W Miedzi czekają na cud

Piłkarska Miedź Legnica znalazła się w dramatycznej sytuacji. Klub nie ma prezesa i zarządu, odszedł też trener Janusz Kubot. Nawet wyniki sportowe, rewelacyjne wiosną, teraz są słabiutkie. Wkrótce w Miedzi zapewne pojawi się komornik. Działacze wierzą jednak, że Miedziankę uratuje prezydent miasta.
Poprzedni sezon w III lidze ekipa trenera Janusza Kubota zaczęła słabo, ale kiedy do klubowych drzwi zapukali przedstawiciele Grupy Kapitałowej Garman, za którą stał m.in. Edward Ptak, wydawało się, że Miedź czekają lepsze czasy. Miedziance niewiele zabrakło, by odrobiła z nawiązką zaległości z jesieni i awansowała do nowej I ligi. Ostatecznie wylądowała jednak w zreformowanej drugiej.

I tu zaczęły się problemy, bo nowy sponsor wiele obiecywał, ale nie angażował żadnych środków... Wprawdzie uzgodnił warunki porozumienia z głównym wierzycielem Miedzi, czyli ZUS, ale kiedy przyszło do wyłożenia pierwszych złotówek, szefowie GK Garman skorzystali z nadarzającej się okazji i przenieśli się z Miedzi do Śląska Wrocław. Okazję na "ewakuację" stworzyli członkowie Komisji Rewizyjnej, którzy sprzeciwiali się drastycznej podwyżce składek członkowskich i ją oprotestowali. Biznesmeni uznali, że jest to votum nieufności pod ich adresem i odeszli.

GK Garman wycofała "swojego" prezesa Dariusza Machcińskiego. Do dymisji podali się też pozostali członkowie zarządu, w tym Zenon Błachnia, który po decyzji niedoszłego sponsora wyglądał na człowieka kompletnie rozbitego. Powód załamania Błachni jest jeden: Miedzi grozi upadek, z czego Błachnia jak mało kto zdaje sobie sprawę. Klub ma 1,3 mln długu w ZUS. Jeśli 22 sierpnia nie wpłynie do ubezpieczyciela kwota 600 tys. złotych z Miedzi, będzie można zacząć odliczać dni do pojawienia się w klubie komornika. Jego wejście może oznaczać koniec futbolu uprawianego w Legnicy na wyczynowym poziomie.

Do kłopotów finansowych doszedł problem sportowy, bo Janusz Kubot, który bardzo udanie pracował z Miedzią, zdenerwował się, gdy nie dostał zgody od dyrektora Zbigniewa Kajdana na zatrudnienie w Miedzi Radosława Kałużnego w roli grającego asystenta trenera. Tymczasowo Kubota zastąpił Władysław Moroch, choć rozwiązanie to może obowiązywać także na dłużej.

W poniedziałek 18 sierpnia Nadzwyczajne Walne Zebranie członków klubu miało wybrać nowe władze. Skończyło się na wystosowaniu apelu o pomoc do prezydenta Legnicy Tadeusza Krzakowskiego i odroczeniu posiedzenia do 15 września. Zarządu jednak dalej nie ma.

Jest raczej wątpliwe, by władze miasta były skłonne wyłożyć od ręki przeszło pół miliona złotych. Przede wszystkim samorząd już bardzo mocno zaangażował się w pomoc klubowi. Miedź prowadzi swoją działalność gospodarczą dzięki pomocy miasta. Dochody z tej działalności to główne wpływy do klubu. Tymczasem gmina niespecjalnie może wspierać sport wyczynowy w sposób bezpośredni, czyli po prostu łożąc pieniądze na piłkarzy ze swojego budżetu. Gdyby nawet znaleziono jakiś kruczek prawny umożliwiający takie operacje finansowe, nie wiadomo, czy miasto posiada niemałe w końcu a wolne środki, by zaangażować je w pomoc Miedziance. Trzeba też pamiętać, że taka pomoc w praktyce oznaczałaby przejęcie klubu na samorządowy garnuszek, a tego starają się uniknąć miasta i gminy w całym kraju. Co może więc uratować Miedź? Czyżby już tylko cud?