Sport.pl

II liga: derbowe zaległości w Pińczowie

- KSZO to silny przeciwnik, ale są do pokonania - mówi Jerzy Kowalik, trener Ponidzia Nidy Pińczów. W środę o godz. 17 na stadionie przy ul. Pałęki zaległy mecz 1. kolejki między jedynymi drugoligowcami z województwa.
Choć zespoły dzieli w tabeli aż dziesięć pozycji (ostrowczanie są na piątym miejscu) to nastroje można określić jako odwrotne do zajmowanych lokat. Dysponujący silną, jak na drugoligowe warunki, kadrą KSZO ostatnio zawodzi. W pięciu ostatnich kolejkach zwyciężył tylko raz, nie zachwycał swoją grą i w Ostrowcu już zaczęto się spekulować o pozycji trenera Andrzeja Wiśniewskiego. - Nie wiem, kto rozpowszechnia takie informacje... Wiadomo, że każdy trener musi się liczyć z oceną jego pracy przez zarząd, ale pan Wiśniewski może być spokojny - mówi jednak prezes KSZO Zdzisław Kapka, choć dodaje: - Nie oznacza to, że nie widzimy spadku formy drużyny. Są błędy, mankamenty w grze i trzeba je wyeliminować. Ale to już jest wewnętrzna sprawa moja, zespołu i szkoleniowca.

Cel na derby jest jasny. - Musimy skończyć z tymi pechowymi remisami [w dwóch ostatnich kolejkach ostrowczanie tracili zwycięstwo w ostatnich minutach - przyp. red.] - zapowiada Kapka. Ostatnie słabsze występy zespołu mają skutkować zmianami w wyjściowym składzie, najbardziej prawdopodobne są roszady w coraz mniej pewnej defensywie. Zmianą wymuszoną będzie natomiast absencja młodzieżowca Michała Stachurskiego (żółte kartki).

W Pińczowie, w przeciwieństwie do KSZO, pełne zadowolenie z pracy trenera. Jerzy Kowalik, choć beniaminka prowadzi ledwie tydzień, zdążył pozyskać ogromne zaufanie. - Widać, że próbuje wyciągnąć z tej drużyny, to co najlepsze. Szuka nowych ustawień, nowych pozycji dla zawodników, wprowadził świetną atmosferę. Potrzeba tylko trochę czasu - twierdzi Henryk Boniszewski, członek zarządu klubu. W podobnym tonie wypowiada się sam Kowalik. - Na razie przyglądam się tej drużynie, do tej pory nie miałem czasu, żeby przeprowadzić pełny trening. Chłopcy mają taki zasób umiejętności, jaki mają, ale nie mogę narzekać. Jak to się mówi: "widziały gały co brały" - podkreśla. - Moim zadaniem jest dotrzeć do ich głów i przekonać ich, że nie są gorsi od żadnej drużyny. I tak samo będzie dzisiaj. KSZO to silny przeciwnik, ale oglądałem go wielokrotnie, mam na nich przemyślaną taktykę. Uważam, że są do pokonania - twierdzi. Do składu pińczowian ma już powrócić Krystian Milcarz, być może także Robert Ciekalski. Nadal wykluczony jest występ Marcina Szafrańca.