Lech nokautuje Piasta w Pucharze Polski

Za naukę trzeba płacić. My za dobrą lekcję zapłaciliśmy drogo - przyznał po klęsce z Lechem trener Piasta Marek Wleciałowski.
Mecz był wyjątkowo jednostronny, poznański walec przetoczył się po gospodarzach. Poznaniacy byli lepiej zorganizowani, bardziej zdecydowani, a poza tym biegali jak wygłodniałe charty. - Przykro to stwierdzić, ale Lech grał z dzisiaj z Piastem w "dziada". Byli lepsi o jedną, dwie, nie - o trzy klasy - przyznał przygnębiony kapitan gospodarzy Mirosław Widuch.

Nokautu upatrywał w fakcie, że Piast w porównaniu z poprzednimi meczami grał w mocno zmienionym składzie, jakby trochę zapominając o tym, że lechici także wyszli w zestawieniu dalekim od optymalnego. Aż dziw bierze, że kilka dni temu Piast po dużo bardziej wyrównanym meczu przegrał ligowy mecz w Poznaniu tylko 0:1.

Polecamy: Globalny kryzys uderza w Piasta



- Chłopaki zostawili tam dużo zdrowia, niektórzy z moich piłkarzy byli bardzo zmęczeni, więc musiałem zmienić skład - tłumaczył się trener Wleciałowski. Ten zmieniony skład stracił nadzieję na korzystny rezultat po kwadransie. Najpierw świetny wczoraj Semir Stilić wykończył centrę Hernana Rengifo, po chwili Peruwiańczyk minął już bramkarza i trafił w słupek, ale dobitka do pustej bramki Rafała Murawskiego była formalnością.

Po przerwie było jeszcze gorzej. Wleciałowski pokrzykiwał wprawdzie na swoich piłkarzy, dawał im instrukcje, ale po trzecim straconym golu (znów Stilić) smętnie usiadł na ławce. Gliwickim piłkarzom nie wychodziło prawie nic, oddali wprawdzie kilka groźnych strzałów z dystansu, ale rezerwowy bramkarz lechitów, potężny Ivan Turina, pokazał, że można na nim polegać.

- Najważniejsze, że nikt nie odniósł kontuzji. Cieszę się, że Piast grał fair, nie było kopaniny - stwierdził trener Franciszek Smuda. - Panowaliśmy na boisku 90 minut, mogło być dużo wyżej - mówił uśmiechnięty jak zwykle Piotr Reiss, który choć bardzo się starał, gola nie zdobył. Obiecał sobie, że trafi w meczu z Legią albo Austrią Wiedeń.

Atmosfera była bardzo specyficzna - cały mecz toczył się w kompletnej ciszy. Wokół słyszałem tylko charakterystyczne dźwięki łupania słonecznika i zasysania chipsów z celofanowych torebek. Czasem na trybunach rozlegał się także szyderczy śmiech i dogadywania po nieudolnych zagraniach gospodarzy. Pod koniec niektórzy fani zaczęli krzyczeć: "zmiana trenera".

- Dziś doskonale widać było, że nie da się drużyny zbudować w tydzień. Na to trzeba kilkunastu miesięcy, a przykładem tak właśnie budowanego zespołu jest Lech. Naszym zadaniem jest utrzymać się w ekstraklasie i wierzę, że się uda. Mam nadzieję, że mój zespół po tej porażce nie straci ducha - mówił Wleciałowski.

Piast Gliwice - Lech Poznań 0:4 (0:2)

Bramki: Stilić (12.), 0:2 Murawski (16.), 0:3 Stilić (53.), 0:4 Rengifo (90.)

Piast: Szmatuła - Podgórski, Widuch, Sedlaczek Ż (46. Glik), Chylaszek - Wróbel, Szczyrba (46. Grolik), Krzycki, Petasz - Andraszak, Prędota (83. Koczon)

Lech: Turina - Wojtkowiak, Tanevski (46. Bandrowski), Arboleda, Wilk - Cueto, Injac Ż , Reiss, Murawski (66. Machaj), Stilić (77. Kononowicz) - Rengifo

Sędziował: J. Walczyński (Lublin). Widzów: 2500.