Szermierka na dnie... kieliszka

Sportowcy: Prezes związku jest pijaczkiem. Prezes: Sportowcy spieprzyli Pekin
Pijany polski sport »

Kiedy w czerwcu rozmawiałem z Sylwią Gruchałą, tuż po treningu florecistek w hali AWFiS w Gdańsku, narzekała: - Praca z trenerem Tadeuszem Pagińskim sprawia mi coraz mniejszą przyjemność. Jest męcząca, monotonna. Po tylu latach może się znudzić. W ogóle z naszą szermierką jest coraz gorzej.

Więcej nie chciała powiedzieć. Nie przed igrzyskami.

Telenowela zamiast medalu

Polskie florecistki z Pekinu miały wrócić z medalem. Nawet złotym. Ich występ - w turnieju indywidualnym i drużynowym - zakończył się jednak katastrofą. Ale rozpacz po druzgocącej porażce nie trwała długo. Rozpoczęła się telenowela.

Odcinek 1. W roli głównej - Gruchała.

- Pagiński nie podchodził do sprawy szkolenia profesjonalnie. A jeśli ktoś nie potrafi być zawodowcem, powinien złożyć broń i odejść. Nie zarzucam mu braku chęci. Tylko że nie zawsze był do zajęć... przygotowany.

Chore klimaty w szermierce trwają od dawna i niezależnie od wyniku w Pekinie miałam plan, żeby o nich opowiedzieć. Nawet gdybym miała medal, nawet gdyby było to złoto, to i tak bym o tym mówiła.

Odcinek 2. Pagiński.

- Potwierdzam. Jest brak profesjonalizmu w polskiej szermierce. W wykonaniu Gruchały. Chodzi o sprawy osobiste, choć nie moje. To jest przyczyną tego, że florecistki nie wywalczyły medalu. Mogę tylko powiedzieć - Italiano, Italiano, Italiano...

Odcinek 3. Prezes Polskiego Związku Szermierczego Adam Lisewski.

- Niech Gruchała kończy karierę.

Odcinek 4, najmocniejszy. Sekretarz generalny Polskiego Komitetu Olimpijskiego Adam Krzesiński.

- Największy dramat polskiej szermierki to alkoholizm. Zaczynając od samej góry, a kończąc na trenerach i, niestety, zawodnikach. Objawia się on na każdym kroku i nie udało się tego wyplenić przez wiele lat.

Ja piję? Gówno prawda, panie kochany

Lisewski to były florecista, brązowy medalista olimpijski z Meksyku w 1968 r. Prezesem związku jest od 1980 r. z czteroletnią przerwą w latach 1988-1992 (szefem był wtedy Ryszard Parulski).

W październiku 2007 r. "Przegląd Sportowy" opisał, jak dziennikarz telewizji nSport Piotr Karpiński, prowadząc serwis informacyjny, usiłował się połączyć z Lisewskim. Prezes miał ocenić występ reprezentacji w mistrzostwach świata w Sankt Petersburgu.

"W odpowiedzi widzowie słyszą dziwne dźwięki. Po chwili słychać słowa, z których można wyłowić: zaraz będzie rzygał. Kolejna próba połączenia z Lisewskim zakończyła się szybko, bo widzowie usłyszeli wulgaryzmy".

Polski florecista, który prosi o zachowanie anonimowości: - Problem alkoholu w szermierce jest. I to poważny. Dotyczy mniejszości, ale tej najbardziej widocznej - prezesa Lisewskiego i jego świty. Prezes potrafi przyjść pijany na zawody, nadużywa alkoholu. Czuć to i widać po jego zachowaniu. Wynika to z niskiej kultury bycia. I myślenia: bez względu na to, jak się zachowam, nawet skandalicznie, to i tak mi się upiecze. Prezes nie przejmuje się tym, jak jego pijackie zachowanie wpływa na wizerunek szermierki. A pod tym względem mamy w świecie fatalną opinię. Wszyscy obyli się z widokiem pijanego prezesa, który zawody spędza głównie przy barze.

Lisewski: - Ja mam problem z alkoholem? Gówno prawda! Ludzie robią ze mnie łajdaka. Krzesiński porusza problem alkoholu, a ja się pytam - kim on jest? Wypłynął dzięki układom, które mu załatwiłem. Gwarantuję, panie kochany, że nikt nie przychodzi na zawody pijany. Za mojej prezesury polska szermierka zdobyła 280 medali, poświęciłem tej dyscyplinie karierę naukową. I co mam w zamian? Ludzie mieszają mnie z błotem. Mówią, że piję, a ja w Pekinie mieszkałem z prezesem związku judo i kładłem się do łóżka godzinę wcześniej niż on.

O czym to świadczy?

- O tym, że nie piłem, bo rano musiałem być na zawodach.

Kto zdaniem Lisewskiego ponosi winę za słaby występ na igrzyskach?

- Na pewno nie związek. To zawodnicy spieprzyli sprawę, to oni spieprzyli Pekin. Gruchała, Socha i inni. Oni wszyscy biorą od państwa ogromne pieniądze, z naszych podatków. Ale nie potrafią tego docenić.

Krzesiński: - Nigdy nie korzystałem z układów. Jeśli Lisewski powiedział o tym w ramach rewanżu za poruszenie tematu alkoholizmu w szermierce, to jego problem. A do problemu alkoholu na pewno wrócimy.

Walka o byt - Feel i CKM

Burzę rozpętała Gruchała - srebrna medalistka igrzysk z Sydney i brązowa z Aten. Wielokrotna medalistka mistrzostw świata i Europy. Jedna z najpopularniejszych gwiazd polskiego sportu.

Ale nie tylko sportu.

Czy Gruchała nie zaniedbała przygotowań do Pekinu, starając się jednocześnie zaistnieć w show-biznesie?

W ubiegłym roku miała odważną sesję dla magazynu "CKM". W tym roku można ją było zobaczyć w teledysku grupy Feel do piosenki "Jak anioła głos". Została też matką chrzestną "Lechii" - statku nazwanego na część piłkarskiego klubu z Gdańska.

Wystąpi w VIII edycji "Tańca z gwiazdami".

- Czas, który spędziłam np. na planie teledysku Feel, mogłam poświęcić zajęciom w sali szermierczej i pewnie wyszłoby to na moją korzyść. Ale grając w teledysku czy zgadzając się na sesję w CKM, dbam o swoje interesy, o utrzymanie - tłumaczy Gruchała. - Związek, choć szermierka ma niezłe wyniki, nie potrafi znaleźć sponsora, w ogóle o niego nie walczy. Nie dba o zawodników, którzy muszą iść do pracy, bo z szermierki się nie utrzymają.

Gruchała ma 27 lat, ale jest zabezpieczona finansowo. Także dlatego, że medal w Atenach (wywalczyła go w wieku 19 lat) zapewnił jej emeryturę - w wysokości średniej krajowej - którą dostanie po ukończeniu 35 lat.

Italiano Tarantino

Rozwińmy myśl Pagińskiego.

Italiano - czyli Luigi Tarantino. Włoski szablista. 36 lat, 188 cm wzrostu, 95 kg. Jak go określił serwis Ciacha.net - stuprocentowy Włoch. Gruchała jest z nim związana od dwóch lat. Kiedy w marcu gazety doniosły o ich rozstaniu, zawodniczka od razu temu zaprzeczyła. Teraz dodaje: - Widujemy się średnio dwa razy w miesiącu. Oczywiście byliśmy ze sobą także w Pekinie. Luigi mocno mnie wspierał. Tak jak ja jego - mówi zawodniczka.

Włoch miał mocniejsze wsparcie, bo ze swoją drużyną wywalczył brązowy medal w szpadzie.

W Pekinie krążyły plotki, że Włosi stosują nieczyste zagrania wobec kobiecych drużyn rywali. Jeden z szermierzy miał próbować zawrócić w głowie czołowej rosyjskiej zawodniczce, ale został powstrzymany przez jej kolegów. Pagiński nie wykluczył potem, że podobnej sztuczki próbowano z jego podopiecznymi.

- Praca jest ważna, ale ja jak każdy człowiek kocham i chcę być kochana. Trener niepotrzebnie porusza takie tematy. Nie powinno go interesować życie osobiste moje czy innych zawodniczek. Zbyt dużą wagę temu ostatnio poświęcał. Nasze relacje powinny się skupić na zajęciach szermierczych - tłumaczy Gruchała.

Pagiński po powrocie z Pekinu nie chce rozmawiać z dziennikarzami.

Co miał pan na myśli, rzucając hasło Italiano?

- Nie będę tego rozwijał.

Czy problemem polskiej szermierki jest alkohol?

- Nie odpowiem na to pytanie.

Dlaczego polskie florecistki poniosły klęskę?

- Przepraszam, ale nie będę udzielał żadnych wywiadów. Nie teraz. A być może nawet nigdy.

Łubu-dubu, łubu-dubu, rację ma zawsze prezes... związku

Awantura zaczęła się od Gruchały, ale poparli ją inni sportowcy. Florecistka zainicjowała apel o zmiany w PZSz, pod którym podpisali się niemal wszyscy polscy szermierze startujący w Pekinie. W tym szpadziści, którzy na igrzyskach niespodziewanie wywalczyli srebro.

Co sportowcy zarzucali w wywiadach szefom związku, a zwłaszcza Lisewskiemu?

Tomasz Motyka, srebrny medalista w szpadzie: - Prezes nie służy szermierce. Czas na zmiany - do związku muszą wejść nowi, młodzi ludzie. Szanujemy prezesa Lisewskiego za to, co zrobił przez 28 lat. Proszę go jednak, by przemyślał sprawę - może warto pójść na emeryturę. Czemu związek mimo dobrych wyników nie ma sponsora?

Aleksandra Socha, szablistka: - Mamy utalentowanych zawodników, stać nas na wielkie zwycięstwa. Czasami jednak, zamiast walczyć na planszy, mierzymy się z tym, co dzieje się w krajowej szermierce. Radosław Zawrotniak, srebrny medalista w szpadzie: - Prezes ma autokratyczny sposób kierowania związkiem. Możliwe są tylko opinie zgodne z jego myślą. Zdecydowaliśmy się przedstawić problem i prosimy o pomoc. Nasi starsi koledzy, Adam Krzesiński czy Ryszard Sobczak, też próbowali przeprowadzić zmiany, ale im się nie udało.

Krzesiński, Sobczak, a także Cezary Siess i Jacek Bierkowski byli członkami zarządu PZSz, ale na początku 2007 r., w połowie czteroletniej kadencji, zrezygnowali.

- Nie odpowiadał nam styl pracy prezesa, który preferował zarządzanie jednoosobowe. Lisewski ma swoje wizje, zawsze wie, jak zrobić najlepiej. Odeszliśmy, bo uznaliśmy, że tylko mu przeszkadzamy - tłumaczy Sobczak, medalista olimpijski z Barcelony i Atlanty. - W związku nikt nie przestrzega procedur i regulaminów. Istnieją komisje, które nie mają jednak nic do powiedzenia. Brakuje wytycznych w sprawie szkolenia, organizacji, marketingu... Prezes zawsze zrobi po swojemu, a kolejne decyzje tłumaczy: "Zaufajcie mi, pracuję tu wiele lat, przecież nie będziemy się bawić w te wszystkie formalności".

Ale Sobczak broni atakowanego przez Gruchałę Pagińskiego: - Większość dziewczyn, które walczą teraz o lepszą szermierkę, wiele zawdzięcza Pagińskiemu. To fachowiec najwyższej klasy. Nie jest trenerem bezbłędnym, ale wybitnym na pewno. W ostatniej dekadzie nasz floret jest w wielkiej trójce - z Rosją i Włochami. Nie możemy się z nimi równać organizacyjnie, ale osiągamy podobne sukcesy. To zasługa Pagińskiego.

Alkoholik - nie. Pijaczek - tak

Problem alkoholizmu potwierdza inna florecistka Monika Maciejewska. Zawodniczka, która startowała na igrzyskach w Barcelonie w 1992 r., powiedziała w TVN 24, że "polską szermierkę toczy choroba alkoholowa".

- To kompromitacja, jest mi wstyd. Władze związku i trenerzy pojawiają się pijani na zawodach. Problem alkoholowy jest i cieszę się, że został w końcu poruszony. Właśnie z tego problemu wynika konflikt na linii zawodnicy - sztab trenerski - mówiła Maciejewska.

Florecistka, której zabrakło w Pekinie: - Prezes Lisewski nie jest alkoholikiem. Alkoholizm to choroba. On jest raczej... pijaczkiem.

Gruchała: - Podczas mistrzostw świata czy Europy działacze nieraz byli pod wpływem alkoholu. Nieznośne są zwłaszcza imprezy w hotelach. Ile to już razy zostałam przez nie zbudzona... Pamiętam MŚ w Turynie w 2006 r. Spałam w pokoju z Anią Rybicką, czekał nas ważny start, ale o 3 w nocy obudziły nas straszne hałasy. To działacze bawili się na korytarzu. Boli mnie to, że prezes pije i jeszcze pozwala na to innym. Także trenerom.

Pagiński też pije?

- Nie wypowiem się na ten temat. Ale na pewno nie będziemy dalej współpracować. Do 20 listopada mam wolne. Do tego czasu podejmę decyzję, co dalej, czy będę jeszcze uprawiała szermierkę - odpowiada Gruchała.

- Czy Pagiński pije? Proszę pana... Oglądał pan transmisję z Pekinu? W czasie turnieju drużynowego na jednym z ujęć widać było, jak trener przysypia w swoim boksie. Pewnie był skacowany - dodaje inna zawodniczka.

A co ze sportowcami? Oni też piją - jak sugerował Krzesiński?

- Nie widziałam zawodników pijących alkoholu. Tylko działaczy i trenerów - mówi Gruchała.

Odcinek 5. Nie ostatni

Nowe wybory prezesa i zarządu PZSz odbędą się w grudniu. Wyboru dokona 60-70 delegatów.

Cztery lata temu Lisewski był jedynym kandydatem.

- Nie wiem, czy znów będę kandydował. W ostatnim czasie padło wiele gorzkich słów i muszę to przemyśleć. Nie jest tak, że sam podejmuję wszystkie decyzje, że z nikim ich nie konsultuję - zapewnia Lisewski.

Skąd więc biorą się zarzuty?

- Naprawdę nie wiem, panie kochany.

Jak skończy się telenowela o alkoholizmie, włoskich miłościach i braku profesjonalizmu w polskiej szermierce?

Odcinek 5, w którym pojawił się prezes PKOl Piotr Nurowski, zapowiada dalsze emocje.

Nurowski: - Tego nie można zamieść pod dywan. O rozmiarze i skali tego zjawiska, szczególnie nadużywania alkoholu, dowiedziałem się podczas igrzysk. Próbowano to we własnym gronie tuszować. Po igrzyskach w sposób wnikliwy zbadamy sprawę. Coś musi być na rzeczy, bowiem sygnały już wcześniej do nas docierały.

Drzewiecki zakręci kurek z pieniędzmi dla związków »

Ministerstwo dziwnych punktów »