Pierwszy mecz Kasperczaka z okien jego familoka

Henryk Kasperczak od porażki zaczął pracę w Górniku. Z okien jego rodzinnego familoka widać jednak nadzieję na lepsze czasy dla zabrzańskiej jedenastki - pisze z Zabrza Piotr Płatek.
Nieudany debiut Kasperczaka. Górnik - Śląsk 1:2 »

- W Afryce nauczyłem się ważnej rzeczy: każdy człowiek powinien pamiętać, skąd pochodzi, i doceniać swoje korzenie - powiedział mi kiedyś Kasperczak. W dniu jego debiutu w roli trenera Górnika znalazłem się w miejscu, w którym Kasperczak się urodził i wychował.

Trzypiętrowy stary ceglany familok przy ulicy Jagiellońskiej w Zabrzu. Czas tu stanął w miejscu. Budynek powstał na początku XIX wieku, miasto nazywało się wtedy Hindenburg. Drewniane schody, mocno zniszczona klatka schodowa, a na zewnątrz lepiej po zmroku nie wychodzić. Grupa miejscowych łobuziaków rozstępuje się z szacunkiem. - Do pani Kasperczakowej? A, to tędy prosimy - machają rękami ku górze.

Trzy godziny do pierwszego gwizdka. Za chwilę były szkoleniowiec Wisły i reprezentacji Senegalu zadebiutuje w roli trenera Górnika w meczu ze Śląskiem Wrocław. Tymczasem w familoku krzątanina. Spora część rodziny szkoleniowca wybiera się na mecz.

- Normalnie na ligę nie chodzę, ale teraz to obowiązek - mówi Tadeusz Kasperczak, sześć lat młodszy brat trenera. To emerytowany górnik kopalni Makoszowy, który w przeszłości też grywał w piłkę. Futbol u Kasperczaków jest chyba w genach, bo piłkarzem był też syn Tadeusza, 28-letni obecnie Tomek.

- Grałem w kilku zabrzańskich klubach, ale musiałem zakończyć karierę z powodu kontuzji - mówi.

Półtorej godziny do meczu. Jadwiga Kasperczakowa, mama szkoleniowca, ma już 94 lata i w swej kategorii wiekowej mogłaby pewnie wygrać światowy konkurs na rozeznanie w futbolu. Przeżyła rewolucję październikową, dwie wojny światowe, pół wieku PRL-u. Wciąż interesuje się futbolem.

- Oglądam wszystkie mecze. Czasami nerwy mnie biorą na tych piłkarzy, gdy piłkę mają pod nogą, a nie wiedzą, co z nią zrobić - kręci głową. Na mecz się nie wybiera ze względu na pogodę.

- Gdyby było cieplej, mama by poszła. Ale po 20 jest za zimno i w dodatku deszcz pada - mówi pani Gabriela, synowa, która na piłce zna się również bardzo dobrze.

Do domu wpada Mateusz Kasperczak, bratanek trenera Górnika. Ten dziewiętnastolatek jest obecnie zawodnikiem Stali Zabrze, w której swoją karierę zaczynał jego wuj.

- Mateusz ma smykałkę do futbolu. Niepokorny, lubi szaleć na boisku - o swoim zawodniku opowiada mi Alicja Kempa, obecna prezes Stali. - Odkąd w Zabrzu pojawił się Henryk Kasperczak, nasz skromny klubik ma swoje pięć minut. Musimy ten czas wykorzystać - zapewnia.

Domownicy wyruszają na mecz. Bilety załatwił wujek. Pani Jadwiga wszystkich żegna. - Ciekawe, jak Heniek to wszystko poukłada - macha mi na pożegnanie ręką, pokazując, że trzyma kciuki za syna.

Z poukładaniem Górnika są problemy. Zabrzanie grają nieźle, zdobywają nawet gola po strzale Brzęczka, ale potem Kasperczak ma już głównie zafrasowaną minę, bo wrocławianie zdobywają dwie bramki po stałych fragmentach gry i wygrywają mecz. Debiut nie jest udany, Górnik pozostaje na ostatnim miejscu w tabeli.

- Jakby się czegoś przestraszyli - mówi o zabrzańskich piłkarzach Tomasz Kasperczak, który w towarzystwie rodziców ogląda mecz na trybunie krytej. - Fizycznie też kiepsko się prezentują. Wyglądają na zajechanych - dodaje. Jego słowa potwierdza potem Tomasz Hajto, który tego wieczoru z powodu kartek musiał pauzować. - Z dnia na dzień to nawet Copperfield nie poradzi. My fizycznie leżymy. Zdychamy z minuty na minutę. Ktoś powinien się uderzyć w piersi. Nie mówię tu o piłkarzach - Hajto jest tego dnia ubrany w efektowny popielaty garnitur.

Tymczasem w familoku 94-letnia pani Jadwiga cały czas zerkała w stronę łuny ze stadionowych jupiterów. - Babcia zwykle, widząc te światła, dziwi się, że tak się marnuje prąd - śmieją się domownicy.

O wyniku meczu staruszka dowiaduje się od synowej. Pani Kasperczakowa mimo porażki nie załamuje rąk. - Grunt to zachować spokój. Ja jestem opanowana i optymistycznie nastawiona, a Heniek ma to samo po mnie - twierdzi.

Na pomeczowej konferencji słyszę Kasperczaka, który spokojnie tłumaczy dziennikarzom: - Trzeba być w życiu optymistą. Ja nim jestem. Należy podejść do sprawy spokojnie i zrobić tak, by było dobrze...

Kasperczak na razie nie pomógł. Górnik przegrał ze Śląskiem »

Kasperczak: dreszczyk emocji przed debiutem »