GP Singapuru: Jak jechał zwycięzca, czyli Alonso droga z piekła do nieba

Cuda jednak istnieją! - napisała w internetowym wydaniu hiszpańska ?Marca? w chwilę po tym, jak Alonso minął linię mety w Singapurze
Gdzie dwóch robi błędy tam Hamilton... »

Gazeta odpowiedziała tym samym kierowcy Renault, który po zajęciu 15. miejsca w sobotnich kwalifikacjach mówił: - Wyścig jest przegrany. Tutaj nie można wyprzedzać, a ja ruszam z dalekiego miejsca. Po prostu będę zaliczał kolejne okrążenia. Już jest po walce.

- Szkoda, bo tak mocni jak w Singapurze nie byliśmy w tym sezonie nigdzie - żałował Alonso. - Jeśli wycofa się 10 albo 12 bolidów, jeśli na torze pojawi się samochód bezpieczeństwa... Ale cuda się nie zdarzają.

A jednak się zdarzyły! Tak jak nieprawdopodobna kolizja Hamiltona z Raikkonenem w Kanadzie dała zwycięstwo Kubicy, tak jak wypadek Sutila pozwolił zająć drugie miejsce Piquetowi w Niemczech, tak błąd Piqueta dał szansę Alonso. - Przepraszam, moja wina - mówił przez radio młody Brazylijczyk o rozbitym bolidzie. A potem obserwował wyścig na monitorach. Patrzył, jak jego kolega z zespołu wygrywa swój 20. wyścig w karierze.

Wszystkie wydarzenia potoczyły się po myśli Alonso. W momencie neutralizacji Hiszpan był już po pierwszym tankowaniu - jego inauguracyjny odcinek miał tylko 12 okrążeń i na dodatek został przejechany na najbardziej miękkich oponach, które szybko się niszczyły. Do końca wyścigu Alonso gnał więc na bardziej wytrzymałych gumach, a rywale zjeżdżali mu z drogi.

Massa wyeliminował się sam - najpierw, choć nie ze swojej winy, za szybko ruszył ze stanowiska serwisowego i pociągnął za sobą wąż do tankowania paliwa. Zanim mechanicy go usunęli, stracił kilkadziesiąt sekund. Potem został ukarany przejazdem przez boksy za to, że w tej samej sytuacji niebezpiecznie zajechał drogę w alei serwisowej rywalowi. Z kolei Rosberg i Kubica dostali kary przejazdu z postojem za tankowanie podczas zamkniętych boksów.

Alonso jechał bardzo szybko! Nawet po drugiej neutralizacji nie dał nawet najmniejszych szans jadącym z tyłu Rosbergowi czy Hamiltonowi.

- Wczoraj pech, dzisiaj szczęście - mówił Hiszpan po zejściu z podium. - Zdecydowaliśmy się na agresywny pierwszy przejazd, a nie na jedno tankowanie, bo obawialiśmy się, że hamulce mogą nie wytrzymać jazdy z zaledwie jednym postojem - tłumaczył Alonso. - Czuję się fantastycznie. Pierwsze podium w sezonie i od razu zwycięstwo. Jeszcze w to nie wierzę. Potrzebuję kilku dni, aby zrozumieć, że wygrałem w tym roku wyścig - cieszył się triumfator.

Jeszcze kilka tygodni temu Alonso mówił "Gazecie Wyborczej" i Sport.pl: - Ten sezon jest bardzo frustrujący. Ale i pouczający. Uczę się dużo, bo w każdym wyścigu muszę iść na maksa, przekraczać czasem granicę ryzyka, by coś zdziałać. Startuję z 8. czy 9. pozycji, wciąż mam masę aut przed sobą i za sobą. Przez trzy lata, patrząc przed siebie, zwykle nie widziałem nikogo. Gnałem po pustym torze, czasem walcząc z dwoma rywalami. Teraz poruszam się w największym tłoku i muszę dokonywać cudów, by kogoś wyprzedzić.

Alonso zwrócił też uwagę na postęp zespołu: - Mamy w Renault ciężki, naprawdę ciężki ten sezon, walczyliśmy tylko o czwarte miejsce w klasyfikacji konstruktorów, ale ta wygrana jest zasłużona. Wszyscy na to ciężko pracowali. Zaczęliśmy sezon sekundę za BMW Sauber. Teraz jesteśmy na ich poziomie, a może nawet lepiej - zakończył Alonso.

Kubica: Nie opłacił się późny zjazd do boksu »

Zostanie w Renault?

Wciąż nie wiadomo, gdzie w przyszłym roku będzie się ścigał Hiszpan. W grę wchodzi pozostanie w Renault albo przejście do BMW Sauber lub Hondy. Czy po wygranej zostanie we francuskim zespole w oczekiwaniu na wymarzony kontrakt na rok 2010? Alonso zapowiedział, że do GP Singapuru nic o przyszłości nie powie. Ogłosi ją dzisiaj?

Myślisz, że Alonso zostanie w BMW? Masz swoje zdanie? Załóż sportowego bloga, bloguj na Blogsport.pl!»