Wichniarek: Owacji na stojąco w Berlinie nigdy nie dostanę.

- Kibice Herthy mają prawo gwizdać na mnie. Zdaję sobie sprawę z tego, że owacji na stojąco od fanów berlińskich nigdy nie dostanę. Dla mnie ważne jest to, że w momencie, gdy kibice Herthy na mnie gwizdali, to grupa fanów z Bielefeldu skandowała: ?Artur, Artur?- mówi Artur Wichniarek w wywiadzie dla Sport.pl.
Piszczek: Fajnie, że Polacy strzelają w Bundeslidze »

W drugiej kolejce Bundesligi Artur Wichniarek strzelił bramkę Hertcie Berlin. W 37. minucie wykorzystał błąd obrońców, minął bramkarza i z ostrego kąta wyrównał na 1:1. Dla Polaka ta bramka była szczególnie ważna. Wichniarek przez dwa sezony grał w Berlinie, ale zwykle był rezerwowym i w niemiłych okolicznościach rozstał się z klubem. Wrócił do Arminii, gdzie jest uwielbiany przez kibiców. W poprzednim sezonie z 10 bramkami był najskuteczniejszym strzelcem zespołu, po dwóch kolejkach obecnych rozgrywek ma już na koncie trzy trafienia.

Mariusz Rabenda: Strzelił pan trzeciego gola w sezonie. Po ograniu bramkarza Herthy był pan przed pustą bramką, ale nie było łatwo trafić, bo kąt był ostry.

Artur Wichniarek, napastnik Arminii: Pewnie tak. Jak się jest na boisku, to się tego tak nie czuje. Nie widziałem dokładnie, jak to było. Na pewno był ostry kąt, ale strzeliłem, piłka wpadła do bramki i cieszę się z tego bardzo. Dało to nam punkt na wyjeździe.

Nie powie pan, że bramka strzelona w Berlinie smakuje tak samo jak każda inna. Kiedyś tu pana nie chciano, odchodził pan pokłócony z klubem, a teraz się zrewanżował.

- Temat Berlina zamknąłem już w zeszłym sezonie. Była lekka afera między mną i Dieterem Hoenessem, ale teraz jest rozejm, cisza i spokój. Pewne rzeczy wytłumaczyliśmy sobie. Niesnaski minęły, sprawa jest załatwiona.

Wyjaśniliście? Kiedy?

- Przed dzisiejszym meczem normalnie rozmawialiśmy.

Ale kibice berlińscy przed rokiem gwizdali na pana przy każdym kontakcie z piłką. Wołali: "Wichniarek, ty cyganie". Dziś, dopóki nie strzelił pan gola, był spokój. Potem pana wygwizdywali.

- Kibice Herthy mają prawo gwizdać na mnie. Zdaję sobie sprawę z tego, że owacji na stojąco od fanów berlińskich nigdy nie dostanę. Dla mnie ważne jest to, że w momencie, gdy kibice Herthy na mnie gwizdali, to grupa fanów z Bielefeldu skandowała: "Artur, Artur".

Ten punkt w Berlinie zdobyliście szczęśliwie. Statystyka strzałów - 29:4 dla gospodarzy mówi wszystko.

- Wiadomo, że nie można przyjechać do Herthy i grać otwartego futbolu. Nas na to nie stać. Na wyjeździe nie możemy grać nie wiadomo, jakiej, ofensywnej piłki. Z Werderem u siebie tydzień wcześniej to my mieliśmy więcej sytuacji bramkowych i to my byliśmy bliżsi zwycięstwa. Tutaj nie ulega wątpliwości, że Hertha była zespołem lepszym. Ale wynik jest 1:1. Wywozimy punkt i tylko to się liczy. Inne statystyki się nie liczą. Taka jest piłka.

Tak defensywną taktykę będziecie stosować zawsze na wyjazdach?

- Na pewno nie jesteśmy zespołem, który może jechać do Berlina, Monachium czy Bremy i atakować. Gdybyśmy tak grali, to będzie się to kończyć tak jak w ubiegłym sezonie - czyli 0:5 czy 1:8. Teraz gramy mądrzej. W takich meczach, jak ten musimy się cofnąć i czekać na okazje z kontry, błąd przeciwnika. To dziś przyniosło sukces. Mieliśmy kontrę strzeliliśmy bramkę i mamy punkt. Niczego więcej nie trzeba.

Błaszczykowski i Wichniarek strzelają piękne bramki »