Beenhakker: Brudna gra wokół kadry

Sześciu piłkarzy siedziało na trybunie honorowej. A za ich plecami ci, którzy mają ambicje rządzić polską piłką. Zawodnicy słyszeli, jak działacze cieszą się, że gramy gów...ny mecz i że nie wygraliśmy! - mówi selekcjoner
W San Marino nie grają kelnerzy »

Po sobotnim remisie 1:1 ze Słowenią we Wrocławiu dzisiaj piłkarze zagrają drugi mecz eliminacji MŚ - o 20.30 w Serravalle zmierzą się z San Marino. Transmisja w TVP 1.

Robert Błoński: To dobry rywal, by odzyskać równowagę po słabym meczu ze Słowenią?

- Nie ma słabych, zatarły się różnice między wielkimi i małymi krajami. W futbolu nigdy nie ma na nic gwarancji. Dostaniemy czerwoną kartkę w piątej minucie i co?

Rywale to amatorzy, niektórzy latem w ogóle nie trenowali.

- Wszystko będzie zależeć od nas, nic od nich. Jesteśmy tu, by wygrać.

Wie już pan, co się stało w drugiej połowie meczu we Wrocławiu?

- Przez cały tydzień pracowaliśmy we Wronkach, by drużyna mocno zaczęła mecz. A nie jak ostatnio, kiedy początek był rozgrzewką, a przebudzenie następowało po przerwie. Ze Słowenią początek był jak trzeba. Na to, co stało się potem, nie mam usprawiedliwienia. Nie panikuję - czasem gramy dobrze, czasem źle.

Teraz zagramy bardziej ofensywnie?

- Co to znaczy?

Z dwoma napastnikami.

- Mogę wystawić i pięciu, nie ma sprawy. Ale nie przydadzą się do niczego, jeśli nie będziemy mieć piłki. Kwalifikacje do Euro graliśmy z jednym wysuniętym napastnikiem i strzeliliśmy najwięcej goli w grupie. Ofensywna gra nie zależy od liczby napastników. Jak dam jednego więcej, stracę człowieka w pomocy. Ze Słowenią wprowadziłem w drugiej połowie napastnika za pomocnika i można powiedzieć, że szczęśliwie zremisowaliśmy. Bo straciliśmy kontrolę nad tym, co się dzieje.

Półtora roku temu piłkarze wyglądali na silnych mentalnie, zjednoczonych. Teraz są wystraszeni, smutni...

- Nie zgadzam się. Atmosfera jest świetna. To tylko ludzie, chcieli wygrać. Kiedy czujesz, że mecz ci uciekł, że wygraną miałeś w kieszeni - rozczarowanie jest jeszcze większe. Nikt nie był bardziej wściekły i rozczarowany od nich. Ich ambicja jest fantastyczna. Pisanie o złej atmosferze to g... prawda. Za wynik i grę ze Słowenią biorę odpowiedzialność, ale wszystkich tych g... dyskusji i gierek by nie było, gdyby w 30. min Błaszczykowski trafił do siatki, a nie w słupek. 2:0 i mecz by się skończył.

W listopadzie 2005 byliśmy pewni, że wygramy z Belgią w Brukseli mimo braku pięciu zawodników. A teraz nie wiemy, jak będzie z San Marino?

- Niepewność tkwi w głowach. Pracowaliśmy nad tym po meczu z Finlandią dwa lata temu i później udało się podnieść zespół. Po nieudanej wielkiej imprezie bywa trudniej. Porażka i zawód, jaki sprawili, siedzi w głowach.

Jeśli reprezentacja ma być odzwierciedleniem polskiej piłki...

- ...nie jest nią kadra, tylko liga. I to po odrzuceniu wszystkich zagranicznych zawodników. To jest poziom polskiej piłki.

Jeśli tak, powinniśmy przegrać ze Słowenią. Media i kibice są rozczarowani, bo w poprzednich eliminacjach ta drużyna - pod pana dowództwem - pokazała, że niemożliwe jest jednak możliwe.

- W tamtej kampanii przegraliśmy z Finlandią i Armenią oraz na początku zremisowaliśmy z Serbią. Każdy popełnia błędy. Nie ma zespołu, który wygra wszystkie mecze. Awansuje ten, kto zdobędzie 21-22 punkty. Najgorsza jest arogancja niektórych ludzi, którzy cały czas twierdzą, że Polska jest dużo lepsza od tych tzw. małych krajów. A nie jest.

Jeden remis, jeden wynik niespełniający oczekiwań i już się zaczęła cała ta pieprz... dyskusja. O Wichniarku, Jeleniu itd. Dokładnie to samo było dwa lata temu po porażce z Finlandią! Czy już jesteśmy wyeliminowani? Nie! Czy Szkocja straciła szanse po porażce z Macedonią? Nie.

Musimy zareagować pozytywnie, podnieść się, a nie zwiesić głowy i zniszczyć wszystko dookoła. Eksperci nie widzieli koncepcji gry. Oglądali mecz? Od dwóch lat gramy tym samym ustawieniem. Czterech obrońców, dwóch skrzydłowych, dwóch środkowych pomocników i jeden najbardziej wysunięty napastnik. Czasami nasz numer 10 jest łącznikiem pomocy z atakującym, czasem drugim napastnikiem. Tak graliśmy przez całe poprzednie eliminacje i strzeliliśmy najwięcej goli w grupie.

Mecz ze Słowenią był słaby.

- Każda drużyna ma takie mecze. W przeszłości też się zdarzały i zdarzą.

Furtok proponuje atak na San Marino »

Z ostatnich dziewięciu meczów Polska wygrała dwa, strzeliła tylko cztery gole.

- Wiem, wszystko wiem. Ale Wichniarek, który rozegrał 17 meczów i strzelił dla kadry cztery bramki, nie jest rozwiązaniem. Jeleń, dwa gole w 19 występach, też nie! To nie kwestia personaliów. Dla mnie numerem jeden wśród napastników jest Paweł Brożek, który przez ostatnie kilka miesięcy się zmienił jako człowiek i piłkarz. Jest młody Lewandowski i Piszczek. On będzie jak Żurawski. Może grać jako cofnięty albo wysunięty napastnik. To przyszłość i teraźniejszość futbolu. Wojtkowiak czy Bandrowski - też. Czasem trzeba się cofnąć parę kroków i zagrać taki mecz jak ze Słowenią, by zrobić jeden do przodu.

Sześciu moich zawodników siedziało we Wrocławiu na trybunie honorowej. Za plecami słyszeli tych, którzy mają zamiar i ambicje rządzić w przyszłości polską piłką. Cieszyli się, że gramy gów...ny mecz. Że nie wygraliśmy!

A te całe show wokół Wichniarka? To nie jego wina i nie tylko jego decyzja, ale także ludzi wokół niego. Nie akceptuję tej decyzji. Jeśli chciał zrezygnować z kadry, powinien powiedzieć mi to osobiście. Jak Radek Sobolewski czy Jacek Bąk. To wina ludzi, którzy mają oczywisty i osobisty interes. Za naszymi plecami walczą, z jednej strony, działacze: o bycie nowym prezesem, wiceprezesem czy członkiem Zarządu PZPN. Z drugiej - menedżerowie. Nie mają mnie pod kontrolą, i to ich boli. Powołuję na podstawie umiejętności technicznych, nie osobistych interesów. Miałem sporo telefonów od tzw. menedżerów, żeby powołać tego lub innego zawodnika. Bo mają w tym interes. To ich biznes! Nie zrobiłem tego, więc zaczęły się wielkie historie. Wichniarek wydał oświadczenie dla telewizji Polsat, bo jest kolegą prowadzących program. Oni mają doskonałe kontakty z ludźmi, którym zależy na takiej awanturze, którzy zawsze przyjdą do programu, skrytykują i powiedzą, że np. Hajto musi być menedżerem następnej reprezentacji.

Atmosfera w kadrze jest dobra. O złej mówią ci, którym zależy, by była zła. Nowi zawodnicy byli na początku zawstydzeni. Teraz każdy zasuwa jak koń. Po Euro chciałem nowego ducha w zespole i świeżości. W środę wygramy i będziemy mieli cztery punkty. Słowacja zremisuje w Słowenii i też będzie miała cztery punkty. Zobaczymy, jak Czesi w Belfaście. Wrócimy do gry, a wszystkie te pieprz... historie z ostatnich dni zostaną zapomniane. Słońce znowu wzejdzie.

Mecz ze Słowenią dał mocne argumenty.

- To jest ten brudny świat. Leo dobry czy zły? Gdybyśmy wygrali, ci wszyscy z trybuny honorowej klepaliby mnie i mówili: zawsze byłem z tobą i za tobą. Zremisowaliśmy i plują mi w twarz, a mówią, że pada deszcz. F... off. Jasne, rozumiem, że po remisie powinienem odejść, bo to jest najlepsze rozwiązanie dla polskiej piłki. Piechniczek odszedł w 1998, potem Wójcik po 2000 roku. Przyszedł Engel, awansował na MŚ i go zwolnili po mundialu. Potem był Boniek i Janas - wszyscy wywaleni po eliminacjach bądź turnieju. Czy od tamtej pory polski futbol jest lepszy? Zmiany trenerów coś dały? Nic! Zwolnijcie mnie, niech przyjdzie Kasperczak. Popracuje do 2010 i znajdzie się następny. Czy to jest rozwiązanie? Nie.

Zakwalifikowałem się do wielkiej imprezy. To samo zrobili Engel i Janas. Na Euro Polska była pierwszy raz w historii, ale rozczarowała tak jak na mundialach. Teraz znowu walczymy o awans i jestem niemal pewny, że się uda. Ale czego nauczyły nas ostatnie lata i zmiany selekcjonerów? Niczego. Myślimy, że polska piłka zależy od jednej osoby. Mogą mnie kopnąć w tyłek, odejdę z uśmiechem. Ale za dwa lata będzie dokładnie ta sama sytuacja.

Puszczają panu nerwy.

- Nie jestem zdenerwowany, tylko zaangażowany! Kocham tych piłkarzy, to fantastyczni faceci. Oni i współpracownicy są i byli jedyną motywacją, dla której nie odszedłem po Euro. Grupa, która chce nam skopać tyłki, działa od początku. Wcześniej pomogły nam wyniki, ale walka z wiatrakami trwa dwa lata. Jestem zwolennikiem ewolucji. Ale teraz potrzeba rewolucji. Nie ma innej drogi! Polska od 20 lat jest w kapitalizmie. Zmieniły się wszystkie dziedziny poza sportem. Były sygnały z Pekinu? Były. Sport tkwi w starym systemie. Futbol zasługuje na lepszych ludzi. Dotąd chciałem odpowiedzialnej rozmowy i dyskusji. Teraz wiem, że potrzeba rewolucji: zagrać o wszystko albo o nic.

Dokończy pan eliminacje jako trener?

- Nie poddam się. Są tylko dwie osoby, które mogą rozwiązać kontrakt. Ja i prezes. Listkiewicz jest wciąż w 100 proc. za mną. Zdecydował się powiedzieć rzecznikowi PZPN o wydarzeniach we Lwowie i miał do tego prawo. Byłem zobligowany poinformować go jako przełożonego o ekstremalnej sytuacji. Nie byłem szczęśliwy po tym, co z tym zrobił. Ale za ludzi z PZPN odpowiada on.

W środę trzeba wygrać, ale kluczowe będą październikowe mecze z Czechami i ze Słowenią.

- Były już przed startem eliminacji. I nie ma z tym nic wspólnego wynik ze Słowenią. Każdy błąd jest kosztowny, bo gramy tylko dziesięć meczów. Jeden już popełniliśmy. W ostatnich eliminacjach było wielkie rozczarowanie porażką z Armenią. Serbia straciła tam i w Kazachstanie pięć punktów! Bo każdy ma kiedyś problemy. Nie tylko Polska.

To najtrudniejszy moment, odkąd pracuje pan u nas?

- Po Finlandii było to samo. Ludzie we Wrocławiu wykonali fantastyczną robotę, by dla nas wszystko przygotować. Ale zastanawiam się, kto był tym sprytnym facetem i wyznaczył mecz na 17?

Słyszeliśmy, że obawiano się o problemy ze światłem.

- I mówicie to w 2008 roku? Słowenia miała takie same warunki do grania, ale przyjechała po remis. My musieliśmy prowadzić grę, dać więcej energii od nich w 30-stopniowym upale. Chcieliśmy wygrać. Inna sprawa - wokół boiska było we Wrocławiu 12 chłopców do podawania piłek. Ale piłek było tylko sześć! A w PZPN jest 20 osób zatrudnionych i odpowiedzialnych za organizację meczu...

O tym, że gramy o 17, dowiedziałem się dwa tygodnie wcześniej i wpadłem w furię, bo już nic nie można było zmienić. Mecz z Czechami też miał się zacząć o 17! Na szczęście dowiedziałem się wcześniej i zmieniliśmy to w FIFA. Z takimi rzeczami też się zmagam, ciągle muszę być czujny i patrzeć za plecy. Są ludzie, którzy zrobią coś bez mojej wiedzy. Chcą pokazać, jak są ważni. Myślą o sobie, nie o reprezentacji.

Gmoch: Leo powinien odejść »

Piłka nożna: Cashback 55 PLN od BetClick.com - poleca Mateusz Borek » - reklama