Batata z hat trickiem

Natchnięty wygraną brazylijskich piłkarzy na igrzyskach Sergio Batata poprowadził Wartę Poznań do wygranej nad GKS Jastrzębie


Canarinhos, którzy są jednym z faworytów do olimpijskiego złota w piłce nożnej, rozgromili w swoim drugim meczu w Pekinie Nową Zelandię aż 5:0. - Kibicuję im, żeby zdobyli tytuł - mówił po meczu Sergio Batata.

Chociaż pomocnik Warty posługuje się już polskim paszportem, to przyznał, że kibicuje na igrzyskach także sportowcom ze swojej dawnej ojczyzny. W spotkaniu z Jastrzębiem dał prawdziwy popis futbolowych umiejętności i był absolutnym bohaterem meczu.

Najpierw wyprowadził "Zielonych" na prowadzenie po strzale z ponad 30 m. Trochę pomógł mu w tym czeski bramkarz GKS Jakub Kafka, który odbił piłkę w stronę swojej bramki. - Nie widział piłki, gdy się zreflektował, było już za późno, by coś zrobić - bronił golkipera trener gości Jerzy Wyrobek. Bez wątpienia jednak ten gol Warcie się należał, bo od początku ruszyła ona z impetem na gości (już w 6. sekundzie Marcin Klatt sfaulował rywala), by za wszelką cenę odkupić pechową porażkę z Bielska-Białej.

Tyle że drużyna z Jastrzębia dość łatwo odrobiła stratę. Błażej Jankowski nie upilnował wysokiego kapitana przeciwników Bartłomieja Grabczyńskiego, a ten głową pokonał Łukasza Radlińskiego po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. - W szatni wpadłem w furię z powodu tej bramki, bo do tego czasu kontrolowaliśmy mecz - mówił później trener Warty Bogusław Baniak.

Efekty tej furii z przerwy były widoczne w drugiej połowie. Poznaniacy osiągnęli znaczną przewagę, co kilka minut stwarzali sobie groźne sytuacje bramkowe, ale gole nie padały. Bo i okazje nie były aż tak klarowne. Najwyraźniej usatysfakcjonowani remisem piłkarze GKS ani myśleli zaatakować. Skupiali się więc wyłącznie na obronie. - Przeciwnicy mieli bardzo dobre warunki fizyczne i ciężko było się przebić. Dużo było więc walki - tłumaczył Jankowski. - Mimo to cały czas staraliśmy się grać, tak jak nakazał nam trener, czyli szybko, po ziemi, kombinacyjnie.

O bramkę bardzo starał się Filip Burkhardt, który tydzień temu zapewnił Warcie 3 pkt. Tym razem nie był jednak w stanie pokonać bramkarza. Wyręczył go inny nowy nabytek "Zielonych", Batata. W 68. min strzelił bramkę nie mniej efektowną niż Burkhardt przed tygodniem. Kafka był bez szans, bo piłka wylądowała w górnym rogu bramki. - Do straty drugiego gola nie spodziewałem się problemów - mówił Wyrobek. - Batata dał jednak popis gry w drugiej połowie i mogę tylko pogratulować Warcie sprowadzenia takiego piłkarza.

Niedawny pomocnik Dyskobolii Grodzisk dobił jeszcze Jastrzębie bramką w sytuacji sam na sam z Kafką. Przeprowadził pod koniec meczu efektowny rajd i zasłużenie usłyszał od kibiców głośne brawa. - To mój drugi hat trick w Polsce - cieszył się Batata. - Najbardziej ucieszyła mnie bramka na 2:1. Nie zapomnę jej. Pozwoliła nam myśleć o 3 pkt i dała trochę luzu, więc była okazja do pokazania ładnej piłki.

- Żona Sergio jest w ciąży. Mam nadzieję, że nie urodzi z wrażenia, gdy dowie się, co Batata robił dziś na boisku - żartował trener Baniak.



Warta Poznań - GKS Jastrzębie 3:1 (1:1)

Bramki: 1:0 Batata (26 min), 1:1 Grabczyński (30.), 2:1 i 3:1 Batata (68. i 82.)

Warta: Radliński - Marcinkiewicz Ż, Jankowski Ż, Strugarek, Otuszewski - Bekas Ż, Batata - Magdziarz, Burkhardt (77. Ngamayama), Sikora (58. Wan) - Klatt (61. Iwanicki).

Jastrzębie: 1. Kafka - Wrześniak (79. Kubisz), Wrzask Ż, Staniek, Bednarek - 7. Woźniak (67. Chrabąszcz), Grabczyński, Kamil Wilczek (74. Wawrzyczek), Wieczorek - Narwojsz, Żbikowski Ż.

Sędziował Jarosław Chmiel z Warszawy

Widzów ok. 800