Kulomioci i tyczkarze czcili pamięć Komara i Ślusarskiego

Zwycięzca dziesiątego memoriału Komara i Ślusarskiego pchnął kulę prawie dwa metry bliżej niż Tomasz Majewski - w Pekinie byłby 11. Trudno się dziwić słabej obsadzie memoriału w Międzyzdrojach. Najlepsi są na Igrzyskach Olimpijskich.
W skoku o tyczce samotną rywalizację z czwórką tyczkarzy niemieckich stoczył więc reprezentant międzyzdrojskiego Sportingu Adam Kolasa. Polak skoczył jednak tylko 5,41 m. I zajął drugą lokatę. Tyle samo co Kolasa zdołał pokonać Niemiec Hendrik Gruber, ale jego rodak Tobias Scherbarth zdołał przeskoczyć poprzeczkę zawieszoną 20 cm wyżej i bezkonkurencyjnie wygrał rywalizację upamiętniającą Tadeusza Ślusarskiego.

W pchnięciu kulą triumfował zawodnik gdańskiej Lechii - Dominik Zieliński. Jego wynik to 19,67 m. Jednak równie wielki hołd Komarowi - mistrzowi olimpijskiemu z Monachium (1972) złożył Tomasz Majewski. Polak niemal w rocznicę śmierci Komara powtórzył w Pekinie jego wyczyn, pchając kulę na miarę olimpijskiego złota.

Zieliński w Międzyzdrojach osiągnął wynik, który w olimpijskim finale w Pekinie dałby 11. miejsce. Konkurencja pchnięcia kulą miała międzynarodowy charakter tylko dzięki temu, że wystartował w niej Włoch Eugenio Mannucci. Zajął jednak dopiero piąte miejsce.

W rywalizacji VIP-ów pchających kulą najlepszy rezultat osiągnął Zdzisław Hoffman (były mistrz świata w trójskoku). Najsłabiej wypadł Sławomir Nitras. W zawodach gościnnie wystąpili Jakub Ślusarski i Mikołaj Komar - synowie tragicznie zmarłych mistrzów. Coroczne zawody memoriałowe rozgrywane są w rocznicę tragicznego wypadku mistrzów olimpijskich: Władysława Komara i Tadeusza Ślusarskiego. Do tragedii doszło w połowie sierpnia 1997 r. Komar i Ślusarski wracali z Międzyzdrojów z corocznej imprezy sportowej. Jechali fordem scorpio. Z niewyjaśnionych przyczyn wjechał na nich czołowo renault. Prowadzący samochód Ślusarski nie miał szans na przeżycie, podobnie jak śpiący na tylnym siedzeniu Komar. Kierowca renault zmarł po kilku dniach.