Jaki był występ olimpijczyków ze śląskich klubów?

Dżudocy przegrywali z Azerem i Uzbekiem. Siatkarka darła koty z trenerem. Większość olimpijczyków ze śląskich klubów wróciła do kraju na tarczy. Dumny z siebie może być tylko Adam Wiercioch, srebrny medalista w szpadzie
W Pekinie jednym z bohaterów polskiej ekipy był Leszek Blanik. Gimnastyk z Radlina startujący w barwach klubu z Gdańska zdobył złoty medal w skoku przez konia. A jak spisali się reprezentanci śląskich klubów?

Sukces

Adam Wiercioch (Piast Gliwice) - szermierka, srebrny medal w drużynowym turnieju szpadzistów

Szermierz z Gliwic wraz z kolegami byli pierwszymi polskimi olimpijczykami, którzy wywalczyli medale w Pekinie. Wiercioch, na co dzień ekspert ds. projektów informatycznych, był filarem zespołu w ćwierćfinałowym pojedynku z Ukraińcami. Kapitalnie walczył także w półfinałowym starciu z Chińczykami. W finale, wyraźnie przegranym z Francją, gliwiczanina zastąpił Robert Andrzejuk, który dzięki temu też mógł odebrać medal.

W normie

Rafał Fedaczyński (AZS AWF Katowice) - lekkoatletyka, 8. miejsce w chodzie na 50 km

Świetny transfer katowickich akademików, którzy sprowadzili Fedaczyńskiego z dalekiego Hrubieszowa. Debiutant spisał się bardzo dobrze - zapowiedział, że jedzie po ósme miejsce i tego dokonał! Nie powinien mieć teraz kłopotów z otrzymaniem kadrowego stypendium.

Piotr Piątek (Łucznik Żywiec) - łucznictwo, 5. miejsce w drużynie, indywidualnie odpadł w 1/32 finału

W turnieju indywidualnym jako jedyny z polskiej trójki nie dostał się do czołowej "32". Na jego usprawiedliwienie dodajmy jednak, że z Japończykiem Ryuichi Moriyą przegrał dopiero po dogrywce. Lepiej było w drużynie, która zakończyła rywalizację na piątym miejscu. Polacy przegrali z późniejszymi mistrzami Koreańczykami. W 1/8 finału pobili nie tylko Australijczyków, ale i rekord olimpijski.

Poniżej oczekiwań

Robert Krawczyk (Czarni Bytom) - dżudo, kat. 81 kg, 7. miejsce

Miał się przede wszystkim zrehabilitować za pechową porażkę z Aten, kiedy w cztery sekundy przegrał medal. Po tamtej klęsce zmienił nawet styl walki, teraz to on miał być bardziej wyrachowany i czekać na błędy rywali. Tymczasem w Pekinie sprawiał wrażenie pasywnego, wręcz pozbawionego energii. Znów zawiódł.

Przemysław Matyjaszek (Czarni Bytom) - dżudo kat. 100 kg, 5. miejsce

Wicemistrz Europy pierwszej porażki w turnieju doznał z nie byle kim, bo mistrzem kontynentu Holendrem Henkiem Grolem. W repesażach jednak wrócił do efektownego stylu i z całej trójki bytomian to on był najbliżej medalu. Chwały na pewno jednak nie przynosi mu porażka w walce o brązowy medal z mało znanym Azerem.

Janusz Wojnarowicz (Czarni Bytom) - dżudo kat. +100 kg, odpadł w III rundzie

Według przedolimpijskich zapowiedzi w swojej wadze miał mieć najsłabszą konkurencję. On też jako jedyny z bytomskich dżudoków mówił wprost o medalu. Żegnając się z turniejem porażką w III rundzie z Uzbekiem, również nie sprostał oczekiwaniom. Może poszuka jeszcze swojej szansy w Londynie?

Małgorzata Ćwienczek (Czarna Strzała Bytom) - łucznictwo, 17. miejsce indywidualnie, 6. miejsce w drużynie

Została sklasyfikowana najwyżej z polskich zawodniczek. Marna to jednak pociecha, bowiem w 1/16 finału przegrała jednym punktem z przeciętną Meksykanką, która podczas ubiegłorocznych mistrzostw świata była 122. Nikt nie zapamiętał też występu Polek w turnieju drużynowym. Nasze łuczniczki nie pokonały nawet pierwszej przeszkody, na drodze do czołowej czwórki stanęły im Francuzki.

Marcin Koniusz (AZS AWF Katowice) - szermierka, 31. miejsce w turnieju szablistów

Sosnowiczanin po cichu marzył o medalu, realnym celem była pierwsza ósemka. Skończyło się jednak na jednej wygranej walce z Wenezuelczykiem. W drugiej rundzie lepszy od Polaka okazał się Niemiec Nicolas Limbach. Koniusz trzymał się dzielnie tylko do stanu 4:4.

Katarzyna Piłocik (MKS Czechowice-Dziedzice) - dżudo, kat. 70 kg, 9.-16. miejsce

Jej udział w igrzyskach zakończył się już w drugiej rundzie (w pierwszej miała wolny los), gdy przegrała przez ippon z Amerykanką. Za cztery lata w Londynie utalentowana dżudoczka ma być jednak faworytką do zdobycia medalu.

Anna Barańska, Katarzyna Gajgał, Katarzyna Skorupa (BKS Aluprof Bielsko-Biała) - siatkówka, reprezentacja nie awansowała do ćwierćfinałów

Występ siatkarek był dużym rozczarowaniem. Polki wygrały tylko jeden z pięciu meczów. Głośno było o konflikcie Barańskiej z trenerem Marco Bonittą, który stwierdził publicznie, że na siatkarkę nie może patrzeć. Z całej ekipy najmniej powodów do smutku powinna mieć Gajgał. Dla niej już sam pobyt w Pekinie był wielkim wyróżnieniem.

Jak było w Atenach?

Cztery lata temu w Atenach wystartowało 11 sportowców z klubów z naszego regionu. Najlepiej z nich spisała się Agata Wróbel, która zdobyła brązowy medal w podnoszeniu ciężarów.

Zdaniem kibica

Bogdan Kalus, chorzowski aktor i zapalony kibic

Ten jeden, jedyny, śląski medal odzwierciedla, niestety, słabość sportu w naszym regionie. Najlepsi uciekają, że wspomnę Leszka Blanika czy Otylię Jędrzejczak. Tym większe brawa należą się Adamowi Wierciochowi, który jednak pozostał wierny Piastowi. Pozytywnie oceniam też występ łucznika Piotr Piątka. W piłce, na której znam się lepiej, można strzelić jednego gola i przegrać, ale zdarzają się też porażki, gdy strzela się gole cztery i też wraca się do szatni ze spuszczoną głową. Łucznicy w turnieju drużynowym strzelili właśnie cztery gole, o czym świadczy fakt, że przez chwilę cieszyli się nawet z rekordu olimpijskiego.

Brawa należą się też naszemu chodziarzowi. Ósme miejsce na dystansie 50 kilometrów to przecież światowa czołówka. Nasi dżudocy i siatkarki... dali ciała. Chociaż może w przypadku siatkarek bardziej winny jest trener? Bo w sumie dlaczego tak długo czekał ze zmianą rozgrywającej? Gdy piłki zaczęła rzucać Katarzyna Skorupa, a nie Milena Sadurek, zaczęło to wyglądać znacznie lepiej. Reasumując, polski sport jest jak nasi działacze - jednym tak się kręci w głowie, że nie mieszczą się w drzwiach, inni zamroczeni sukcesami śpią na trawniku.