Za spekulację grozi obóz pracy, ale handel biletami kwitnie

Organizatorzy zapewniali, że sprzedali wszystkie 6,8 mln biletów na igrzyska, ale wiele wejściówek można kupić u koników. Spekulowanie biletami jest w Chinach zakazane, lecz policjanci przymykają na to oko.
- Od trzech dni chodzę z tabliczką, na której napisałem, że potrzebuję biletów na lekkoatletykę - powiedział agencji AP Zhao Chun, student z Pekinu. - Podchodziło do mnie wielu koników, ale na żadną z proponowanych cen mnie nie stać - dodał Chińczyk, którego w końcu zatrzymała policja. Ale funkcjonariusze nie zachowują się konsekwentnie - wielu koników krąży wokół olimpijskich obiektów, a policjanci przymykają na nich oko. I rozbrajająco szczerze przyznają, że w małym zysku nie ma nic złego. Chodzi tylko o to, aby przebicie na biletach nie było zbyt duże. Ale niektóre ceny równają się miesięcznym pensjom robotników w Pekinie.

Oficjalnie spekulacja biletami jest zakazana. Przedstawiciele policji powiedzieli ostatnio chińskim mediom, że koniki mogą być zatrzymywane w areszcie na 10-15 dni, ale zagrozili także, że możliwe jest zsyłanie ich bez procesu do obozów pracy. - Będziemy badać zjawisko spekulacji biletami i przekonamy się czy ono rzeczywiście ma miejsce - powiedział wiceprezydent chińskiego komitetu organizacyjnego Wang Wei.

We wtorek Wei przyznał, że większość obiektów wypełniona jest w 70-80 proc. To już zmiana w porównaniu z oficjalnymi zapowiedziami, że sprzedane zostało całe 6,8 mln biletów. Ale na część dyscyplin nie chodzi praktycznie nikt. Popularne dyscypliny, takie jak np. koszykówka, oglądane są przez tłumy, choć nie zawsze hale wypełnione są do ostatniego miejsca. W poniedziałek chińskie koszykarki grały z USA. - W transmisji telewizyjnej widziałem wiele pustych miejsc. Ale wcześniej na kupno biletu u koników nie było mnie stać - żalił się Feng Chaogang, który musiał odrzucać ceny na poziomie 300-450 dolarów. - Na taki wydatek nie mogę sobie pozwolić, a z drugiej strony ludzie tacy jak ja, czyli ci, którzy naprawdę chcą oglądać mecze, nie mogą tego doświadczyć.

Na gorzej wyprzedane zawody organizatorzy wysyłają zorganizowane grupy wolontariuszy, których w Pekinie jest w sumie 70 tys. Ale niektóre trybuny świecą pustkami - np. eliminacje do turnieju judo i inne zawody, w który udziału nie biorą Chińczycy. W połowie puste są np. stadiony poza Pekinem, gdzie rozgrywane są mecze piłkarskie. Brazylijczycy z Ronaldinho, niemieckie mistrzynie świata czy w końcu reprezentacje gospodarzy - futbolowe areny nie są oblegane.

- Mamy świadomość, że te obiekty nie są pełne. Moim zdaniem jest to spowodowane pogodą - upałem, wilgotnym powietrzem i deszczem. Wydaje mi się, że od wtorku na trybunach będzie więcej kibiców - Wang liczy, że poprawiająca się pogoda w Pekinie przyciągnie fanów na obiekty.

U niektórych koników przebitki są ogromne - bilet na szermierkę, który kosztował 50 yuanów, sprzedawali po 1000 (145 dolarów). Na finały pływania lub mecze turnieju tenisowego wejściówki sięgają 350 dolarów.