Łódzkie harnasie wygrały w Bielsku-Białej

W meczu zespołów aspirujących do gry w ekstraklasie wygrał Widzew. Podbeskidzie w trzech ostatnich grach zdobyło punkt!
Dla wielu kibiców to najważniejsze spotkanie całego sezonu - napisała przed meczem z Widzewem oficjalna strona Podbeskidzia. Telewizyjna transmisja, pełne trybuny mimo fatalnej pogody, w loży kandydat na prezesa PZPN Grzegorz Lato (w ramach kampanii wyborczej rozdawał kartki ze swoim zdjęciem i autografem).

W składzie bielszczan niespodzianka - w osiemnastce w ogóle nie było duetu napastników - Martina Matusa i Krzysztofa Zaremby! Powód? Zwłaszcza Słowak zawodzi ostatnio na całej linii. W wyjściowej jedenastce pojawił się Czech Adam Brzezina, a w rezerwie - po raz pierwszy Nigeryjczyk Bernard Ocholeche.

Jasne było, że wygrają Harnasie. Tak mówią na zespól gospodarzy, tymczasem łodzianie pojawili się w kurtkach z takim logo, który oznacza jednego ze sponsorów klubu.

Zamiast wielkiego widowiska futbolowego kibice oglądać musieli... piłkę wodną. Deszcz nad Bielskiem pada od kilku tygodni, boisko pełne było kałuż, w których piłka co rusz się zatrzymywała, a zawodnicy wywracali. Komu będą sprzyjać takie warunki? - zastanawiali się widzowie.

Miejscowi zaczęli od akcji Mariusza Sachy, którego groźny strzał na róg wybił golkiper Widzewa. Potem jednak groźniejsi byli goście. Dwie niezłe okazje miał bardzo aktywny Marcin Robak, który za trzecim razem w końcu pokonał Łukasza Merdę. - W trzech ostatnich meczach trzy razy zdobywaliśmy gole po stałych fragmentach gry. Teraz też był taki plan i powiodło się - przekonywał potem Waldemar Fornalik, trener Widzewa.

Po przerwie gospodarze ruszyli do szturmu, a Widzew jakby uspokojony prowadzeniem grał bezbarwnie i przeciętnie. Miejscowi trafili w poprzeczkę (Krzysztof Chrapek), minimalnie obok słupka (Damian Świerblewski) i wreszcie do siatki (ponownie Chrapek). Przy tej ostatniej akcji był jednak spalony i gol nie mógł zostać uznany.

W końcówce znów przewaga była po stronie gości, którzy po kontratakach mogli strzelić kolejne gole. - Ciężko, ciężko wywalczone punkty w tych trudnych warunkach - podkreślał po spotkaniu trener Fornalik.

Bielscy piłkarze opuszczali grząską murawę mocno zmęczeni i ze spuszczonymi głowami. - Wiedzieliśmy, że w tym meczu sama dobra gra nie wystarczy. Trzeba było włożyć serce. Daliśmy jedno i drugie, ale punkty jadą do Łodzi - kręcił głową Łukasz Merda, bramkarz Podbeskidzia.

Warto zauważyć, że w trzech ostatnich meczach Podbeskidzie zdobyło ledwie punkt. - Punkty uciekają, nikt nam ich zwróci. Tragedii jednak nie robimy - skomentował trener Marcin Brosz.

Mecz z Widzewem był pożegnaniem bielskich piłkarzy ze Stadionem Miejskim, na którym od poniedziałku ruszają prace modernizacyjne. Podbeskidzie dwa kolejne mecze gra na wyjazdach, a 8 października jako gospodarz podejmować będzie GKS Jastrzębie w Czechowicach-Dziedzicach.

Podbeskidzie Bielsko-Biała - Widzew Łódź 0:1 (0:1)

Bramka: Robak (23.)

Podbeskidzie: Merda - Cienciała, Szmatiuk, Dancik, Osiński - Sacha, Matusiak (82. Ziajka), Gorszkow (58. Pater), Świerblewski - Brzezina (71. Żmudziński), Chrapek

Widzew: Mielcarz Ż - Broź, Ukah, Stawarczyk, Lisowski Ż - Budka (90. Bednar), Juszkiewicz, Panka, Napoleoni (63. Mierzejewski), Oziębała (90. Kowalczyk) - Robak Ż.

Sędziował: Mariusz Trofimiec (Kielce). Widzów: 3500.