Baniak: Dałem im pomacać kontrakt

Koszmarny błąd bramkarza Łukasza Radlińskiego i Warta Poznań przegrała pierwszy w tym sezonie mecz w "Ogródku".


Radliński nie był jednak jedynym słabym punktem Warty. - Do zmiany było co najmniej pięciu piłkarzy, a tymczasem kontuzja Jankowskiego na początku meczu popsuła mi wszystkie plany - narzekał po meczu trener Warty Bogusław Baniak. Jego podopieczni nie potrafili zdominować Motoru, a ponieważ Motor też nie potrafił narzucić swojego stylu gry Warcie, przez prawie całą pierwszą połowę gra polegała na bezładnej kopaninie w środku pola.Wyłomów z tego schematu było niewiele. W 17. min po rzucie rożnym dla Motoru Warta skontrowała - Tomasz Magdziarz uderzył z woleja, tuż obok słupka. Odpowiedź Motoru była natychmiastowa - po dośrodkowaniu Marcina Popławskiego wychodzącego z bramki Radlińskiego próbował przelobować Janusz Iwanicki. Nie trafił jednak w bramkę i aż chwycił się za głowę.

Warta grała zbyt pasywnie, zwłaszcza w środku boiska. Trener Baniak krytykował: "Biegnij", "rusz się", "wejdź wślizgiem" i narzekał: - Są piłkarze, którym w grudniu kończą się kontrakty. Daję takim szanse, a oni przechodzą obok meczu. Tak nie może być, że ja im daję pomacać coś, co się nazywa nowym kontraktem, a oni nie zostawiają tego świadectwa - mówił, pijąc wyraźnie w stronę doświadczonego Krzysztofa Piskuły. - Powinienem był postawić na Filipa Burkhardta - mówił Baniak. Po chwili zaś dodał, że także Sergio Batata, któremu w piątek urodziła się córka, grał wyjątkowo pasywnie. - Myślałem, że razem zrobimy tę kołyskę. Tymczasem on był rozkojarzony, ale tak już jest, jak ktoś przez cały tydzień biega po szpitalach - przyznał. Innym zarzucał zaś odstawianie nogi w kluczowych momentach. - Już w czwartek w gierce wewnętrznej źle to wyglądało. Niektórzy piłkarze boją się wkładać nogi w walce, bo uważają chyba, że Warta to ich przystanek w drodze do dalszej kariery i nie chcą, by coś im się stało. Tyle że u mnie tak nie będzie - stwierdził Baniak.

Trener Warty nie narzekał zbytnio na swojego bramkarza, który przepuścił piłkę po prostym strzale Rafała Wawrzyńczoka. Ba, piłka wturlała się do bramki między nogami Radlińskiego. - W takich sytuacjach powinni gole zapisywać bramkarzom, a nie strzelcom. Jestem jednak daleki od krytyki Łukasza. Nie mogę wylać na niego kubła pomyj, bo do grudnia ktoś musi bronić. Berczyński pracuje w szkole i nie może być na każdym treningu. Może mógłbym go wystawić w środę w meczu z Ruchem, ale nie wiem, czy to się nie skończy kolejną kompromitacją - zastanawiał się Baniak. Wcześniej Radliński bronił nieźle - chwilę przed golem dla Motoru obronił groźne uderzenia Popławskiego i Wawrzyńczoka. Warta jeszcze przed przerwą miała dwie świetne okazje, ale strzał Bataty z dystansu piękną paradą wybronił Przemysław Mierzwa, zaś po chwili bramkarz Motoru okazał się lepszy od Pawła Iwanickiego w sytuacji jeden na jednego. - W innych wyjazdowych meczach byliśmy lepszym zespołem, ale przegrywaliśmy - przyznał trener Motoru Ryszard Kuźma.

grand

Warta Poznań - Motor Lublin 0:1 (0:0)

Bramka: 0:1 Wawrzyńczok (55.)

Warta: Radliński - Ignasiński, B. Jankowski (21. Otuszewski), Strugarek, Marcinkiewicz - Bekas Ż, Batata - Magdziarz, Piskuła (46. Burkhardt), P. Iwanicki (54. Sikora) - Klatt.

Motor: Mierzwa - Falisiewicz, Ptaszyński, Bożyk Ż, Misztal - Żmuda, Lipecki, Wawrzyńczok (66. Król) - J. Iwanicki, Kamiński (46. Pacholarz), Popławski.

Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz).

Widzów 300.