudować zespół ogólnokrajowy, któremu będą kibicować wszyscy - marzy właściciel mistrza Polski w koszykówce.

Współpraca Andrzej Jaworski