Marek Kolbowicz ze złotym medalem: Jaki to byłby obciach, gdybyśmy zdobyli brąz

- Postanowiliśmy w półfinale zarżnąć się na maksa. Potem, po takim wysiłku, jest tzw. superkompensacja, czyli organizm przygotowuje się idealnie do jeszcze większego wysiłku - opowiada wioślarz czwórki podwójnej, która zdobyła złoty medal, Marek Kolbowicz.
Wioślarz Paweł Rańda: Kocham cię, misiu, mój syneczku!

Widzieliście wyścig czwórki wagi lekkiej?

Marek Kolbowicz: - Specjalnie wypłynęliśmy 10 minut wcześniej na rozgrzewkę, żeby się nie rozkojarzyć, żeby ich minąć. Cztery lata temu w Atenach widzieliśmy, jak płyną po złoto Robert Sycz i Tomek Kucharski, i wiemy, jak się skończyło [pechową końcówką finałowego wyścigu, kiedy na ostatnich metach Polacy zostali wyprzedzeni przez Ukrainę i zajęli czwarte miejsce]. Jak zaczęli za naszą metą nas wołać i krzyczeć, że mają srebro, powiedziałem im, że zaraz im odmacham złotem.

Dobrze się czuliście, nie będąc faworytem?

- Bardzo dobrze się stało, że przegraliśmy wcześniej z Włochami, Francją i USA. To zdjęło z nas stres i napięcie. Ale końcówka przygotowań, ostatnie trzy tygodnie to były nerwy. Czułem się psychicznie zmęczony.

Sam wyścig był chyba najłatwiejszy ze wszystkich. Mieliśmy na ten finał pewien sposób. Otóż postanowiliśmy w półfinale zarżnąć się na maksa. Potem, po takim wysiłku, jest tzw. superkompensacja, czyli organizm przygotowuje się idealnie do jeszcze większego wysiłku. Do tego trzeba dodać dobrą noc, na którą też jest sposób - po tym mocnym półfinale iść późno spać i następnego dnia wytrzymać bez snu. Wtedy przed finałem człowiek idzie spać tak, jakby go ktoś zgasił przełącznikiem. Dzięki temu dziś nie zawiodły mnie moje skromne członki.

Mogliśmy popłynąć jeszcze mocniej.

Podobno miał pan dziś złożyć jakąś ważną deklarację.

- Tak, miałem. Ale wygraliśmy i nic nie zadeklaruję. Chyba że powiem tak: Pragnę uroczyście zakomunikować: Panie ministrze, panie prezesie, pekaolu: melduję wykonanie zadania. Chciałem zakończyć karierę, ale w przyszłym roku są mistrzostwa świata w Poznaniu, potem mistrzostwa świata na Nowej Zelandii, więc nie wiem, co będzie dalej.

Mówił pan przed wyjazdem, że interesuje pana medal wszystko jedno jakiego koloru...

- O Jezu, jaki to byłby obciach, gdybyśmy zdobyli brązowy medal.

Niedziela była dla nas! Starty Polaków w pigułce