Igrzyska. Dzisiaj siatkarki grają z Chinkami, które mierzą w złoto

Polki zagrają z drużyną, która ma największą szansę, by zdobyć dla gospodarzy igrzysk medal w sporcie zespołowym. Cztery lata temu w Atenach wywalczyła złoto. Relacja na żywo na portalu Sport.pl od godz. 14
Siatkarze: Mecz dobry, ale są kłopoty »

Drzyzga: O zwycięstwie zadecydowało doświadczenie »

Kiedy pięć lat temu widziałem na Pucharze Świata w japońskim Sendai mecz reprezentacji Andrzeja Niemczyka z Chinkami, odniosłem wrażenie, że czeka nas epoka ich absolutnej dominacji w świecie. Na tle Chinek wszystkie rywalki rozgrywały akcje w zwolnionym tempie, niemal wszystkie ustępowały wzrostem i spoglądały na nie z respektem przechodzącym w strach. Polska nie urwała tamtego dnia nawet seta, każdego przegrywając bardzo wyraźnie, co nie było zresztą niczym nadzwyczajnym nawet dla aktualnych mistrzyń Europy - w 11 kolejkach gier Chinki straciły ich w sumie ledwie cztery.

Swój sukces tłumaczyły kulturą wręcz stworzoną do sportu uchodzącego za najbardziej zespołowy spośród gier - w Chinach jednostka podporządkowuje się grupie, dobro zbiorowości stanowi wartość nadrzędną. - Wiesz, co różni naszą drużynę od europejskich? Wy macie Glinkę, zresztą najpiękniejszą siatkarkę, jaką w życiu widziałam, Włoszki mają Torgut, Turczynki - Neslihan, a u nas indywidualistek nie znajdziesz - wyjaśniała mi dziennikarka "Guangzhou Daily". - To znaczy wiemy, jak dobra jest Zhao Ruirui, ale myślimy o niej tylko jako cząstce całości. Pilnuje tego trener, który zawsze się uśmiecha, jest czuły, delikatny, nawet jak zawodniczkom nie idzie. Nigdy nie widziałam, by się wściekł. One też nie - mówiła Amy Yang, która nie mogła się nadziwić, że szalejący przy boisku Niemczyk złości się nawet po niektórych udanych akcjach.

Potem jeszcze Chinki wygrały turniej olimpijski, ale wtedy fantastyczny zespół zdziesiątkowała seria kontuzji. Potworny pech dotknął m.in. wspomnianą środkową Zhao, która złamała nogę i pauzowała blisko cztery lata.

Złota passa się skończyła. Siatkarki trenera Zhonghe Chena - pracującego w różnych rolach i przerwami z kadrą od 1979 roku! - ani razu nie stanęły już na szczycie podium, nawet w mistrzostwach Azji wyprzedziła je Japonia.

Zawodniczki powoli jednak dochodziły do zdrowia, a Chinki być może nigdy nie pokazywały całej klasy, bo wszystko podporządkowały igrzyskom. Od dwóch lat nigdzie nie grały w podstawowym składzie i tak naprawdę nie wiadomo, na ile je stać. Powtarzają to także polskie siatkarki, które od 2002 roku wygrały z nimi ledwie raz na dziewięć prób - Chinki są zagadką. Pierwszy mecz nie mógł wiele wyjaśnić, bo zagrały z Wenezuelą, która na igrzyskach debiutuje, nigdy nie awansowała na mundial, nie grała nawet w finale mistrzostw Ameryki Południowej. Inna sprawa, że styl zwycięstwa 3:0 był imponujący. A na boisku znów królowała Zhao - najlepiej atakowała (sześć razy, ze 100-proc. skutecznością), najlepiej blokowała (cztery punkty), najlepiej serwowała (dwa asy). Dlatego trener Zhonghe Chen deklaruje, że medal jest jego celem minimum. Mierzy w obronę tytułu. Nawet jeśli fachowcy za głównego faworyta jego zespołu nie uważają.

Piłka ręczna: Polski walec przejechał po Chińczykach »

Opisuj olimpijskie emocje, komentuj wyczyny Polaków! Załóż sportowego bloga, bloguj na Blogsport.pl!»