Kaka: Milan to moje życie

- Nigdy nie poproszę o transfer. Chcę grać w Milanie i znowu zdobyć Złotą Piłkę - mówi Brazylijczyk Kaka, który wraca do zdrowia po operacji
Trappatoni, czyli Włoch został idolem Irlandii  »

Ricardo Izecson dos Santos Leite, czyli Kaka, piłkarz, który "milanistom" zatyka dech w piersiach, czuje się dobrze. Wraca po operacji. Decyzji o poddaniu się jej broni zaciekle, mimo że kosztowała wiele cennego czasu jego i całą drużynę.

Bardzo martwiono się o pana zdrowie.

- Wiem. Ta historia ciągnęła się już od ponad roku. Ciągle działo się coś, co nie pozwalało mi wsłuchać się w moje ciało. Bolało mnie kolano, ale do wygrania była Liga Mistrzów, potem chciałem dostać Złotą Piłkę, a jeszcze później były mecze w Jokohamie. I tak dalej, aż do momentu kiedy trzeba było się zatrzymać. 

Czy to na pewno była dobra decyzja?

- Tak. Ktoś mógłby powiedzieć, że nie, ale ja zrobiłbym to jeszcze raz. To była decyzja powzięta po uzgodnieniu wszystkiego z Milanem, na oczach lekarzy Milanu i reprezentacji. Ja wybrałem operację, ale nie decydowałem sam. A teraz kiedy jestem zdrowy, ten rozdział jest zamknięty. 

Koordynator Milanu Lab, Meersseman, mówił o operacji kolana, a pana przyjaciel Diogo Kotcho z Brazylii często mówi o rynku piłkarskim. Do gazet wkrada się chaos... 

- Myślę, że już teraz dobrze mu wytłumaczyłem, o czym można mówić, a czego powiedzieć nie można. 

Na przykład, nie można mówić, że jest pan otwarty na propozycje Manchesteru City? 

- Dokładnie. Myślę, że to był już ostatni raz.

Zareagował pan zdecydowanie. Nie jest więc prawdą, że jest pan tak bardzo dobry. Można nawet powiedzieć, że jest pan niezbyt grzeczny. 

- Nie lubię jak o mnie mówią, że jestem dobry. Zachowuje się właściwie. Lubię jeśli się robi i mówi odpowiednie rzeczy.

Mógłby pan, raz na zawsze, przedstawić nam swoją wizję na przyszłość? 

- Nigdy nie zrobię tego raz na zawsze. Najpierw w perspektywie był Real, teraz modna jest Anglia - taki jest rynek. Tak jak Milan przedstawia oferty innym klubom, tak inne kluby przedstawiają oferty Milanowi. Ale ja nigdy nie poproszę o transfer. Byłem zawsze traktowany bardzo dobrze przez kadrę kierowniczą, jesteśmy w doskonałych stosunkach. Może pewnego dnia działacze zmienią swoje nastawienie do mnie, ale nie wydaje mi się to możliwe. Odejdę tylko wtedy, kiedy Milan zdecyduje się mnie sprzedać albo jeśli nie będziemy już mieli wspólnych celów. Milan dobrze zainwestował. Chce wygrywać, chce być konkurencyjny. To są również moje cele. 

Nie martwi pana, że Milan ma tak zróżnicowane poziomem formacje? 

- Można grać i pięcioma piłkarzami w ataku, ważne by drużyna się nie podzieliła na dwie części: pomocników, którzy skarżą się, że im się nie pomaga i napastników, którzy narzekają na brak podań.

A co pan czuł, kiedy Brazylia bez skutku próbowała wygrać mistrzostwa świata, bazując na sile magicznego kwartetu?

- Nie lubię mówić o czymś magicznym, kiedy jeszcze niczego się nie wygrało. Ale grając podobnym systemem sięgnęliśmy po Puchar Konfederacji, w którym kwartet tworzyłem ja, Ronaldinho, Adriano i Robinho. Niestety, na mistrzostwach świata kwadrat okazał się niewypałem. 

Może więc Milan powinien zmienić taktykę gry?

- Znalezienie równowagi z tak wieloma napastnikami w składzie jest bardzo trudne. Ale bez tego się nie wygra, a my chcemy zdobyć mistrzostwo. 

Czy Szewczenko się zmienił?

- Tak. Wiele się nauczył i świetnie go widzieć tak zmotywowanym. Jest szczęśliwy i głodny. Kiedy masz pusty żołądek, to normalne, że chcesz go napełnić.

Jakie ma pan wnioski po pierwszej kolejce Serie A?

- Wielkie drużyny nie zdołały wygrać, a te mniej znaczące są świetnie przygotowane. To będzie piękniejszy i jeszcze bardziej emocjonujący sezon od poprzedniego, który uważam za najlepszy, odkąd tu jestem, mimo że my się wcale dobrze nie bawiliśmy.

Lubi pan Mourinho?

- Jest zabawny. Jego żarty nie są nigdy agresywne. I wszyscy lub prawie wszyscy, którzy z nim pracują, mówią ,że potrafi sprawić, by dobrze się czuli. Myślę zarówno o tych, którzy grają, jak i o tych, którzy są poza boiskiem. To bardzo ważne. 

Jak na pana działają góry arabskich pieniędzy w Premiership? 

- Nie są dobre dla piłki. W końcu liga angielska stanie się monopolem, podczas gdy dużo ciekawiej jest kiedy Premiership, Primera Division i Serie A pozostają na tym samym poziomie. Ale nie chcę robić mętnych wywodów. Wszyscy mówią, że jakiś klub zaproponował za mnie Milanowi prawie sto milionów euro - nie mogę powiedzieć, żeby było mi z tego powodu przykro.

Kiedy powróci pan na boisko, znów zetknie się z przemocą w piłce... 

- Źle się gra pod takim napięciem. Na San Siro zaczynają się pokazywać mamy z dziećmi. Chciałbym, żeby tak mogło być wszędzie.

Najlepszy napastnik Serie A?

- To proste: Ronaldinho. 

Mówią, że jesteście tak bardzo różni...

- Życiowe decyzje są różne, ale to nie oznacza, że nie możemy być przyjaciółmi . A przede wszystkim, że nie możemy razem grać. 

Myśli pan, że Ronaldo jeszcze wróci na boisko?

- Jestem tego pewny. Mam nadzieję, że pogra jeszcze co najmniej 2-3 lata. 

Chcecie wygrać ligę. Największym rywalem będzie Inter, czy Juve?

- Inter jest drużyną do pobicia, Juve jest ciągle bardzo mocne. Są jeszcze Roma, Udinese i Fiorentina. Jest czym się emocjonować i mam nadzieję, że tym razem nam się uda.

Aż do grudnia może pan się cieszyć Złotą Piłką. Czy pojawił się godny następca? 

- Messi jest naprawdę znakomity. Jeśli chodzi o mnie, to mam za sobą ciężki rok i jest zbyt późno by myśleć o Paryżu. Ale chcę tam wrócić, jak tylko to będzie możliwe i chcę powrócić także do Zurychu, żeby zdobyć tytuł piłkarza roku FIFA. Wcześniej jednak chcę pograć w Milanie, w ten sposób "kupując" sobie bilet do Paryża.

Furtok: proponuję atak na San Marino  »