Czy istnieje spisek dla Ferrari?

Czy Lewis Hamilton zasłużył na karę, która pozbawiła go wygranej w Grand Prix Belgii? McLaren zaskarżył decyzję sędziów do Międzynarodowego Trybunału Apelacyjnego
Kubica pewny swego. Heidfeld na wylocie? »

Trzy okrążenia do końca. Zaczyna padać. Jadące na czele ferrari mistrza świata Kimiego Räikkönena traci przewagę nad wicemistrzem i aktualnym liderem klasyfikacji Hamiltonem, który wymodlił opady i mknie za rywalem w srebrnym mclarenie. Räikkönen najbardziej traci na dohamowaniach, gdzie jego samochód nie jest tak stabilny jak Hamiltona.

Brytyjczyk atakuje. Przed wjazdem w szykanę Bus Stop próbuje minąć Fina po zewnętrznej. Blokowany nie mieści się na torze. Zamiast wjazdu na trawę, co znacznie by go spowolniło, wybiera ścięcie zakrętu po wyasfaltowanym poboczu. Na prostej Hamilton jest przed Räikkönenem.

Przez radio Brytyjczyk słyszy: "Przepuść go!". Musi to zrobić, przepisy zabraniają zdobywania pozycji poprzez ścinanie szykan. Hamilton nieznacznie zdejmuje nogę z gazu i pozwala Finowi wyjechać na pierwsze miejsce. Ale to Brytyjczyk zachowuje lepszy tor jazdy i na dodatek jest tuż za Räikkönenem. Wyprzedza go już na pierwszym zakręcie.

Hamilton dowozi pierwsze miejsce do mety. Na podium cieszy się z powiększenia przewagi nad kierowcami Ferrari - do ośmiu punktów nad Felipe Massą i aż 23 nad Räikkönenem.

Dwie godziny po Grand Prix sędziowie podejmują decyzję o ukaraniu Brytyjczyka karą przejazdu przez boksy, czyli do wyniku dodają mu 25 sekund. Hamilton spada na trzecie miejsce. Zwycięzcą jest Massa, który w klasyfikacji generalnej ma do Hamiltona już tylko dwa punkty straty. Najlepszy wyścig sezonu zakończył się dogrywką przy zielonym stoliku.

Decyzja sędziów wywołuje kontrowersje z kilku względów. Czy Hamilton złamał zasady? Te mówią, że poprzez ścinanie szykany nie można zdobywać pozycji - Hamilton jej nie zdobył, bo od razu Räikkönena przepuścił. Czy był w dużo lepszej sytuacji, niż gdyby na zakręcie zwolnił, aby utrzymać się na torze? Niewątpliwie, lecz reguły nie mówią, jak daleko za rywala trzeba się wycofać albo kiedy znów wolno atakować.

Część fachowców uważa, że Hamilton nie złamał żadnych przepisów. Jeszcze w trakcie wyścigu szef McLarena Ron Dennis upewniał się u dyrektora wyścigu Charliego Whitinga, czy manewr był czysty. Ten przytaknął, tak samo uważa były mistrz świata Niki Lauda.

Inaczej ocenili to jednak stewardzi, czyli niewidzialni sędziowie F1 siedzący w wieży kontrolnej i obserwujący rywalizację na ekranach. Na każdym Grand Prix jest trzech innych sędziów - dwóch wyznacza Międzynarodowa Federacja Samochodowa (FIA), jednego federacja kraju gospodarza. Sędziowie współpracują z Whitingiem oraz Alanem Donnellym, czyli szefem stewardów. I to właśnie ten ostatni inspiruje teorie spiskowe o faworyzowaniu Ferrari.

Donnelly w przeszłości zarabiał na współpracy z włoskim producentem. Na dodatek Bernie Ecclestone i Max Mosley - Brytyjczycy kierujący F1 - traktują Ferrari jako zespół przynoszący całej organizacji wyjątkowe zyski. Mosley nie znosi też szefa McLarena Rona Dennisa, a znany jest z przyjaznych stosunków z Ferrari. To wystarczające powody dla których fani Hamiltona, ale nie tylko, rozwijają skrót FIA jako Ferrari International Assistance, czyli Międzynarodowe Wsparcie Ferrari.

Sędziowskich niekonsekwencji i decyzji na korzyść Ferrari wnikliwi obserwatorzy doszukują się także na torze. Przypominają rzekome blokowanie Massy przez Fernando Alonso w kwalifikacjach do GP Włoch w 2006 roku. Hiszpan walczył wówczas o mistrzostwo z Michaelem Schumacherem z Ferrari, a po kontrowersyjnej decyzji sędziów stracił na starcie pięć pozycji.

W 2007 roku FIA z Mosleyem na czele nałożyła niespotykaną, gigantyczną karę w wysokości 100 mln dol. i odebrała zespołowi McLarena wszystkie punkty za wykradanie technologicznych tajemnic Ferrari w tzw. aferze szpiegowskiej.

Wreszcie, na poprzedzającym GP Belgii wyścigu w Walencji, stewardzi nałożyli na zwycięskiego Massę niemającą wpływu na wynik grzywnę w wysokości 10 tys. euro za niebezpieczny wyjazd z alei serwisowej. Za podobne zdarzenie w Belgii Bruno Senna z serii GP2 dostał natychmiastową karę przejazdu przez boksy. W Walencji stewardzi decyzję podjęli po zakończeniu wyścigu - gdyby ocenili zdarzenie tak jak w przypadku Senny, wygrałby Hamilton, a nie Massa.

Brytyjska prasa, nawet ta najbardziej wstrzemięźliwa, Hamiltona traktuje jako ofiarę, a jego karę jako część kampanii, który znów ma dać mistrzostwo Ferrari. Tylko komentator "Timesa" Ed Gorman wyklucza tezę o spisku i apeluje o większą przejrzystość oraz konsekwencję w podejmowaniu decyzji. FIA wszelkie zarzuty nazywa "brytyjską mitologią".

Ktoś się gniewa na Kubicę? »

Na cześć pierwszego podium Kubica lekko przerabia kask »