Gimnastyka: Naprawdę malutkie złotka z Chin

Złote medale dyndały drobniutkim chińskim gimnastyczkom niemal między nogami. Reprezentacja gospodarzy, podobnie jak we wtorek wśród mężczyzn, po pasjonującym widowisku wyprzedziła drużynę USA


Igrzyska naprawdę malutkich ludzi  »

Wyniki finału w gimnastyce drużynowej mężczyzn  »

Gimnastyka sportowa, wielobój drużynowy kobiet: finał  »

To była batalia prestiżowa, której oba supermocarstwa walczące o triumf w klasyfikacji medalowej wyczekiwały od wielu tygodni i jeszcze przed igrzyskami intensywnie zapowiadały ją jako jeden z olimpijskich hitów. Amerykańska prasa zarzuciła Chińczykom, że oszukują, manipulując metrykami zawodniczek. Gospodarze mieli ich zdaniem sztucznie zawyżyć wiek trzech najlepszych zawodniczek - He Kexin, Jiang Yuyuan oraz Yang Yilin - by zmieściły się w limicie, nie dopuszczającym do startu gimnastyczek młodszych niż 16-letnie (muszą obchodzić urodziny w roku zawodów). Dzieci mają nad dojrzalszymi przeciwnikami tę przewagę, że są lżejsze i nie czują strachu, przez co łatwiej namówić je do ryzykownych manewrów.

Chińczycy bronili się, przedstawiając akty urodzenia oraz paszporty, ale atmosfera stężała. I nie uspokoiła się po środowym finale, po którym znów padły oskarżenia. Amerykanie byli gorzko rozczarowani, zgodnie powtarzali, że nie zdobyli srebra, lecz przegrali złoto. Na drugich igrzyskach z rzędu.

Plac zabaw na 20 tysięcy

Potworny dramat przeżyła ich wielka gwiazda, Alicia Sacramone. Na półmetku zawodów - po skoku oraz ćwiczeniach na poręczach asymetrycznych - jej drużyna wciąż nie traciła wiele do liderek, zachowując szanse na złoto. Sacramone stanęła na rozbiegu, by ruszyć w kierunku trzeciego przyrządu - równoważni. Miała czekać ze startem, aż czerwone światło zgaśnie, a zapali się zielone. Niestety, ekran długo był pusty. Sędziowie akurat kłócili się z producentem telewizji realizującym transmisję. Amerykanka dwukrotnie schodziła z rozbiegu.

A kiedy ruszyła, to tuż po odbiciu się od odskoczni nie trafiła jedną ze stóp w równoważnię. I spadła na ziemię. Zanim na dobre rozpoczęła ćwiczenie, wiedziała, że arbitrzy odejmą jej mnóstwo punktów.

Jej rozpacz śledziła cała hala. Dziewczyna o największych oczach wśród wszystkich finalistek walczyła ze sobą, by się nie rozpłakać, widząc na telebimie zbliżenie własnej twarzy, na której drgały wszystkie mięśnie. Koleżanki ją przytulały i pocieszały, ale z marnym skutkiem. Rozstrzęsiona Sacramone upadła także w ostatniej konkurencji, ćwiczeniach wolnych. I zainicjowała kaskadę grubych błędów całej drużyny. Każda z Amerykanek - również 18-letnia Nastia Liukin i 16-letnia Shawn Johnson - traciła równowagę lub lądowała poza matą.

Chinki też miewały kłopoty, zwłaszcza na równoważni, która w największym stopniu wymaga i precyzji, i siły. Normalny człowiek z trudem by na niej ustał.

Ale niepowodzeń zwyciężczynie nie zauważały. Zachowywały się, jakby pozbawiono je układu nerwowego. W ostatniej konkurencji doprowadziły halę do ekstazy z szerokimi uśmiechami, które nie znikały z ich ust nawet, gdy fruwały głową do ziemi kilka metrów nad matą. Wcześniej zyskały ogromną przewagę, więc w miarę przyzwoicie - wystarczająco na złoto - ostatnie układy wykonałyby prawdopodobnie z zamkniętymi oczami.

Wszystkie malutkie, jeszcze drobniejsze od Amerykanek, wibrowały w powietrzu rozluźnione, jak podglądane na dziecięcym placu zabaw, a nie przez dziesiątki kamer i 20 tysięcy ludzi na trybunach. Trzy z sześciu - posądzane przez Amerykanów o nieuczciwość - mają według oficjalnych 16 lat. Najpotężniejsza w reprezentacji Yang Yilin wyrosła na całe półtora metra, Deng Linlin, He Kexin i Jiang Yuyuan mierzą odpowiednio 137, 142 i 140 cm, a ważą 31, 33 i 32 kg. Z bliska sprawiały wrażenie zbyt wiotkich, by uwierzyć, że to one kilka chwil wcześniej wyczyniały te niesamowite ewolucje. I że ktoś dorosły ośmielił się je do nich namawiać. W końcu przedszkolaków nikt nie wysyła do pracy na rusztowaniach. Nawet jeśli byłyby wystarczające zwinne i silne, by drapacz chmur postawić w tydzień. W środę na takie wyglądały finalistki wszystkich reprezentacji.

Kiedy zawody się skończyły, Chinki też się rozpłakały. Ze szczęścia. Przed dekoracją poprawiały sobie jeszcze wzajemnie makijaż. Bardzo ostry makijaż. Jakby mistrzyniami olimpijskimi chciały zostać jako dorosłe kobiety.

Jednemu zapobiec nie mogły - medale, zazwyczaj leżące na piersiach zwycięzców, dyndały im wyraźnie poniżej pępków.

Dopiero zaczęły, a już złote

Amerykanki ściskały rywalki i gratulowały, nie spoglądając im w oczy. Ich opiekunowie oskarżali niemal wprost. - Dowodów nie mam - mówiła Martha Karolyi, kierownik reprezentacji USA i była gimnastyczka. - Wiem, że jedno z tych dzieci traci zęby, ale dowodów nie mam. Nie sądzę jednak, by wszystkie obecne tutaj reprezentacje przestrzegały przepisów - dodała.

Amerykańska prasa dotarła do mnóstwa dokumentów - chińskich! - z których wynika, że trzy spośród złotych medalistek mają 14 lat. Wszystkie mają mizerne doświadczenie. Dwie debiutowały na zawodach międzynarodowych w tym roku, jedna jesienią ubiegłego.

Pechowa Sacramone skończy niebawem dopiero 21 lat, ale wygląda tak dojrzale, że mogłaby uchodzić za matkę Kexin lub Linlin. Jej igrzyska będą kojarzyć się z traumą. Koleżanki z drużyny - uchodziły za faworytki - też cierpią, ale ona dodatkowo czuje się winna. - Czekałam na zielone światło całą wieczność. To miało wpływ na mój upadek, ale mnie nie usprawiedliwia. Teraz muszę jakoś z tym żyć - mówiła spłakana. Jej wielkie oczy wypełniały telebim w pekińskiej hali, teraz pewnie trafią na czołówki oszalałych na punkcie gimnastycznego szlagieru amerykańskich gazet.