Listkiewicz: Jeszcze będę musiał odgrywać rolę strażaka

PRZEGLĄD PRASY. - Zostawiam związek w dobrym stanie. Mój następca nie będzie mógł powtarzać ulubionej śpiewki trenerów, gdy obejmują zespół i z miejsca narzekają, że nie mają kim grać i na gwałt potrzebują wzmocnień - mówi w rozmowie z dziennikiem ?Polska" Michał Listkiewicz.
Beenhakker: Nie martwię się o przyszłość

Na dwa dni przed ostatecznym terminem zgłaszania nominacji na nowego prezesa PZPN Listkiewicz daje do zrozumienia, że nie będzie po raz kolejny ubiegał się o to stanowisko. - Niech teraz wykażą się inni. Życzę następcy, by podobnie jak za mojej kadencji reprezentacja zagrała dwa razy w finałach mistrzostw świata i w Euro. Żeby Polsce znowu przyznano organizację mistrzostw Europy. Zostawiam w związku 40 milionów złotych plus korzystne umowy na najbliższe lata, do 2010 roku, z których też spłyną znaczące środki.

Listkiewicz liczy jednocześnie na to, że po wyborach pozostanie w związku i nadal będzie pełnił funkcję koordynatora do spraw Euro 2012. - Niby wszystko zdarzyć się może, gdy się już nie jest zależnym od siebie. Nie wierzę jednak, żeby nowy prezes zechciał mnie zwolnić. Jestem gwarantem tego projektu. Znają mnie świetnie w UEFA. Choćby ostatnio w Bordeaux podczas zebrania Komitetu Wykonawczego wszyscy zwracali się do mnie po imieniu. Gdy trzeba będzie gasić pożary, a jeszcze parę razy się to na pewno zdarzy, to nie kto inny tylko ja będę musiał odgrywać rolę strażaka.

W rozmowie z gazetą szef związku wypowiada się także na temat kandydatów na swojego następcę. - Nie mam faworytów. Każdy z czterech kandydatów ma szansę wygrać. - Zdzisiek Kręcina sobie poradzi. nie jest taki na jakiego wygląda. Potrafi uderzyć pięścią w stół. Grześka Lato także cenię. Zbyszek Boniek jest niedoceniany. podobnie jak kiedyś, gdy był piłkarzem i wychodził na boisko na tych swoich krzywych nogach. Nikt nie dawał mu szans na zwycięstwo, a proszę jak daleko zaszedł. Nie lekceważyłbym tez Tomasza Jagodzińskiego. Ma duże poparcie w klubach. Pomaga mu przy tym kolekcjonerstwo znaczków. A ci zbieracze to taka hermetyczna, popierająca się grupa.

Prezes stwierdził także, że jest zdziwiony ostatnim zachowaniem Leo Beenhakkera, ale nie wini go za całe zło panujące w kadrze. - Nikt nie patrzy w jakiej klasie sportowej są dziś nasi zawodnicy. Gdybyśmy chcieli ich oddać pod opiekę Aleksa Fergusona i powiedzieli mu, że ma wygrać z Czechami , to jestem dziwnie pewny, że po rozpoznaniu kadr powiedziałby: sorry, ale nie tym razem. Trochę się tylko dziwię, ze Leo puściły nerwy. Zawsze był opanowany, patrzył z góry na wszystko. A teraz zszedł do naszego piekiełka, by się w smole posmażyć. Powinien być ponad to - uważa Listkiewicz.

Krzynówek: Nie wiem ile jeszcze wytrzymam