Polscy sędziowie prowadzą mecze japońskiej ekstraklasy

Nie wbijać pałeczek w ryż! Nie podawać wizytówki jedną ręką! Ale przede wszystkim bezbłędnie sędziować. Krzysztof Myrmus, piłkarski arbiter ze Skoczowa doświadcza niezwykłego zainteresowania japońskich mediów
W dalekiej Azji przebywa trzech naszych sędziów. Oprócz Myrmusa, są to Marcin Borski, arbiter główny i kolejny asystent Maciej Szymanik. Wyjechali dzięki współpracy polskiej i japońskiej federacji piłki nożnej.

34-letni Myrmus mieszka w Skoczowie. Sędzią jest od 17 lat, od 6 lat międzynarodowym. Gdy był nastolatkiem liczył, że zostanie piłkarzem, ale gdy przyszedł na pierwszy trening miejscowego Beskidu trenerzy powiedzieli mu, że dla niego jest już za późno. Postawił więc na sędziowanie, które dziś traktuje jak zawód. Gdy nasze trio prowadziło w sobotę spotkanie FC Tokio - Urawa Red Diamonds, po boisku w Bełchatowie biegał Yuichi Nishimura i jego dwóch asystentów, którzy przyjechali do nas na wymianę. Po meczu GKS - Piast Gliwice zebrali bardzo dobre recenzje.

Postanowiliśmy sprawdzić, jak wiedzie się Polakom? Z Myrmusem udało nam się skontaktować, gdy w Tokio dochodziła już 1 w nocy.

Na początek nasi sędziowie dostali do prowadzenia niezwykle prestiżowy mecz. Urawa Red Diamonds to czołowy zespół Japan J. League, ubiegłoroczny zwycięzca azjatyckiej Ligi Mistrzów.

- Nim wyszliśmy na boisko musieliśmy poznać etykietę, która towarzyszy spotkaniom w Japonii. Uprzedzono nas, że przed meczem nikt nie będzie się witał poprzez uścisk dłoni. Wyprowadziliśmy obie drużyny na środek boiska i razem z zawodnikami głęboko pokłoniliśmy się widzom. A tych było aż 37 tysięcy - opowiada Myrmus.

Japońscy piłkarze bez mrugnięcia okiem podporządkowywali się wszystkim decyzjom polskich sędziów. - Nikt nie próbował nas oszukiwać, nie symulowali fauli, nie wdawali się w żadne dyskusje. Byliśmy pod dużym wrażeniem, bo przecież w Polsce różnie z tym bywa. Po ostatnim gwizdku piłkarze mają obowiązek, by ponownie zebrać się na środku boiska i po kolei, każdy każdemu dziękuje za grę uściskiem ręki. Publiczność wtedy wstaje i bije brawo - dodaje.

Pobytowi Polaków towarzyszy olbrzymie zainteresowanie japońskich mediów. Zaraz po przylocie zorganizowano specjalną konferencję prasową. Sędziów oślepiły błyski niezliczonych fleszy aparatów fotograficznych. - Pytano nas m.in. o pierwsze wrażenia, nasze doświadczenia, o to, czy wiemy, jaki jest poziom japońskiej ligi. Na koniec udzieliliśmy też wywiadów dla telewizji - kontynuuje skoczowianin.

Równie miło było po pierwszym meczu. Japończycy wysoko ocenili pracę naszych sędziów. A warto dodać, że obserwatorem meczu Polaków był Shizuo Takada, który dwa razy sędziował w turniejach o mistrzostwo świata, a podczas mundialu w Niemczech był obserwatorem FIFA. Polaków chwalą też japońskie media. Spotkanie było transmitowane na żywo przez telewizję, której dziennikarze nie dopatrzyli się w pracy sędziów żadnych błędów! Przed naszym trio jeszcze cztery mecze. We wtorek Polacy opuścili hotel w centrum Tokio i polecieli na wyspę Hokkaido. W środę na stadionie w Sapporo poprowadzą międzypaństwowy mecz pierwszych reprezentacji Japonia - Urugwaj, w ramach rozgrywek Kirin Challenge Cup. Potem znowu lot, tym razem do Osaki i kolejne mecze Gamba Osaka - Kobe, Nagoya - Shimizu i Shonan - Kusatsu.

W najbliższą niedzielę Polacy wezmą też udział w seminarium japońskich sędziów w Osace, podczas którego jeden z wykładów poprowadzi Marcin Borski.

Pobyt w Japonii to na szczęście nie tylko praca. Polacy wykorzystują wolny czas na zwiedzanie i smakowanie miejscowych specjałów, przede wszystkim sushi! Zawsze mogą liczyć na pomoc przedstawiciela japońskiej federacji piłki nożnej. - Pierwszy raz w życiu jestem w Japonii. Przed wyjazdem dużo czytałem o miejscowych zwyczajach, kulturze, ale po przyjeździe przeżyłem szok. Co innego przeczytać, a co innego jednak zobaczyć - podkreśla arbiter.

Myrmus zdradza, że musi z kolegami uważać, by czymś nie urazić Japończyków. - Możliwości jest bez liku. Nie można na przykład wbić pałeczek w ryż i tak je pozostawić, czy podać wizytówki jedną ręką [trzeba to robić dwiema rękami! - przyp. red.]. Na szczęście wszyscy są dla nas bardzo wyrozumiali - uśmiecha się. Polacy wracają do kraju 1 września. - Wierzę, że zbiorę masę cennych doświadczeń - kończy Myrmus.