Isinbajewa z rekordem, Polki poza podium

Monika Pyrek piąta w skoku o tyczce. - Gdzieś jest zapisane, że nie mogę zdobyć medalu - mówiła Polka, czwarta cztery lata temu w Atenach. Wygrała Jelena Isinbajewa z kolejnym rekordem świata.
Prawdziwe fatum to mieć karierę równolegle do kariery Jeleny Isinbajewej na lekkoatletycznym stadionie lub Michaela Phelpsa na basenie. Wiedzą to bardzo dobrze nie tylko Monika Pyrek i pływak Paweł Korzeniowski, ale i inni, lepsi od nich sportowcy.

W drodze po drugi tytuł mistrzyni olimpijskiej Rosjanka po raz 24. pobiła w poniedziałek rekord świata, choć do złota wystarczył jej skok na 4,85 m.

Dlaczego Rosjanka wciąż nie ma konkurencji? Niby w tym sezonie zaczęła skakać wysoko twarda dziewczyna z amerykańskiej wsi Jennifer Stuczynski (4,92 m) i utalentowana Brazylijka Fabiana Murer (4,80 m), ale gdy przychodzi co do czego, rywalki tracą moc. W Pekinie życiówkę pobiła tylko Jelena, i to na najwyższym poziomie, oraz Julia Gołubczikowa, która zresztą w spazmach opuściła stadion, ponieważ była czwarta.

Jelenę różni od rywalek nie tylko szybszy rozbieg, twardsza tyczka, wyższy chwyt, ale też umiejętność koncentracji, odcięcia się od świata. Zakłada polarowy dres, na niego obszerny ortalion, czapkę na głowę, kaptur i ręcznik na twarz. Przebudza się tylko na swój skok. Czyli zwykle w drugiej połowie konkursu. W tym pekińskim i tak zaczęła skakać na niższej wysokości niż zwykle, bo 4,70. W tym momencie odpadło już siedem z 12 finalistek.

Monika Pyrek oczywiście też ma pecha, że jej kariera przypada na władanie carycy tyczki. Ale nawet gdyby Isinbajewej nie było w Pekinie, medalu Polka również by nie zdobyła. Najgorsze jest to, że wystarczyłby jeden udany skok na 4,75 m, a miałaby brąz! 4,75 m to tyle, ile skoczyła w czerwcu w Sopocie i w lipcu w Rzymie.

- Od serca czuję, że nie jest mi pisany medal olimpijski - powiedziała bardzo emocjonalnie Pyrek, mając łzy w oczach. - Może ja po postu nie mam takich możliwości, żeby go zdobyć? Może brakuje mi eksplozji koniecznej emocji? Pewnie pojadę zaraz po igrzyskach na mityng i skoczę 4,80. Ostatniego skoku w ogóle nie rozumiem. Przecież miałam nadwyżkę wysokości w próbach na 4,65 i 4,70. Może za bardzo chciałam.

Zmagająca się z kontuzją achillesa Anna Rogowska nie zaliczyła nawet 4,55 m.