Sport.pl

Piłkarska reprezentacja Polski przyjechała do Wrocławia

W piątek dokładnie o godz. 13.37 piłkarska reprezentacja Polski przyjechała do Wrocławia. Dzisiaj o 17 na stadionie Ślaska zagra ze Słowenią na inaugurację eliminacji do finałów mistrzostw świata 2010.
Miały być tłumy kibiców, autografy, wspólne zdjęcia. Tymczasem sam przyjazd kadrowiczów do Wrocławia jakby nikogo nie zainteresował. Ot, stanęło kilku policjantów i może ze trzech fanów, którzy chcieli zobaczyć podopiecznych Leo Beenhakkera na żywo. Było też sporo fotoreporterów, co zdenerwowało Martę Alf, rzeczniczkę reprezentacji. - Co oni tu robią? - irytowała się. Nastrój pani rzecznik oddawał zresztą nastawienie wszystkich ludzi związanych z drużyną narodową.

Gdy ta po prawie czterech godzinach podróży wreszcie przybyła autokarem pod hotel Radiosson, zrobiło się tam tylko nieco tłocznej. Właśnie przybiegła szkolna wycieczka, która zamierzała oglądać Panoramę Racławicką, ale swoje plany lekko zmodyfikowała. Niektórzy zresztą żartowali, że Panoramę powinni obejrzeć sami piłkarze - ot tak, by się patriotycznie natchnąć przed meczem ze Słowenią.

Piłkarze na natchniętych nie wyglądali. Nie dali kibicom nawet jednego autografu. Koło fanów tylko przemknęli - jakby nie zważali ani na nich, ani na to, że czerwony dywan przed hotelem jeszcze przed chwilą był odkurzany na ich cześć.

W holu zawodnicy stanowili atrakcję głównie dla obsługi, która ustawiona w szeregu stawiła się niemal w komplecie. Zadziwieni byli także goście hotelu, z niedowierzaniem zatrzymujący się, by zobaczyć, czy to aby na pewno drużyna narodowa. Na zawodników nie napatrzyli się zresztą zbyt długo, bo ci najszybciej jak mogli uciekli do windy.

Największym szczęściarzem wśród wszystkich był Piotrek z Wrocławia. Na biało-czerwonych czekał dwie i pół godziny. Opłaciło się - ma zdjęcie zarówno z kapitanem drużyny Michałem Żewłakowem, jak iż następcą Artura Boruca - Łukaszem Fabiańskim. - Chciałem złapać jeszcze Kubę Błaszczykowskiego, ale się nie udało. Ale i tak jestem w miarę zadowolony. Po ostatnich wypowiedziach piłkarzy spodziewałem się, że będzie bardzo ciężko się do nich dostać. Z drugiej strony uważam, że zawodnicy powinni być bardziej otwarci na kibiców. Przecież w jakimś sensie również dla nas grają - stwierdził Piotrek.

Po południu piłkarze już byli bardziej otwarci. Po przyjeździe na stadion przy Oporowskiej, gdzie mieli zaplanowany trening, wreszcie zaczęli rozdawać autografy. Natomiast selekcjoner sfotografował się nawet z policjantami. Później wziął udział w konferencji prasowej. Podczas niej okazało się, że są pytania, na które wyjątkowo odpowiadać nie lubi. Np. te o piłkarzach, których w kadrze nie ma.

- Gdyby pan się trochę znał na piłce, wiedziałby pan, że jak któregoś gracza powołam, to innego, na tej samej pozycji, muszę zostawić - pouczał jednego z dziennikarzy. - To jest w ogóle jakaś polska mentalność, że wolicie mówić o tych piłkarzach, których nie ma. Ja wolę o tych, którzy są - zaznaczał.

Holendra stać było jednak i na żarty. Pytany o mały stadion we Wrocławiu odpowiedział:

- Ten obiekt różni się trochę od tych w Dortmundzie czy Wiedniu, ale przecież go nie zmienię. Trawa jest zielona, linie są białe, to znaczy, że możemy grać. Generalnie musimy się skupić na piłce - stwierdził.

Piłkarsko sytuacja jego kadry jest podobna nieco do tej, w jakiej Polaków obejmował. Zespół jest rozbity po nieudanym Euro, tak jak był po nieudanych mistrzostwach świata w 2006 roku. Dodatkowo drużyna przed eliminacjami do MŚ miała tylko jeden sparing i przegrała go z Ukrainą. A przecież w podobnej sytuacji Beenhakker przegrał pierwszy mecz o punkty z Finlandią w Bydgoszczy 1:3. Ale Beenhakker nie zgodził się z taką tezą.

- Nie widzę analogii, to są zupełnie różne sytuacje. Przecież 70 proc. zawodników, którzy są w kadrze, znam z bezpośredniej pracy, a resztę z obserwacji - podkreślał szkoleniowiec. Jednocześnie poprosił o trochę czasu na zbudowanie zespołu. - Ten czas nie jest potrzebny mnie, bo wiem, że trenerzy czasu nigdy nie mają, a media chcą wyników. Jest potrzebny raczej tym chłopakom, którzy wchodzą do zespołu - zaznaczał. Czy to oznacza, że polscy kibice powinni być przygotowani na niepowodzenia w pierwszych meczach eliminacji do mundialu? - Kto tu mówi o porażkach. Ja nie buduję drużyny na Euro 2012, tylko na teraz. Jej podstawą nadal będą tacy ludzie jak Mariusz Lewandowski czy Michał Żewłakow, ale to nie przeszkadza, by do zespołu wchodzili inni. Nadal interesuje mnie głównie awans do mistrzostw świata - zakończył Holender.

Droga do Republiki Południowej Afryki ma się zacząć właśnie od meczu ze Słowenią. - To wymagający rywal, dobrze zorganizowany, który wie, co chce zrobić na boisku. Szczególnie dobrych mają napastników - jeśli oni będą w formie, to mogą sprawić nam kłopoty - tłumaczył Beenhakker.

O swoich napastnikach tak powiedzieć nie może. Nadal nie wiadomo, czy zagra ten, który jest aktualnie w najwyższej formie, czyli Paweł Brożek. To okaże się dopiero w dniu meczu. - Wiecie, że Paweł przyjechał na zgrupowanie kontuzjowany i nie wiem, czy będzie w pełni sił. Kiedy ćwiczył dwa dni temu, grał jakby z zaciągniętym hamulcem ręcznym - stwierdził trener piłkarskiej reprezentacji Polski.

Oby dziś jego podopieczni nie mieli żadnych hamulców. Tak jak na wieczornym treningu, kiedy przy zabawie w piłkarskiego dziadka głównie się uśmiechali. Jakby chcieli udowodnić, że z kadrą wszystko jednak jest w porządku.

Polska - Słowenia, sobota, godz. 17, stadion przy Oporowskiej.