Lekkoatleci Polonii będą mieli mini bieżnię

Do końca tego roku obok stadionu Polonii w parku Traugutta powstanie 200-metrowa bieżnia z czterema torami. Czy ta inwestycja zakończy wieloletni spór między lekkoatletami a piłkarzami warszawskiego klubu?
- Nie sądzę, żeby to rozwiązywało nasze problemy. O sporze nie mówię, bo go nie ma - mówi prezes MKS Polonia i kierownik sekcji lekkoatletycznej Krzysztof Glinka. - To bieżnia dla dzieci i młodzieży, do wyczynowego, specjalistycznego treningu starszych grup już się nie nadaje. Ale fajnie, że coś w naszej sprawie się dzieje - dodał. - Budowę bieżni uzgodniliśmy z dyrekcją szkoły sportowej przy Konwiktorskiej i klubem MKS Polonia. To kompromis zaakceptowany przez wszystkie strony, takie wyjście awaryjne - twierdzi wiceburmistrz Śródmieścia Marcin Rzońca.

Przetarg na budowę bieżni został rozstrzygnięty przed kilkoma dniami. Wygrała go warszawska firma Gardenia. Inwestycja ma zostać zakończona do końca roku. Koszt - 350 tysięcy złotych. Stumetrowa prosta - będzie więc można ćwiczyć sprinty - poprowadzi wzdłuż zmodernizowanego niedawno boiska bocznego. Pozostała część bieżni "wejdzie" zakolem w głąb parku.

Lekkoatleci "Czarnych Koszul" stracili miejsce do treningu ponad rok temu wraz z przebudową trybuny głównej stadionu przy Konwiktorskiej. Władze miejskie postanowiły bowiem, że Polonia będzie miała obiekt typowo piłkarski. Bieżnia w parku Traugutta miała być rekompensatą za zniszczony tartan na stadionie. Ponieważ nie jest w pełni wymiarowa, nadal nie wywołuje zadowolenia lekkoatletów.

- Zadam panu pytanie, czy jeżeli piłkarze mieliby boisko o wymiarach 50 na 40 metrów, byliby zadowoleni? Pewnie nie. Dla początkujących adeptów lekkiej atletyki jest to jednak dobre rozwiązanie. Tylko że my mamy u siebie zdolnych juniorów, reprezentantów Polski. Ania Kiełbasińska zajęła siódme miejsce na 200 m na mistrzostwach świata juniorów w Bydgoszczy. Marcin Sobiech, Bartek Kucharski, Łukasz Parszczyński zdobywali medale mistrzostw Polski. Oni będą musieli tułać się po Warszawie, by znaleźć miejsce do treningów, a dla takich młodych ludzi nie jest to łatwe. Takie rozwiązanie, jakie proponują władze dzielnicy, nie jest właściwe dla poważnego wyczynu, ale pół kroku zostało zrobione - mówi Glinka.