Sport.pl

Wygrana nad Słowenią obowiązkowa

Klęska na Euro, dyskwalifikacje i kontuzje sprawiły, że Leo Beenhakker musiał zbudować reprezentację od nowa. Nowy bramkarz, nowa obrona, nowy atak mają dziś obowiązek pokonać Słoweńców. We Wrocławiu Polska zaczyna eliminacje mundialu w RPA. Transmisja od 16.45 w TVP 1
Leo: Czas jest potrzebny nie mi, a chłopakom »

Beenhakker staje do tych eliminacji w zupełnie innej roli niż do poprzednich. Gdy po mundialu w Niemczech przyjeżdżał do Polski, wszyscy przyjęli go jak zbawiciela, dziś strata punktów ze Słowenią byłaby powodem do nawoływań o dymisję. - Jestem w Polsce trzeci rok, ale czuję się, jakbym zaczynał od zera - przyznaje Holender. I porównuje sytuację drużyny do tego, co działo się przed pierwszym bojem w eliminacjach Euro 2008. Beenhakker nie znał wtedy polskich piłkarzy, w jedynym sparingu z Danią kadra przegrała. Droga na mistrzostwa zaczęła się fatalnie: od klęski z Finami w Bydgoszczy i remisu z Serbami w Warszawie.

Teraz marginesu błędu nie ma - w kwalifikacjach do Euro było 14 meczów, w drodze na mundial tylko 10. Ze Słowenią liczy się więc tylko zwycięstwo, a drużyna jest nie wiadomo jaka - tak jak dwa lata temu. Aż trudno uwierzyć, bo jeszcze w lutym sprawiała wrażenie dojrzałej i ukształtowanej. Na Cyprze po fantastycznej grze Polacy pokonali Czechów w testmeczu przed finałami mistrzostw Europy. Wiadomo było już wtedy, że to właśnie Czesi będą największym rywalem Polaków w wyścigu o mundial w 2010 r. w RPA (z grupy awansuje zwycięzca, drugi gra baraż).

Dlaczego więc trzeba się dziś bać znacznie słabszych Słoweńców? Bo przez te pół roku w polskiej kadrze stały się same złe rzeczy: od przegranego z kretesem Euro 2008, przez dyskwalifikację za pijaństwo tak ważnych graczy jak bramkarz Boruc i pomocnik Dudka, po kontuzje bocznych obrońców Golańskiego i Bronowickiego.

Na mecz ze Słoweńcami Holender musiał stworzyć nową drużynę, jedynie pomoc z Lewandowskim, Murawskim, Błaszczykowskim i Krzynówkiem (lub ze Smolarkiem) będzie stara.

W kadrze jest aż 11 piłkarzy, których nie było na Euro. - Wielu nowych graczy ostatnie złe wydarzenia nie dotyczą. Wchodzą ze świeżymi, czystymi głowami do zespołu. Może pomogą rozgonić czarne chmury? - mówi kapitan drużyny Michał Żewłakow. Wierzy, że trudne chwile to najlepszy czas, by się zjednoczyć i podnieść. - Żeby wszystko wróciło do normalności, w sobotę trzeba gryźć trawę, biegać jak nigdy i wygrać. Wtedy wrócimy wreszcie do sportu.

Już przy powołaniach Beenhakker ogłosił, że to mają być eliminacje Pawła Brożka, którego jednak nie zabrał na Euro 2008. Napastnik Wisły zagrałby dziś na pewno, gdyby nie uraz mięśnia w prawym udzie. Ostateczna decyzja ma zapaść tuż przed meczem. Jego zastępcą może być Marek Saganowski, który przez rok zdobył trzy bramki, i strzelający gole dla Lecha Robert Lewandowski, który - gdy kadra Beenhakkera była na Euro - grał jeszcze w II lidze. Holender ma trzecią opcję, bezpieczniejszą: wystawić w ataku Ebiego Smolarka. Bohater poprzednich eliminacji zawiódł jednak na mistrzostwach Europy. Ostatnio zmienił hiszpański Racing na angielski Bolton.

Za napastnikiem zagra Roger, jeden z nielicznych pozytywnych bohaterów Euro, który jednak w meczach Legii razi słabym przygotowaniem fizycznym. Czy będzie trzeba polegać wyłącznie na jego technice?

Blok obronny Beenhakker musiał stworzyć od nowa. W bramce Boruca zastąpi rezerwowy Arsenalu Łukasz Fabiański. W środku obrony obok Żewłakowa zagra Bartosz Bosacki, który jeszcze u Holendra nie grał i sam z żalem mówi, że dotąd żaden selekcjoner nie dał mu szansy. Bosacki zdobył dwa gole na mundialu w Niemczech i koniecznie chce wrócić na mistrzostwa świata. W grudniu skończy już 33 lata, ale okazję, by zostać w drużynie narodowej na dłużej, ma wielką, bo Leo szuka następcy Jacka Bąka. I na Mariusza Jopa tym razem raczej nie postawi.

Na bokach obrony obok "starego" Marcina Wasilewskiego wystąpi "nowy" Marcin Kowalczyk. Przed rokiem Dynamo Moskwa kupiło go z Bełchatowa za 800 tys euro, a on przebił się do podstawowego składu w dość mocnej lidze rosyjskiej.

Zwycięstwo nad Słowenią ma mieć wymiar podwójny: trzy punkty będą znaczyły, że Beenhakker i jego piłkarze potrafili przetrwać, co najgorsze. - Kiedy jest tak wiele problemów, trzeba sobie powiedzieć prawdę w oczy, a nie obrzucać błotem. Pierwszy etap odbudowy naszej wiary musimy zacząć wygraną w sobotę, a skończyć zwycięstwem w środę w San Marino. I zacząć myśleć o Czechach i Słowakach - mówi Żewłakow. To samo powtarzają inni gracze, twierdząc, że wygrane nad Słoweńcami i San Marino to obowiązek, a w październiku już w innych humorach przyjdzie czas na kluczowe dla losów eliminacji starcia.

Leo: Jestem pod wrażeniem organizacji gry Słoweńców


Beenhakker: Próbujemy zrobić dwie rzeczy na raz »

Więcej o: