Roger w twierdzy Nowy Jork

Federerowi został tylko jeden skrawek ziemi, którego nie zdobyli jeszcze Djoković i Nadal. Czy zdoła po raz piąty z rzędu wygrać US Open?
Wielcy faworyci grają dalej »

Gdy Federer schodził z kortu im. Arthura Ashe'a po wygranej w trzeciej rundzie z Czechem Radkiem Sztiepankiem, z głośników popłynęła piosenka "Still the One" grupy The Orleans. Szwajcar nie jest już numerem jeden, ale po gładkim zwycięstwie nad Sztiepankiem (6:3, 6:3, 6:2) mógł choć przez chwilę poczuć się, jakby wciąż panował nad tenisowym światem. Zdobył się nawet na dawno nieoglądany gest - naprężył ramię i wskazującym palcem pokazał kibicom, kto jest numerem jeden. Przynajmniej w Nowym Jorku.

Federer przegrał w tym roku wszystko - Melbourne, Paryż, Wimbledon, a ostatnio igrzyska. Najgorszy sezon może uratować tylko zwycięstwo w Nowym Jorku, gdzie jest niepokonany od 30 spotkań, czyli od pięciu lat. Po raz ostatni poległ tam w czwartej rundzie w 2003 r. z Davidem Nalbandianem. Potem cztery razy z rzędu wygrał turniej. W zeszłym sezonie pokonał w finale Novaka Djokovicia, który kilka miesięcy później zrewanżował się Szwajcarowi, zatrzymując go w półfinale Australian Open. Od tego zaczął się koszmar Federera, który trwa do dziś.

Federer zamierza więc bronić twierdzy Nowy Jork do upadłego. I nie jest bez szans. Po pierwsze, już dawno nie widziano go grającego na takim psychicznym luzie. Sztiepanek nie był może zbyt wymagającym przeciwnikiem, ale Federer wreszcie przestał mylić się tak często jak w poprzednich arcyważnych startach. Po drugie, rywale Federera, czyli Nadal i Djoković, wydają się trochę zmęczeni tą nieustanną pogonią za Szwajcarem. Nadalowi, który dwa tygodnie temu dopiął swego i wyprzedził Rogera w rankingu ATP, właściwie skończyły się powody, by wciąż tak zawzięcie gnać do przodu. Hiszpan idzie na razie w US Open jak burza, ale nie miał jeszcze trudnego rywala, a twarde korty w Nowym Jorku to dla niego najgorsza nawierzchnia - nigdy nie przeszedł tam ćwierćfinału. Djoković Nowy Jork uwielbia, ale jego forma wydaje się rozchwiana jak galareta. W trzeciej rundzie musiał przez cztery godziny - mecz skończył się grubo po północy - zmagać się z Chorwatem Marinem Cziliciem. - Dziękuję kibicom, że zostali tak długo. Gdybym przegrał, porażka byłaby zasłużona - rzucił po meczu, słaniając się na nogach, Djoković.

- Nie oglądam się na innych. Teraz, kiedy przestałem być numerem jeden, jestem w komfortowej sytuacji, bo mogę wygrać niespodziewanie, z zaskoczenia. Wtedy znów powiecie, że jestem niepokonany - uśmiechnął się Federer na konferencji. - Roger znów jest głodny zwycięstwa. Ktoś mu zabrał coś, co należy do niego. Chyba wreszcie zdał sobie z tego sprawę i podjął walkę - podsumował Sztiepanek. - Ja bym ten słaby sezon Federera wziął i jeszcze dopłacił. Wszyscy lamentują, że po czterech latach zwycięstw nagle przegrał kilka meczów. Przecież to nie koniec świata. Nie powiedział jeszcze ostatniego słowa - dodał Andy Roddick, ostatni człowiek, który wygrał US Open przed erą Federera, w 2003 r.

US Open. III runda mężczyzn:

R. Federer (Szwajcaria, 2) - R. Sztiepanek (Czechy, 28) 6:3, 6:3, 6:2; N. Djoković (Serbia, 3) - M. Czilić (Chorwacja, 30) 6:7 (6-8), 7:5, 6:4, 7:6 (7-0); N. Dawidienko (Rosja, 5) - D. Tursunow (Rosja, 26) 6:2, 7:6 (7-3), 6:3; A. Roddick (USA, 8) - A. Seppi (Włochy, 31) 6:2, 7:5, 7:6 (7-4); G. Muller (Luksemburg) - N. Almagro (Hiszpania, 18) 6:7 (3-7), 3:6, 7:6 (7-5), 7:6 (8-6), 7:5.

IV runda kobiet:

J. Janković (Serbia, 2) - C. Wozniacki (Dania, 21) 3:6, 6:2, 6:1; J. Dementiewa (Rosja, 5) - N. Li (Chiny) 6:4, 6:1; S. Bammer (Austria, 29) - M. Bartoli (Francja, 12) 7:6 (7-3), 0:6, 6:4; P. Schnyder (Szwajcaria, 15) - K. Srebotnik (Słowenia, 28) 4:6, 6:3, 6:3.

Liczba US Open

185

minut trwał najdłuższy w historii mecz w kobiecym turnieju, w którym Austriaczka Sybille Bammer pokonała w niedzielę Francuzkę Marion Bartoli 7:6 (7-3), 0:6, 6:4

Łatwo być pierwszym w Luksemburgu

Gilles Muller z Luksemburga (480 tys. mieszkańców) pokonał w trzeciej rundzie rozstawionego z nr. 18 Hiszpana Nicolasa Almagro i jako pierwszy zawodnik ze swojego kraju awansował do 1/8 finału Wielkiego Szlema. - Ludzie, to nie ma sensu! Jestem jedynym tenisistą z Luksemburga, więc zawsze będę pierwszy we wszystkim. Moim celem jest być pierwszym, ale nie w Luksemburgu - powiedział na konferencji Muller.

US Open: Radwańśka jak burza przechodzi do IV rundy »