Polska w Pekinie - alkoholizm i medalowa posucha

Dziesięć medali przywiozła z Pekinu licząca 265 sportowców polska ekipa. Na pierwszy plan wysunęły się mniejsze i większe afery dotyczące działaczy
>> Chińskie służby manipulowały pogodą w Pekinie?

Z rozczarowaniem, jakie odczuwają kibice, najbardziej kojarzą się pływacy, którzy z Chin nie przywieźli choćby jednego medalu. Im nie brakowało niczego. Wyjeżdżali na zagraniczne obozy, mieszkali w najlepszych hotelach. A jednak dobrze nie było. - Kiedy ludzie muszą ze sobą spędzać, i to ciężko pracując, 3/4 roku, napięcia w grupie pojawią się bez względu na warunki, jakie tej grupie się zapewni. Lubimy porównywać się z Amerykanami, którzy są potęgą. Ale często zapominamy, że ci Amerykanie na każdym uniwersytecie mają takie warunki treningowe, o jakich my możemy tylko pomarzyć - mówi prezes Polskiego Związku Pływackiego Krzysztof Usielski. - Po igrzyskach w Atenach jako związek stwierdziliśmy, że do dalszego rozwoju potrzebujemy ośrodka treningowego na warszawskiej Akademii Wychowania Fizycznego. Do dziś takiego ośrodka nam nie stworzono. Nie mamy gdzie trenować, sam basen, z którego możemy korzystać tylko wcześnie rano, to za mało. Potrzebne jest zaplecze naukowo-badawcze - dodaje prezes.

Stworzenie ośrodka, a właściwie dwóch, bo taki powstaje też w Szczecinie, nadal jest priorytetem. - Ale powiedzmy sobie szczerze: oba nie będą tak dobre jak te, które mają do dyspozycji rywale z Europy, o Amerykanach nie wspominając - twierdzi Usielski. - Niestety, to problem całego polskiego sportu. Przyjrzyjmy się choćby siatkówce, którą kibice tak kochają. Wszystkie najważniejsze wydarzenia muszą ciągle odbywać się w wysłużonym Spodku - zauważa szef naszego pływania.

O jakościowe zmiany Usielski walczy i nie zamierza rezygnować. - Minister sportu Mirosław Drzewiecki bardzo nam pomaga, wspiera nas też Barbara Kudrycka, minister nauki i szkolnictwa wyższego, jestem więc przekonany, że wreszcie ten ośrodek dostaniemy - mówi prezes PZP.

Niestety, jego koledzy z innych związków takiej determinacji nie wykazują. Po słynnych już wypowiedziach polskich florecistek okazało się, że działacze utrudniali życie szykującym się do olimpijskiego startu szermierzom. Wcześniej jasne było, że działacze nie potrafili zadbać o przygotowanie lekkoatletów. Najlepiej postawę ludzi odpowiedzialnych za kondycję królowej sportu obrazuje pekińska przygoda Jerzego Sudoła. Wiceprezes PZLA pijany spał na trawniku w wiosce olimpijskiej. - Największy dramat polskiej szermierki to alkoholizm. Zaczynając od samej góry, a kończąc na trenerach i niestety niektórych zawodnikach. Objawia się on na każdym kroku i nie udało się tego wyplenić przez wiele lat - otwarcie mówi sekretarz generalny PKOl Adam Krzesiński. - Patrząc na wyniki, widać, że postęp nastąpił w dyscyplinach, w których w ostatnim czasie zmieniono metody zarządzania: w badmintonie, łucznictwie, piłce ręcznej, piłce siatkowej. Trzeba w polskim sporcie dać szansę ludziom, którzy mają inne spojrzenie na organizację pracy związków: profesjonalnym menedżerom - twierdzi były florecista.

Najważniejszym zadaniem tych menedżerów powinno być wypracowanie odpowiedniego system. Nie może być dłużej tak, że nasi sportowcy koncentrują się na zdobywaniu medali mistrzostw Europy i świata, by w ten sposób gwarantować sobie stypendia. Trzeba wzorem innych krajów zaufać tym, którzy mają zdobywać olimpijskie laury, zapewnić im godziwe warunki życia i treningu.