Sport.pl

Trener Szewczyk: zaczynali dźwigać za dużo

PODNOSZENIE CIĘŻARÓW. Ósme miejsce Krzysztofa Szramiaka i niesklasyfikowany Bartłomiej Bonk, to wyniki sztangistów Budowlanych Opole na igrzyskach olimpijskich w Pekinie. Mogło być lepiej gdyby...
- Bonk nie został sklasyfikowany, ale to wina i zawodnika i niewłaściwie dobieranych ciężarów - mówi Ryszard Szewczyk, trener klubowy Bonka w Budowlanych Opole. - Bartek wyrwał na treningu raz 180 kg, ale był wtedy dużo cięższy. Przed zawodami zbijał wagę. Nie wiem dlaczego zaczął rwanie tak wysoko, zaliczył 175 kg. Szczęśliwie podniósł, potem nie dał już rady - mówi Szewczyk.

Dramat opolanina zaczął się w podrzucie, gdzie dwukrotnie palił podejście do 211 kg, potem przeniósł ostatnią próbę na 212 kg, ale także spalił. Ostatecznie nie został sklasyfikowany.

- Bartek powinien zacząć od 205 kg, potem 210 i ewentualnie w trzeciej próbie pójść na większy ciężar. Nie rozmawiałem jeszcze z Bartkiem, ani trenerem Zygmuntem Smalcerzem, dlatego nie wiem dlaczego był taki, a nie innych dobór ciężarów. Szkoda, bo liczyłem, że Bonk przynajmniej obroni ósmą pozycję po rwaniu. Popełniał niestety także błędy techniczne - zauważa Szewczyk.

Od razu jednak dodaje: - Bartek ma dopiero 24 lata i nie można go skreślać. Musimy też zrobić porządek, czyli operację kolana, bo ono ciągle mu dokucza - zaznacza Szewczyk.

Drugi z opolan Krzysztof Szramiak startujący w kategorii 77 kg zajął dobre ósme miejsce: - Krzysiek wrócił do treningu po operacji kręgosłupa i jego wynik należy uznać za dobry. Już pierwsza próba w rwaniu 161 kg, była na granicy jego możliwości, a przy próbie na 165 kg nie miał cienia szans - przyznaje Szewczyk.

W podrzucie opolanin rozpoczął od 191 kg, niestety, spalił pierwsze podejście i zaliczył ciężar dopiero za drugim razem. Trzecia próba ze sztangą trzy kilo cięższą także, niestety, nie była udana i ostatecznie Szramiak z wynikiem 352 kg został sklasyfikowany na ósmej pozycji w dwuboju.

Polską gwiazdą pomostu był Szymon Kołecki, który wywalczył srebro. Powtórzył tym samym wynik z Sydney, gdy bronił jeszcze barw Budowlanych, a trenerem kadry był Szewczyk. - Kołecki, to "walczak". Nawet jeśli nie trenuje na sto procent możliwości z powodu kontuzji, to na pomoście da z siebie wszystko co ma. Ma ogromny talent, charakter, stąd jego sukcesy. Tylko, że taki Kołecki rodzi się raz na 20 lat. Tylko tacy ludzie z przysłowiowymi jajami zdobywają medale olimpijskie. Kołecki jest jeden. Punktowe miejsca nikogo nie interesują. Musimy jednak mieć zawodników, którzy nie zdobywają medali, ale prezentują przyzwoity poziom - zaznacza Szewczyk.