Chory terminarz żużlowej Ekstraligi

Kuriozum w żużlowej Ekstralidze. Na kilkadziesiąt godzin przed wielkim, niedzielnym finałem nie wiadomo, kto będzie organizatorem meczu i jaki zespół będzie przeciwnikiem toruńskiego Unibaksu. - To chore - mówi menedżer tego zespołu, Jacek Gajewski.
Tomasz Gollob dał słowo Stali Gorzów

Pewne w Speedway Ekstralidze jest tylko jedno - finalista to toruński Unibax. Dziś dowie się, czy jego przeciwnikiem zostanie Złomrex/Włókniarz Częstochowa, czy Unia Leszno (transmisja tego półfinału w TVP Sport o 19). Pojedynek skończy się ok. godz. 21. I dopiero wtedy będzie wiadomo, gdzie i z kim żużlowcy Unibaksu powalczą. A czasu na przygotowanie najważniejszego meczu rekordowo mało - musi odbyć się w niedzielę.

Skąd zamieszanie? Unibax wygrał swój półfinał przed tygodniem - w piątek. Tego samego dnia miała skończyć się rywalizacja Złomreksu i Unii. Ale w Częstochowie padał deszcz, więc liga nadzorująca rozgrywki przełożyła go na dziś. Ale jednocześnie nie zmieniła terminu spotkania finałowego. W efekcie między jednym, a drugim spotkaniem są zaledwie dwa dni przerwy.

Na dodatek dopiero dziś wieczorem będzie wiadomo, gdzie rozegrany zostanie pierwszy finał - zależy to od wyniku w Częstochowie. W grę wchodzi albo Toruń (para Unibax-Złomrex), albo Leszno (para Unia-Unibax).

Klub, który za dwa dni będzie gospodarzem pierwszego finału, musi w ciągu kilkudziesięciu godzin wydrukować kilkanaście tysięcy biletów, niewiele mniej programów meczowych, a także zarezerwować służby ochrony, policję, zadbać o efektowną oprawę spotkania. To ogromna operacja organizacyjna - w ub. roku w meczu finałowym w Toruniu dla kibiców zabrakło miejsc siedzących, a w Lesznie pobity został rekord frekwencji: na stadionie było ok. 25 tys. widzów.

- Dla mnie to chore. W czwartek wieczorem dowiemy się, z kim pojedziemy w finale w niedzielę. Nawet nie wiemy, czy u siebie, czy na wyjeździe. To nieporozumienie, trzeba zastanowić się nad tym, jak w takiej sytuacji dbać o atrakcyjność rozgrywek - irytuje się menedżer Unibaksu, Jacek Gajewski. - Zorganizowanie meczu dla kilkunastu tysięcy ludzi, a tym bardziej finału, w dwa dni to brzmi jak szaleństwo. Ale skoro trzeba, tak zrobimy - mówi prezes toruńskiego klubu Wojciech Stępniewski.

A co jeśli to nie Toruń będzie gospodarzem pierwszego meczu finałowego? - pytam. Stępniewski chwilę milczy. - Trudno, w czwartek o 22 wszystko odwołamy - przyznaje. Ile klub straci na np. druku wejściówek, programów oraz rezerwowaniu ochroniarzy? Tego klub nie ujawnia. - Ech, może deszcz spadnie w czwartek i będzie więcej czasu na przygotowania? - zastanawia.

Nieoficjalnie wiadomo, że spółka organizująca rozgrywki nie zmieniła terminarza ze względu na naciski TVP transmitującej mecze.

Ciężko kontuzjowany żużlowiec odzyskał przytomność