Szczecinianin w zawodowej grupie kolarskiej

Arkadiusz Skrzypiński (Vobis Start Szczecin) od niedzielnego maratonu w Berlinie jechał dla zespołu Supor.
Skrzypiński jest sportowcem niepełnosprawnym. Na początku kariery ścigał się na tradycyjnych wózkach inwalidzkich, a od trzech sezonów rywalizuje na tzw. rowerach ręcznych. Ma duże sukcesy, jak np. wygraną w Bostonie czy dominację w Polsce, ale brakuje mu medali na najważniejszych imprezach. Do Pekinu nie pojechał, bo PKOl wysłał niewidomych kolarzy torowych. To jednak rywalizacja handbike'owców cieszy się prestiżem. Przy okazji największych maratonów na świecie sportowcy zyskują rozgłos. Jak już informowaliśmy, Arek w Berlinie zajął 9. miejsce, ale był zadowolony.

- To dopiero trzeci miesiąc, gdy trenuję w pozycji leżącej. I od razu poprawiłem rekord życiowy i Polski - podkreślał zaraz za metą. Nowy rekord to godzina, 10 min i 8 s.

Co ciekawsze, dla Skrzypińskiego był to pierwszy start, w którym musiał podporządkować się wskazówkom szefa ekipy Sopur Team. Niemiecka ekipa od dawna próbuje namówić szczecinianina do współpracy, ale nie było efektów.

- Jeszcze nie jestem w teamie, pewnie nastąpi to po Nowym Roku, ale przed występem w Berlinie miałem spotkanie z szefem ekipy Errolem Markleinem i miałem już jechać dla zespołu. Wyglądało to tak, że w siedmioosobowej grupie uciekinierów było nas trzech i na zmianę szarpaliśmy. Sopur Team jest najlepszy na świecie, oni jako jedyni wiedzą, co to jazda drużynowa. Pod względem sportowym jest to najwyższa półka. Będzie miało to ogromne znaczenie, jeśli się jeszcze poprawię, wtedy oni nie będą mnie gonić, a hamować. Oczywiście oznacza to również, że wielokrotnie będę pracował na innych, ale to normalne, przecież będę nowy w ekipie. Na laurki trzeba sobie zasłużyć. No i nie będę już sam na wyścigach, to ma ogromne znaczenie - tłumaczy Skrzypiński.

Przed Arkiem kolejne starty. W planach maraton w Poznaniu (za dwa tygodnie), a później maratony w Waszyngtonie i Nowym Jorku. Sezon planuje zakończyć pod koniec listopada w Bejrucie. A następny rok ma być jeszcze bardziej pracowity, bo szczecinianin - trochę przypadkowo - niedawno obiecał pokonanie maratonu poniżej godziny. Brakuje mu sporo, ale... - Po Berlinie zaczynam w to wierzyć - mówi.