Trudny sezon Orlika

Hokej na Lodzie. Już w najbliższy weekend rozgrywki zainaugurują hokeiści opolskiego Orlika. Niestety, działacze i trenerzy tuż przed rozpoczęciem sezonu nie mają najlepszych humorów
Przypomnijmy, że opolski zespół został reaktywowany dwa sezony temu, głównie po to, aby zdolni wychowankowie klubu po zakończeniu wieku juniorskiego nie musieli szukać sobie innych pracodawców. W tym czasie największymi sukcesami orlików były złoty medal Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży (mistrzostwo Polski juniorów młodszych) zdobyte dwa sezony temu oraz czwarte miejsce w I lidze wywalczone w poprzednim sezonie. Niestety, po dwóch latach działalności klub jest w niewiele lepszej sytuacji niż wtedy. - Tak naprawdę niemalże wszystko musimy budować od początku - stwierdza trener Orlika Jerzy Pawłowski. - Chyba zbyt dobrze idzie nam szkolenie młodzieży, bo na naszych wychowanków jest bardzo wielu chętnych - śmieje się. Rzeczywiście, młodzi opolanie są wręcz rozchwytywani, a przed sezonem zespół opuścili m.in. Sebastian Szydło (Polonia Bytom), Mateusz Pawlak i Paweł Dronia (wypożyczeni do Zagłębia Sosnowiec), a do nauki w SMS-ie poszedł bramkarz Mateusz Ryszkaniec. - Kilku innych zawodników zdało maturę, dostało się na prestiżowe uczelnie i zrezygnowało z gry w hokeja na rzecz nauki - dodaje trener Pawłowski. Jeśli doliczyć do tego jeszcze odejście doświadczonych Tomasza Połącarza i Bartłomieja Talagi (powrót do Unii Oświęcim) oraz Szwedów - bramkarza Daniela Lundina (Polonia Bytom) i Johana Hedberga (powrót do Szwecji), widać, że kadra Orlika bardzo się uszczupliła. Wciąż nie wiadomo, niestety, czy to już koniec osłabień, bowiem ruchy transferowe trwają. Niewielkim pocieszeniem jest fakt, że zespół z Opola wzmocniło dwóch młodych zawodników z Tychów i Torunia, zainteresowani grą w Orliku są także hokeiści ze Słowacji, a Orlik ma w planach także współpracę z rosyjskim klubem z Biełgorodu.

Nic więc dziwnego, że mimo iż do inauguracji sezonu pozostało jedynie kilka dni, trener wciąż nie wie tak naprawdę, w jakim składzie będzie występować jego zespół. - Największe osłabienie mamy zwłaszcza w formacji defensywnej i te braki uzupełnić będzie bardzo trudno. Oczywiście będziemy się posiłkować naszymi młodszymi wychowankami, ale może być tak, że na lód będą wyjeżdżać nawet 15-latkowie - komentuje Pawłowski.

Przyczyna takiej sytuacji jest prozaiczna - to oczywiście brak pieniędzy. Orlik wciąż nie ma, niestety, dużego sponsora, a co za tym idzie - nie ma nawet co marzyć o awansie do ekstraligi. - Naszym zawodnikom możemy zaproponować tylko szkolenie i grę, tak naprawdę poza tym niewiele więcej. Niestety, jeśli ktoś liczy na jakieś profity, u nas tego nie dostanie, musi więc szukać sobie innego klubu. Bez pieniędzy nie jesteśmy w stanie zatrzymać najlepszych - zaznacza trener. Co gorsza, niestety, lepiej nie jest także w grupach młodzieżowych. - Coraz mniej chłopców się do nas zgłasza. A część z tych, którzy trenowali, rezygnuje. W tym wypadku dużą rolę odgrywa zaangażowanie rodziców, a ci, niestety, mają coraz mniej czasu - zauważa Pawłowski, dodając, że w związku z tym wciąż nie wiadomo, ile grup młodzieżowych przystąpi do rozgrywek w swoich kategoriach wiekowych.

Trudno się więc spodziewać, że opolscy seniorzy w nadchodzących rozgrywkach ligowych odegrają dużą rolę. Celem drużyny jest oczywiście awans do play-off, jednak - jak podkreśla trener - będzie o to bardzo trudno. W powiększonej, dziesięciozespołowej I lidze głównymi faworytami do awansu wydają się być spadkowicz z ekstraligi Unia Oświęcim, a także finalista z ubiegłego sezonu HC GKS Katowice. Wszystko wskazuje na to, że tuż za tą dwójką uplasuje się zespół KTH Krynica, a o czwarte miejsce i występ w fazie play-off walczyć będą Orlik i Legia Warszawa (pozostałe pięć zespołów to rezerwy ekstraligowców lub drużyny młodzieżowe i w play-off nie mogą wystąpić).