Beata Mikołajczyk - prosto z Pekinu

Bydgoska kajakarka dzieli się swoimi wrażeniami z pobytu na olimpiadzie z czytelnikami "Gazety"


Kończę pisać, kiedy w Pekinie jest piątek, 20.40 wieczorem. Przed chwilą oglądałam, jak koledzy-szpadziści walczyli o medal. Cieszę się, że otworzyli polski "worek".

A ja teraz wracam do pokoju i szykuję się do spania. Wcześnie, ale te kolejne dni oczekiwania na start, począwszy od 9 sierpnia wyglądały w ten oto sposób: - 6.50 pobudka; - 7.30 śniadanie; - 8.40 wyjazd autobusem na tor; - 10.30 trening; - 13.00 obiad na torze; - 16.00 drugi trening; - 18.20 wyjazd z toru; - 19.30 kolacja; - 20.00 jestem z powrotem w pokoju, zmęczona i wyczerpana kładę się spać.

Męczą długie dojazdy z wioski na tor, przez które musimy zostawać w Shunyi. Ciężko byłoby nam jeździć dwa razy w jednym dniu tam i z powrotem, gdyż podróż zabierałaby 4 godziny.

Aktualnie czuję się dobrze, nie mam już problemu ze snem. Praktycznie proces aklimatyzacji mam już za sobą. Kiedy jednak przylecieliśmy do Pekinu, samo wyjście z lotniska okazało się szokiem dla organizmu. Widoczność prawie zerowa!!! Wilgotność bardzo duża, temperatura również. Droga do wioski olimpijskiej trwała godzinę. Przed wejściem na teren "olimpic village" Chińczycy sprawdzali nasze torby. Nic nie mogło umknąć ich uwadze. Przez bramki z wykrywaczem metalu przechodziliśmy na jednym odcinku. o ile mnie pamięć nie myli, dwa razy.

Wioska olimpijska wywarła na mnie ogromne wrażenie. Tak jak w zeszłym roku, gdy zobaczyłam tor, tak i w tym roku zaniemówiłam, gdy postawiłam pierwsze kroki w wiosce. Teren ogromny, wygląda jak jedno wielkie osiedle. Znajduje się tu 9 000 pokoi w 42 budynkach. Wioska zajmuje teren 66 ha, może jednocześnie przyjąć 17 tys. ludzi. Organizator przewiduje, że sprzeda po igrzyskach apartamenty za około 1 mln dolarów. Wielka stołówka olimpijska w jednym momencie może pomieścić 5 tysięcy ludzi!!! Dziennie podaje się 3 tony ryżu.

Mieszkam w bloku A7, w segmencie 501, w którym znajduje się 6 pokoi. Mieszkam ze swoją partnerką z osady, w kolejnym pokoju Edyta Dzieniszewska z Dorotą Kuczkowską, Małgorzata Chojnacka wraz Agnieszką Stanuch (kajaki górskie). W jedynkach są tyczkarki Monika Pyrek i Ania Rogowska. Na warunki nie narzekam.

Przy wiosce są stanowiska, z których autobusy odjeżdżają na obiekty. Jest ich aż 74. Ruszają co 20 minut. Na nasz tor jadą ze stanowisk 5 i 6. Gdy nie znalazło się dla nas miejsce w pierwszym i drugim autokarze, wolontariusz zapytał, czy koniecznie musimy pojechać autobusem o 8.20. Kiedy powiedziałyśmy, że tak, zadzwonił gdzieś, minęły może 2 minuty i podjechał kolejny autobus. Tor jest oddalony aż 46 km od wioski. Jedzie się godzinę, gdy jesteśmy eskortowani przez policję. Gdy nie ma jej, to droga na tor zajmuje 30 do 40 minut. Drogi w Pekinie wyglądają, jakby dopiero były położone. Na naszej nie ma ani jednej dziury. W każdą stronę prowadzą trzy pasy, jeden jest niedostępny dla mieszkańców.

Do dziś wspominam ceremonię otwarcia. I to nic, że zbiórkę ekipy miały w hali dla gimnastyków. Siedzieliśmy tam długo i nie widzieliśmy nic, aż weszliśmy na stadion.

Ale gdy się tam znalazłam, zaniemówiłam. Niesamowite przeżycie, którego nie da się opisać. Flagę niósł nasz kolega "po fachu" Marek Twardowski. Mówi się, że chorąży po medal nie zdąży. Marek w to nie wierzy, mówi, że chorąży zdąży, ja również w to wierzę. W pierwszym rzędzie szli członkowie misji olimpijskiej, w drugim my - kajakarki. Szłyśmy po bieżni całe 400 m, później wprowadzono nas do środka. Porządku pilnowały równo ubrane i ustawione hostessy. Jednocześnie "podgrzewały atmosferę". Wydarzyło się też jedno niemiłe wydarzenie. Jedna z tych dziewczyn zaczęła się chwiać, stałam akurat koło niej. Udało mi się jej pomóc, dziewczyna usiadła, chwilę odczekała, aż przestało się jej kręcić w głowie i z powrotem wstała. Była bardzo blada, ale trzymała się na nogach, jej koleżanki nie pozwalały jej upaść. W końcu ta hostessa jednak zemdlała. Wraz z dwoma kolegami z reprezentacji wyniosłam ją z płyty stadionu, tam odebrali ją lekarze.

W czwartek w chińskiej gazecie pojawiło się zdjęcie, które obiegło internet. Na zdjęciu widać nas i nieprzytomną Chinkę. Mam nadzieję, że dziewczyna czuje się dobrze.



* Beata Mikołajczyk

kajakarka UKS Kopernik Bydgoszcz. Wystartuje w Pekinie w dwóch konkurencjach K-4 na 500 i 1000 metrów.