Czy Twardowskiemu nie zabraknie sił?

- Jeszcze rano nie wiedziałem, że popłynę w dwójce - mówił mistrz świata Marek Twardowski, ledwo dysząc po starcie w jedynce. Bolesna kontuzja mięśni brzucha Tomasza Mendelskiego spowodowała, że kandydat do złota w jedynce musi płynąć w dwójce dodatkowe trzy wyścigi
Kolbowicz ze złotem: Jaki to byłby obciach jakbyśmy zdobyli brąz »

- Ten facet mi się podoba. Powiedział: niech się pan nie denerwuje, nie ma problemu. Wsiadam w dwójkę i walczymy o medal. I ja jak na niego patrzę to wiem, że ma rację. Jest w genialnej formie - wciąż lekko rozedrganym ze zdenerwowania głosem mówił o reakcji Twardowskiego na zaskakujące wydarzenia szef PZK Ryszard Seruga. - To było jedyne wyjście - mówił Twardowski, który wystartuje w dwójce ze swoim byłym partnerem Adamem Wysockim. - Dwójka musiała popłynąć. Trzeba było bronić honoru kajakarstwa.

Twardowski to mistrz świata w jedynce. Ma olbrzymią szansę na medal w tej prestiżowej konkurencji. Gdyby go zdobył byłby zaledwie drugim Polakiem, który tego dokona po Piotrze Markiewiczu, brązowym medaliście igrzysk w Atlancie. Ale czy dodatkowy start mu w osiągnięciu celu nie zaszkodzi?

Twardowski robi rozpoznanie walką

Zaraz po porannej rozmowie z Twardowskim Seruga biegał po torze i zgłaszał zamianę organizatorom.

Potem ekipa Plastexu, producentów kajaków, która jest na miejscu, zmieniała ustawienia dwójki. Mendelski jest bowiem trochę niższy i trochę cięższy, trzeba było na nowo wyważyć kajak za pomocą specjalnych odważników. Trzeba było również poprzenosić podnóżki - poprzeczki wewnątrz kajaka na których oparte są stopy zawodnika - i siedzenia. Kajakarze mają nie tylko różnej długości nogi, ale też każdy z nich pod innym kątem je zgina w kolanach.

Twardowski wystartował w eliminacjach jedynki wiedząc, że po 90 minutach będzie musiał popłynąć w kolejnym morderczym wyścigu. Wystrzelił jak burza i po sprawdzeniu formy metodą razwietka bojem po 100 metach zaczął wyhamowywać. Przypłynął czwarty i wszedł do półfinału.

A następnie przesiadł się na dwójkę, na swój pierwszy wyścig w tej osadzie od roku i to od razu olimpijski. - Jak wsiadłem po rozmowie z prezesem na dwójkę z Adamem na krótki trening, znów poczułem się z nim dobrze w jednej łódce. Od razu - mówił Twardowski.

Okazało się jednak, że wcześniejszy wyścig u chorążego polskiej reprezentacji zostawił mocny ślad. Dwójka przypłynęła dopiero szósta i musi przedzierać się do finału w repesażach. Tego samego dnia, na który wyznaczono półfinał w jedynkach. To oznacza kolejny energetyczny szok. Wycofać się nie można, bo wtedy grozi dyskwalifikacja.

Doktor rychtuje Mendelskiego

Kłopoty zaczęły się kilka dni temu na bardzo mocnym treningu czwórki, w których zawodnicy testowali prędkość startową. Czwórki to ciężkie łodzie i przy starcie przeciążenia mięśni są ogromne. Właśnie wtedy Mendelski nabawił się kontuzji - naderwanie przyczepów mięśni brzucha.

W poniedziałek zawodnik musiał jeszcze popłynąć w eliminacjach czwórki. Był naszpikowany blokadami. Czwórka tak szybko popłynęła, że zajęła drugie miejsce i dostała się bezpośrednio do finału. Ale, jak to się dzieje w takich przypadkach najczęściej, kontuzja się pogłębiła.

Finał czwórki odbędzie się dopiero w piątek. - Do tego czasu wyrychtujemy go - powiedział o Mendelskim lekarz drużyny kajakarzy Andrzej Rakowski.

Twardowski szuka znaku

- Może to jakiś znak i szansa na rewanż za Ateny - mówi o zaskakującej zmianie miejsc Twardowski. - My z Adamem się znamy od lat, jesteśmy z jednego klubu, Sparty Augustów, więc kiedyś pływaliśmy często w dwójce. Fizycznie wytrzymam. Kluczem był wyścig eliminacyjny na dwójce. Musieliśmy od razu awansować do finału, aby jak najwięcej oszczędzić mi sił. na szczęście finał dwójek odbędzie się dopiero po finale jedynek, na którym mi zależy najbardziej.

Twardowski jest teraz jedynym w polskiej ekipie i jedynym wśród wszystkich kajakarzy, który płynie w trzech różnych osadach na dwóch różnych dystansach - K1 500, K2 500 i K4 1000. Ale kto widział Twardowskiego ten nie może zwątpić, że wytrzyma fizycznie, choć kajaki są jednym z najbadziej energochłonnych sportów.

On i Wysocki byli jednymi z faworytów wyścigu K-2 500 m na olimpijskim torze w Shinias przed czterema laty. W finale bardzo długo płynęli z tyłu stawki, w stylu jaki tej osadzie narzucił szlakowy Twardowski, który uwielbia szarże ułańskie na ostatnich 150 metrach. Na skuteczny finisz zabrakło czasu i miejsca. Polacy wylądowali na czwartym miejscu. Potem Twardowski częściej pływał na jedynce.

Z Wysockim ostatni raz startowali rok temu na mistrzostwach Polski.

Kajetan Broniewski najszczęśliwszy »