Arka Gdynia ma patent na Ślązaków

Gdy na boisku spotykają się zespoły, które nie przegrały w tym sezonie jeszcze meczu i na dodatek grają nieźle w defensywie, to z góry można typować... remis. Ale w starciu beniaminków Piast Gliwice przegrał u siebie z Arką Gdynia.
Pierwsze minuty meczu rozgrywanego w Wodzisławiu potwierdzały, że drużyny z Gliwic i Gdyni mogą podzielić się punktami. Piłkarze długo rozgrywali piłkę w środku pola, dbając przede wszystkim o to, aby nie stracić gola.

Gdynianie udowodnili jednak, że mają patent na Ślązaków. W poprzedniej kolejce łatwo rozprawili się z Górnikiem Zabrze. Tym razem znaleźli skuteczny sposób na zawodników z Gliwic.

- Wiedzieliśmy, że siłą Piasta są przede wszystkim jego środkowi obrońcy. Dlatego nastawiliśmy się na grę skrzydłami i szybkie kontry. Początkowo nic z tego nie wychodziło, bo gliwiczanie zmusili nas do gry w ataku pozycyjnym, ale w końcu dopięliśmy swego - mówił Czesław Michniewicz, trener Arki.

Goście rozprawili się z Piastem w 185 sekund. Między 36. a 39. minutą spotkania przeprowadzili dwie błyskawiczne kontry, które skończyły się bramkami. Bohaterem obu akcji był Zbigniew Zakrzewski - napastnik Arki jest pierwszym piłkarzem ekstraklasy, który znalazł sposób na pokonanie gliwickiego bramkarza Grzegorza Kasprzika. - Udaje mi się łatwo dochodzić do sytuacji strzeleckich. Powtarzam kolegom, że jeśli będą mi dogrywać dokładne piłki, to ja będę strzelał kolejne gole w lidze - chwalił się były gracz Lecha Poznań. Przy straconych golach zawalili obrońcy Piasta, którzy zostawiali Zakrzewskiego zupełnie niepilnowanego.

Gliwiczanie grali słabo i nic nie wskazywało na to, że Arka może mieć jakiekolwiek problemy ze zdobyciem trzech punków. Jednak po przerwie obraz gry zupełnie się odmienił. Stało się tak za sprawą rezerwowych napastników Piasta. Niedługo po wznowieniu gry Stanisław Wróbel popisał się atomowym uderzeniem zza pola karnego i zdobył jedną z najładniejszych bramek w karierze. Po chwili powinien być remis. Inny rezerwowy - Marcin Folc - w dziecinny sposób odebrał piłkę Dariuszowi Żurawiowi i samotnie popędził na bramkę Norberta Witkowskiego. Bramkarz Arki wygrał jednak pojedynek.

- Jest mi przykro, powinienem to strzelić. Nie mam nic na usprawiedliwienie - kręcił głową Folc. Ten sam piłkarz miał jeszcze jedną okazję na wyrównanie. Już w doliczonym czasie gry piłka po jego strzale głową w bliskiej odległości minęła bramkę Arki.

Mimo wygranej Arki trener Michniewicz jeszcze wiele minut po zakończeniu spotkania był kłębkiem nerwów. - Przy stanie 0:2 moi piłkarze byli już myślami w pociągu do Gdyni. Bardzo się denerwowałem, bo mogliśmy z Piastem przegrać - wyjaśniał.

Szkoleniowiec Arki zdradził, że jego sposobem na uspokojenie było... łuskanie słonecznika. - Przyjechaliśmy do Wodzisławia półtorej godziny przed meczem. Nie było co robić, więc kupiłem słonecznik, żeby się uspokoić. Pod koniec spotkania przestał już jednak działać - uśmiechał się trener. Przy okazji zdradził, że w wodzisławski słonecznik zaopatrywał się, przyjeżdżając na Śląsk jeszcze jako ligowy bramkarz Amiki Wronki. Smakował mu tak bardzo, że często zabierał go na wynos.

Piast Gliwice - Arka Gdynia 1:1 (0:2)

Bramki: 0:1 Zakrzewski (36.), 0:2 Zakrzewski (39.), 1:2 Wróbel (50.)

Piast: Kasprzik - Michniewicz, Banaś, Gamla, Sedlaczek - Kaszowski, Widuch Ż , Muszalik, Kukulski (43. Wróbel) - Koczon (46. Folc), Prędota (69. Bojarski).

Arka: Witkowski - Sokołowski, Żuraw, Łabędzki, Płotka - Karwan, Przytuła, Ulanowski, Ława (86. Trytko) - Wachowicz (94. Kowalski), Zakrzewski (80. Nawrocik).

Sędziował: Marcin Szulc (Warszawa). Widzów: 2500.



Zdaniem trenerów

Marek Wleciałowski, Piast Gliwice

Przeciwnik bardzo wysoko postawił nam poprzeczkę. W drugiej połowie walczyliśmy jeszcze o uratowanie twarzy. Zespół dał z siebie bardzo dużo w tej części meczu. Porażka to przykra rzecz, ale musimy uznać wyższość rywala.

Czesław Michniewicz, Arka Gdynia

W drugiej połowie zagraliśmy bardzo nerwowo. Mieliśmy szczęście, że żadne z licznych dośrodkowań Piasta nie spadło na głowę stoperów Adama Banasia i Pawła Gamli, którzy często gościli w naszym polu karnym.

not. ksb

Rozmowy pod szatnią

Stanisław Wróbel, Piast Gliwice

Każdego faceta, który gra z przodu, rozlicza się z bramek. A ta strzelona dzisiaj przeze mnie była jeszcze ładna. Szkoda tylko, że nie była przynajmniej na wagę punktu. Czekają nas teraz cztery mecze na wyjeździe i to nie jest komfortowa sytuacja.

Zbigniew Zakrzewski, Arka Gdynia

To spore osiągnięcie, że z trudnego terenu wywieźliśmy trzy punkty. Szkoda tylko, że w drugiej połowie nie zagraliśmy tak agresywnie i konsekwentnie jak w pierwszej.

Grzegorz Kasprzik, Piast

Nie weszliśmy dobrze w mecz. Przy obu golach nie miałem nic do powiedzenia. Żal passy bez straconego gola. Trzeba teraz robić wszystko, aby otworzyć nową.

Marcin Wachowicz, Arka Gdynia

Trener przestrzegał, że 0:2 to... najgorszy możliwy wynik. Nie można bowiem grać spokojnie, bo strata gola powoduje straszną nerwówkę. Warta podkreślenia jest nasza niezła skuteczność oraz dobra forma naszego bramkarza.

Marcin Folc, Piast Gliwice

Co z tego, że dobrze odebrałem piłkę Żurawiowi, skoro i tak nie potrafiłem potem pokonać bramkarza. To była 200-procentowa okazja. Teraz myślę też, że w ostatniej minucie - zamiast szybko strzelać głową - mogłem piłkę przyjąć.

not. ksb, rł

Wachowicz i Zakrzewski w Twoje drużynie? - zagraj i Wygraj Ligę »