Brytyjski skok na medale

Góra pieniędzy, trenerzy z zagranicy, ale też mądry wybór dyscyplin z szansą na sukces - to recepta Wielkiej Brytanii na 47 medali, w tym 19 złotych.
"Świat nam ucieka" - grzechy polskiego sportu »

Brytyjczycy wysłali do Pekinu 313 sportowców, czyli o 52 więcej niż Polska. Zdobyli 47 medali, najwięcej od 100 lat, niemal pięć razy więcej od nas. Na jeden polski medal przypadało 26 sportowców, na brytyjski - nieco ponad sześciu. W klasyfikacji medalowej Zjednoczone Królestwo zajęło czwarte miejsce za Chinami, USA i Rosją. Ale z tym ostatnim krajem do ostatniego weekendu rywalizowało o podium.

Droga na szczyt zaczęła się od upadku. Wyspiarze w 1996 r. w Atlancie przeżyli swoją największą klęskę - wywalczyli zaledwie 15 krążków, w tym jeden złoty, zdobyty przez Steve Redgrave'a i Matthew Pinsenta w wioślarskiej dwójce. Polacy mogli się wtedy cieszyć 17 razy, a ze złota aż siedmiokrotnie. Na najwyższym podium stawali: Robert Korzeniowski, Renata Mauer, Mateusz Kusznierewicz, Paweł Nastula oraz trzech zapaśników - Ryszard Wolny, Andrzej Wroński i Włodzimierz Zawadzki.

Po pierwsze, kasa

Co się od tego czasu stało z Brytyjczykami? Po pierwsze, zainwestowali w sport gigantyczne pieniądze. Gdy 12 lat temu w Atlancie gasł znicz nad zajmującą 34. miejsce w klasyfikacji medalowej reprezentacją, w Londynie już pracowano nad planem ratunkowym. Do życia powołano UK Sport, czyli rządową agendę, która miała odbudować upadłą potęgę. "Praca na rzecz międzynarodowego sukcesu sportowego" - takie zdanie znalazło się w jej statucie. - Kluczowe było jednak przede wszystkim wprowadzenie prawa, na mocy którego do UK Sport popłynęły pieniądze z totalizatora, które mógł dzielić - mówi "Gazecie" Owen Slot z "The Times". Wyczynowy sport finansowany wcześniej przez budżet i sponsorów dostał więc ogromny zastrzyk z National Lottery. Przed igrzyskami w Sydney - 63 mln funtów, przed Atenami - 84 mln. Brytyjczycy przywieźli z tych imprez odpowiednio 28 i 30 krążków. Gdy Londyn wygrał w 2005 r. prawo do organizacji olimpiady w 2012 r., strumień funtów się zwielokrotnił. Na przygotowania do Pekinu UK Sport wydał 265 mln funtów! Polacy ponad cztery razy mniej.

Już teraz wiadomo, że przygotowując się do igrzysk u siebie, Brytyjczycy będą mieli przez cztery lata 400 mln funtów.

Wydać ją mądrze

- Same pieniądze to nie wszystko. Trzeba jeszcze umieć je wydać - opowiada Owen Slot. UK Sport nie jest instytucją charytatywną. Działa jak wysoko wyspecjalizowane przedsiębiorstwo, które ma produkować sportowe sukcesy. - Pieniądze są inwestycją w medale, a nie w całe dyscypliny sportu. Nie rozpływają się więc po zakamarkach klubów i federacji. Idą na określone cele, określonych sportowców - dodaje Slot. UK Sport nie daje więc pieniędzy wszystkim Brytyjczykom, którzy czasami machają wiosłem po jeziorze, ale wyselekcjonowanej grupie "medalowych nadziei". Każda dyscyplina ma szczegółowo rozpisany nie tylko budżet, ale też cele. Np. wioślarze w Pekinie mieli zdobyć cztery medale. Wywalczyli sześć, więc David Tanner, dyrektor odpowiedzialny w UK Sport za wiosła, może spać spokojnie. Nikt nie wyrzuci go z pracy.

Ogólne założenia dla całej reprezentacji były takie, że na 41 ocenianych szans medalowych chcieli wykorzystać co najmniej 35, w tym zdobyć 11-12 złotych krążków. Końcowy rezultat nie odbiega więc tak bardzo od tego, co zostało skrzętnie zaplanowane.

Celu nie zrealizowały m.in. badminton (miał być jeden medal, nie było żadnego) i łucznictwo (miały być dwa, też nie było), ale też lekkoatletyka (cztery do pięciu). Lepiej, niż zakładano, poza wioślarstwem, spisało się pływanie, żeglarstwo i oczywiście kolarstwo, w którym Brytyjczycy zdobyli 14 medali. Mierzyli w sześć.

Najwięcej dla najlepszych

Mądre wydawanie pieniędzy to też staranny dobór dyscyplin. Z 41 Brytyjczycy wybrali 24, w których czuli się mocniejsi. W przygotowaniach całkiem odpuścili m.in. gry zespołowe (wielu w ogóle nigdy nie mieli), ale też np. gimnastykę i zapasy. Kilka konkurencji potraktowali czysto eksperymentalnie (jedna osoba w podnoszeniu ciężarów). Efekt końcowy był taki, że medale zdobyli w 13 dyscyplinach, czyli w większości.

- Najwięcej pieniędzy dostają sporty, gdzie jest najwięcej szans na medale, czyli wioślarstwo, kolarstwo i żeglarstwo - podkreśla dziennikarz "Timesa". Wioślarstwo dostało przed igrzyskami 26 mln funtów, kolarstwo i żeglarstwo po 22 mln. Brytyjscy żeglarze, którzy zdobyli sześć medali, w tym cztery złote, ponad trzy lata temu analizowali już dokładnie wiatry i prądy morskie w Qingdao. Byli tak wnikliwi, że Chińczycy oskarżyli ich o szpiegostwo.

Na co jeszcze szły pieniądze? - Już kilka lat temu system finansowania z National Lottery pozwolił zerwać z półamatorskim sportem. Zawodnicy mogli wreszcie przestać pracować jako policjanci czy handlowcy. Do tej pory niemal każdy miał jakieś dodatkowe zajęcie. Oczywiście były gwiazdy, które mogły koncentrować się wyłącznie na startach, ale w dyscyplinach, w których teraz jesteśmy potęgą, dorabianie było nagminne. Teraz są stypendia - mówi dziennikarz. Brytyjski sportowiec objęty programem dostaje ok. 45 tys. funtów rocznie.

Ale zastrzyk gotówki szedł też na zagranicznych trenerów. Kolarz torowy Chris Hoy, który zaczął jeździć na rowerze po obejrzeniu w dzieciństwie filmu "ET", nie zdobyłby w Pekinie trzech złotych medali, gdyby nie sprowadzeni za duże pieniądze szkoleniowcy, na czele z Shane'em Suttonem podkupionym odnoszącym sukcesy najgroźniejszym rywalom - Australijczykom.

Brytyjskie know-how

Kolarstwo to także sztandarowy przykład, jak wycisnąć maksimum z dyscypliny, która już jest mocna. Rebbeca Romero jeszcze dwa lata temu była wioślarką - srebrną medalistką z Aten w czwórce. Dwa lata temu zdecydowała się na zmianę dyscypliny. Przyjechała do UK Sport, porozmawiała, posłuchała propozycji. Padło na kolarstwo, bo w tym sporcie pracują właściwie te same mięśnie nóg, ale też są najlepsi trenerzy i infrastruktura. Jaki był efekt? Romero zdobyła w Pekinie złoty medal w wyścigu na dochodzenie.

Niektóre akcje podejmowane przez UK Sport mogą się jednak wydawać śmieszne. "Poszukujemy wysportowanych kobiet i mężczyzn. Wzrost, odpowiednio: 180 i 190 cm" - takie ogłoszenia były niedawno na stronach internetowych, ale też w prasie. To część planu, by przez cztery lata stworzyć od zera reprezentacje w piłce ręcznej i siatkówce. Zainteresowani rejestrowali się bazie danych i byli zaproszeni na dalsze testy. Wyselekcjonowano wstępną grupę 3000 osób.

Czy niski człowiek nie może zostać reprezentantem w piłce ręcznej? - Oczywiście wzrost jest tylko jedną z rzeczy, które się liczą, ale dość ważną, a tego się akurat nie da wytrenować - odpowiada Chelsea Warr z UK Sport. - Korea stworzyła reprezentację na igrzyska w Seulu 1988 r. i zdobyła dwa medale. Nam też może się udać, ale na razie nie mamy tego w planie - zaznacza.

Ale nie wszyscy są tak do końca zadowoleni. "Financial Times" podkreślał, że wyspiarski sukces opiera się na dyscyplinach niszowych dopieszczonych do perfekcji. UK Sport odpowiada, że dopiero kolejnym krokiem ma być jednak atak na wielkie sporty, jak pływanie czy lekkoatletyka. - To cel na Londyn. Ale punktem wyjścia jest to, co mamy. To trzeba utrzymać, a potem, krok po kroku, zdobywać więcej - mówią w UK Sport.

Historyczny medal biegacza z Darfuru »

A co z Polską? Powinniśmy drastycznie zwiększyć nakłady na sport - a może przeciwnie? Załóż sportowego bloga, bloguj na Blogsport.pl!»