US Open: Federer czeka na Nadala przez Hannę

Roger Federer pokonał Novaka Djokovicia w półfinale US Open. Potem w roli głównej na kortach wystąpił huragan ?Hanna"
Ulewny deszcz w sobotę sprawił, że organizatorzy musieli całkowicie przemeblować plan gier. Męski finał przeniesiono na poniedziałek, a kobiecy - Jelena Janković miała w nim grać z Sereną Williams - według planu odbył się dziś nad ranem polskiego czasu (a powinien w sobotę).

Wszystko przez huragan "Hanna", który od ponad tygodnia szaleje na Atlantyku. W piątek sztorm wbił się klinem we wschodnie wybrzeże USA. Siła wiatru dochodziła do 130 km/godz. Największe zniszczenia Hanna spowodowała pod koniec sierpnia na Haiti, gdzie z powodu powodzi zginęło ponad 500 osób. W USA życie straciło sześć. Do Nowego Jorku dotarły w weekend właściwie już tylko pozostałości huraganu, który bardzo wyhamował i stracił na sile. Deszczu i wiatru było jednak na tyle dużo, że po południu w sobotę i przez większość niedzieli nie dało się grać w tenisa.

Wydawało się, że organizatorzy US Open byli na to przygotowani. W sobotę podjęli bezprecedensową decyzję, by oba męskie półfinały zaczęły się przed południem. Przed deszczem zdążył jednak tylko Federer, który wygrał z Djokoviciem 6:3, 5:7, 7:5, 6:2 i po raz 17. awansował do wielkoszlemowego finału. Na liście wszech czasów zrównał się na trzecim miejscu z Rodem Laverem. Częściej w finałach najważniejszych tenisowych imprez grali jedynie Pete Sampras (18 razy) i Ivan Lendl (19).

W drugim męskim półfinale zmierzyli się rozstawiony z jedynką Hiszpan Rafael Nadal i Andy Murray (nr 6). Kibice na Louis Armstrong Stadium przecierali oczy ze zdumienia, bo niespodziewanie to Szkot dominował w pierwszym secie, a w drugim udało mu się szczęśliwie wygrać po tie-breaku. Prowadząc 2:0 w setach, Murray nieco się rozluźnił i stracił własne podanie w trzeciej partii. Meczu jednak nie dokończono, bo zaczęło padać. Murray i Nadal musieli iść do szatni i w sobotę już z niej nie wyszli.

Nie obyło się bez małej awantury. Wielu dziennikarzy prasowych zarzuciło bowiem szefom US Open, że ugięli się pod presją telewizji CBS i opóźnili rozpoczęcie drugiego półfinału. Murray z Nadalem wyszli bowiem na kort półtorej godziny po Federerze. Gdyby oba mecze były rozgrywane dokładnie w tym samym czasie, być może udałoby się je dokończyć. Ale takie rozwiązanie uderzyłoby w CBS i jej słupki oglądalności. - Mieliśmy informację, że padać zacznie w sobotę dopiero ok. godz. 17, więc powinniśmy zdążyć. Nie chcieliśmy rozpoczynać meczów równolegle przez szacunek dla kibiców, którzy kupili bilety na oba spotkania - bronił się Jim Curley, dyrektor turnieju. - Chyba trzeba będzie zrobić na korcie dach, by uniknąć takich sytuacji w przyszłości - podkreślił jednak Arlen Kantarian, prezes USTA (Amerykańska Federacja Tenisowa).

Półfinał Murraya z Nadalem miał być dokończony dopiero w niedzielę w nocy polskiego czasu. Jaki wpływ może mieć decyzja organizatorów na jego wynik? Choćby taki, że gdyby nie został przerwany, to Nadal mógłby zyskiwać przewagę dzięki swojej nadludzkiej wytrzymałości. Dla Hiszpana pięciosetowe mecze są jak spacery w parku, tymczasem Szkot nie przepada za takimi maratonami. Nadal nie mógł więc już liczyć na przewagę wynikającą ze zmęczenia rywala. 21-letni Murray miał dużo czasu, żeby odpocząć. Gdyby udało mu się wygrać, to awansowałby do pierwszego w karierze wielkoszlemowego finału. Ostatnim Brytyjczykiem, który tego dokonał, był Greg Rusedski w 1997 r. na US Open.

Z kim w finale wolałby zagrać Federer? - Z Nadalem. Mieliśmy ostatnio kilka wielkich pojedynków. Na Wimbledonie stoczyliśmy niewiarygodną bitwę. Mam nadzieję, że teraz byłoby podobnie. Z tą różnicą, że to ja bym zwyciężył - odparł Federer, który ma w Nowym Jorku szansę na piąty tytuł z rzędu. Po raz ostatni taka sztuka udała się Billowi Tildenowi w 1924 r. Jeśli Szwajcar zwyciężyłby w finale, to zdobyłby też 13. tytuł Wielkiego Szlema w karierze. Do wyrównania rekordu Pete'a Samprasa brakowałoby mu już tylko jednego triumfu.

Ewentualne zwycięstwo w Nowym Jorku miałoby jednak dla Federera znaczenie przede wszystkim w sferze psychiki. Uratowałby najsłabszy od pięciu lat sezon, którego smutną kulminacją była porażka na Wimbledonie i utrata na rzecz Nadala prowadzenia w rankingu ATP po 237 tygodniach panowania. W tych okolicznościach Federerowi na pewno bardziej poprawiłoby humor pokonanie Nadala niż Murraya.