Kubica ofiarą głupiego przepisu

BMW Sauber miało podstawy, aby czekać z wezwaniem Roberta Kubicy na tankowanie w Grand Prix Singapuru. Plan się jednak nie powiódł i Polak po raz pierwszy w tym sezonie dojechał na metę bez punktów
Kubica: gdyby zespół mnie posłuchał »

Kluczowy moment niedzielnego wyścigu miał miejsce na 14. okrążeniu, kiedy bolid rozbił Nelson Piquet jr i na tor wjechał samochód bezpieczeństwa. Doszło do neutralizacji, która oznacza zakaz wyprzedzania i przymus powolnej jazdy w rządku jeden za drugim. Przepisy mówią, że dopóki nie uformuje się cała "procesja", na tankowanie nie może zjechać żaden bolid.

Pokusa jest jednak duża, bo neutralizacja oznacza zredukowanie różnic czasowych między bolidami - zjazd do alei serwisowej nie powoduje w takim momencie straty. Decydenci F1 obawiając się, że podczas gdy na torze jest niebezpiecznie (wrak, szczątki, ekipy porządkowe), kierowcy będą się ścigać do boksów, prowokując kolejne groźne sytuacje, przed poprzednim sezonem postanowili, że zielone światło w alei serwisowej pojawi się dopiero wtedy, kiedy wszyscy potulnie i powoli będą jechać w rządku.

Ostateczną decyzję podejmują jednak stewardzi, czyli sędziowie, którzy w niedzielę mieli kłopot z systemem lokalizującym bolidy na torze. Kubica denerwował się wtedy za kierownicą, bo kończyło mu się paliwo. Zespół zwlekał z przywołaniem go do boksów. - Liczyliśmy na to, że sędziowie otworzą boksy najpóźniej po dwóch okrążeniach od rozpoczęcia neutralizacji. Tak było w poprzednich wyścigach - tłumaczył brak wezwania Mario Theissen, szef BMW Sauber.

Zwłoka sędziów spowodowała, że Kubica musiał złamać przepis i zjechać na tankowanie mimo zakazu. Inaczej stanąłby z pustym bakiem. - Nie rozumiem, dlaczego nie zdecydowaliśmy się na natychmiastowy zjazd. Kara i tak by mnie czekała, ale przynajmniej zostałbym na czele całej grupy. Tak jak Nico Rosberg - mówił tuż po wyścigu zdenerwowany Kubica. Logiczne wyjaśnienia zespołu pojawiły się później.

Rosberg, który był w identycznej sytuacji jak Polak, złamał przepis, ale na tyle wcześnie, że zdążył wrócić do rządku, zanim otwarto aleję serwisową. Wówczas zjechali do niej niemal wszyscy i kierowca Williamsa znalazł się na czele stawki. Kubica po wszystkich przetasowaniach był sporo za nim. Obaj zawodnicy zostali ukarani przejazdem przez boksy z 10-sekundowym postojem, ale Rosbergowi nie przeszkodziło to w dojechaniu na metę na drugim miejscu. To mogła być pozycja Kubicy.

Polak miał pecha, ale nie jest pierwszą ofiarą przepisu, który mianem głupiego określił jego kolega z zespołu Nick Heidfeld. Niemiec z tego samego powodu miał zrujnowany wyścig w GP Hiszpanii. - Zawsze uważałem, że ten przepis jest głupi. Poszukujemy w rozmowach lepszego rozwiązania, bo szczęście, albo jego brak, nie powinno odgrywać roli w F1 - denerwował się po wyścigu w Barcelonie Heidfeld. W pamiętnym ze względu na wypadek Kubicy wyścigu w Kanadzie w 2007 r. ofiarą przepisu padł Fernando Alonso. Na razie wszystkie propozycje zmian są w fazie projektów.

GP Singapuru: Co zrujnowało wyścig Kubicy? »