Kto przeszkodzi Serenie i Venus?

- Siostry Williams? To dopiero kolejne strony kalendarza, wcześniej trzeba wygrać dwa ważne mecze - twierdzi Wiktor Archutowski, menedżer Agnieszki Radwańskiej. Polka walczy o trzecią rundę wielkoszlemowego US Open, z którego odpadła już Marta Domachowska.
Radwańska szybsza od Nadala »

W rywalizacji na twardych kortach Flushing Meadows trudno upatrywać innych faworytek niż siostry Williams. Rosjanka Maria Szarapowa nie gra z powodu kontuzji barku, jej rodaczka Jelena Dementiewa jest zmęczona triumfem w Pekinie, druga na świecie Serbka Jelena Janković nigdy nie grała w wielkoszlemowym finale. Tymczasem Ana Ivanović zaczęła turniej od straty seta. Liderka rankingu WTA przyznała, że przed US Open odwiedziła w Sydney znanego kręgarza, który miał ją "nastawić" przed Nowym Jorkiem.

Amerykanie nie mają wątpliwości, że czasy bezkrólewia w damskim tenisie wykorzystają siostry Williams. Tradycyjnie skupiają się tylko na dobrze płatnych i prestiżowych imprezach. Obydwie wyszły z pierwszych potyczek szybko i bez ran. - Żadnego bólu, żadnego strzykania. Wygrałam kiedyś w Nowym Jorku? To było tak dawno, że nawet nie pamiętam - śmiała się Serena, która jest ostatnią amerykańską triumfatorką US Open. Rozstawiona z czwórką gwiazda pokonała 6:1, 6:4 Ukrainkę Katerinę Bondarenko, a przy tym miała fantastyczną skuteczność pierwszego serwisu - 92 proc.

Przy tych statystykach serwis Radwańskiej można porównać do podania uczennicy. Polka męczyła się w pierwszym secie z Jarosławą Szwedową, dała się jej nawet przełamać i miała problemy z koncentracją. Reprezentantka Kazachstanu to podopieczna polskiego trenera Tomasza Iwańskiego, więc krakowianka została bardzo dobrze rozpracowana.

- Szwedowa ma za sobą eliminacje, więc to był jej czwarty mecz. Jest w formie, ma silny forehand, ale nieskuteczny. Dla Agnieszki pierwszy pojedynek jest trudny, męczy się, szuka rytmu. Gra może nie była piękna, ale biorę taki wynik w ciemno w każdym kolejnym spotkaniu - twierdzi Archutowski.

W drugiej rundzie Radwańska zmierzy się z zawodniczką, która już raz odpadła z tegorocznych zmagań. Kolumbijka Mariana Duque-Marino przegrała w drugiej rundzie eliminacji, ale na starcie US Open stawiła się raz jeszcze jako "lucky loser". Szczęście uśmiechnęło się do niej po raz kolejny, bo mimo przegranej do zera w pierwszym secie wyeliminowała Tajkę Tamarine Tanasugarn. Druga runda wielkoszlemowego turnieju to życiowy sukces 19-latki.

- Nigdy jej nie widziałem, a jeśli tak i nie pamiętam, to nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia. Do czwartej rundy droga daleka, ale byłoby miło, gdyby Agnieszka nie dopuściła do konfrontacji Venus i Sereny w ćwierćfinale - śmieje się menedżer Radwańskiej.

Tymczasem jak co roku w Nowym Jorku nie wykazała się Marta Domachowska. Polka walczyła, jak mogła, z Bethanie Mattek znaną ze swoich eksperymentów z ubiorem na korcie (postrzępione podkoszulki, kowbojskie kapelusze). Polka wygrała pierwszego seta po tie-breaku, ale w kolejnych dwóch Amerykanka już się nie dała.

Po zamknięciu tego wydania "Gazety" grały dwie polskie pary deblowe. Rozstawieni z numerem ósmym Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski zmierzyli się z rosyjsko-niemiecką parą Igor Andrejew i Misza Zwierew, a Klaudia Jans i Alicja Rosolska zagrały z Francuzką Natalie Dechy i Australijką Casey Dellacqua.

Były trener Domachowskiej: Ona potrzebuje autorytetu »