Kowalik zostawił Nidę dla Kasperczaka

Po dwóch tygodniach pracy Jerzy Kowalik zrezygnował z prowadzenia Ponidzia Nidy Pińczów na rzecz współpracy z Henrykiem Kasperczakiem. - Zachował się fair i nie mamy do niego żadnych pretensji - mówi Mariusz Karcz, prezes klubu.
Kowalik poprowadził beniaminka w czterech meczach. Rozpoczął obiecująco od zwycięstwa z Okocimskim Brzesko, ale potem na koncie zapisał tylko jeden punkt, choć i tak niespodziewany - z KSZO Ostrowiec. - Otrzymałem propozycję zostania asystentem Henryka Kasperczaka w Górniku Zabrze, z której trudno byłoby nie skorzystać. Zresztą w umowie z Nidą miałem zapis o możliwości rezygnacji, w przypadku oferty z wyższej ligi - tłumaczy Kowalik. I jednocześnie dodaje: - Choć pracowałem tu krótko, spotkałem grupę fajnych, pracowitych ludzi, z wieloma się zaprzyjaźniłem. Nie chcę zrywać kontaktów z Nidą. Jak tylko będę mógł, chcę temu klubowi pomóc. Kto wie, może odbędzie się to na zasadzie współpracy Górnika z Nidą? Bo z całym szacunkiem, ale w takim składzie osobowym tej drużynie utrzymać się będzie bardzo ciężko - uważa były już trener pińczowskiego zespołu, który odchodząc wyznaczył także swojego następcę. To 38-letni Piotr Jawień, asystent Kowalika w Zagłębiu Sosnowiec i Kmicie Zabierzów, ostatnio prowadzący V-ligowego Orła Balin. - Będzie kontynuował moją myśl szkoleniową, jestem przekonany, że zrobi coś dobrego z tym zespołem - dodaje Kowalik. W Pińczowie pretensji nie ma. - Odbyliśmy szczerą rozmowę przed podpisaniem kontraktu, w trakcie której pan Kowalik poinformował nas o możliwości wcześniejszej rezygnacji. Jego odejście nie jest dla mnie wielkim zaskoczeniem - mówi Mariusz Karcz, prezes Ponidzia Nidy.