Sport.pl

GKS Katowice bez dobrej akcji w Gorzowie

Piłkarze z Katowic przegrali bardzo ważny mecz z rywalem, który też walczy o utrzymanie. Gorzów dzięki łatwemu zwycięstwu opuścił strefę spadkową. Katowiczanie wypadli blado i nie mieli żadnych szans

Polecamy: Prezes Gieksy: Nie ma widoków na fajną drużynę



Gorzowianie po prostu zdominowali ekipę Gieksy. Trochę wyrównanej gry mieliśmy tylko na początku pierwszej połowy. W ciągu 10 minut po pierwszym gwizdku katowiczanie mieli trzy rzuty rożne - z wolnego w mur uderzał Grzegorz Bonk, a z dystansu próbował przymierzyć Grzegorz Domżalski. I goście uznali chyba, że tego popołudnia to w zupełności wystarczy. Później na murawie w piłkę grali już tylko gorzowianie, a GKS jedynie asystował.

Pierwsza bramka padła w kuriozalnych okolicznościach. Strzelec gola Maciej Malinowski posłużył w 25. min jako... słupek. Z lewej strony boiska wrzucał Paweł Kaczorowski, piłkę wybijał bramkarz gości Jacek Gorczyca. Tak niefortunnie, że ta trafiła wprost w przebiegającego obok niego napastnika gorzowian i wpadła do siatki.

- Chciałem uprzedzić rywala i wybić piłkę, zanim on dopadnie do niej. A wyszło tak, że ja jestem tu asystentem. Drugi gol też padł zresztą po błędzie naszej obrony. Ale to nieważne. Jeśli zupełnie nic nie robisz z przodu, to nie możesz narzekać, że przegrałeś mecz - powiedział golkiper "Gieksy".

Gorzowianie nadal górowali nad rywalami, ale ci znaleźli siły na jeden kilkusekundowy przerywnik. Tuż przed przerwą Daniel Treściński strzelił wprawdzie gola dla gości, ale nie został on uznany, bo wcześniej obrońca GKS-u staranował w polu bramkowym bramkarza Dariusza Brzostowskiego (ten znów bronił niepewnie, ale szczęśliwie - w drugim meczu zachował czyste konto).

W drugiej połowie niewiele się działo. Zupełnie bezradny GKS stracił drugą bramkę dopiero w 85. min. Siódmego gola w tym sezonie strzelił najlepszy snajper gorzowskiej drużyny Emil Drozdowicz, który wykorzystał błąd obrońców gości. - Gramy coraz lepiej, czas, aby to rywale zaczęli się nas bać - cieszył się Drozdowicz.

- Jeżeli popełnia się takie błędy, to wynik nie może być inny. Za mało stwarzaliśmy sytuacji. Założenie było takie, aby grać blisko siebie w środku pola. I stamtąd wyprowadzać szybkie ataki, ale większą liczbą zawodników. Miało być łatwiej o ostatnie podanie. Ale nie było. Żadnej dobrej akcji nie zagraliśmy - wzdychał po meczu szkoleniowiec GKS-u Adam Nawałka, dla którego ligowy debiut w barwach Katowic był kompletnie nieudany.

GKP Gorzów - GKS Katowice 2:0 (1:0)

Bramki: 1:0 Malinowski (25.), 2:0 Drozdowicz (85.)

GKP: Brzostowski - Michalski, Gaca, Więckowski, Petrik - Łuszkiewicz (75. Szałas), Sawala Ż, Maliszewski (62. Kaczmarczyk), Kaczorowski Ż - Malinowski (62. min Ruszkul), Drozdowicz.

GKS: Gorczyca - Sroka (46. Markowski), Treściński, Kapias, Mielnik - Domżalski (75. Sobczak), Janoszka Ż, Iwan Ż, Bonk (75. Prasnal), Plewnia - Mikulenas Ż.