Pekin, piłka ręczna: Polski walec zmiażdżył Chiny

Chińczycy chcą rządzić światem. Ale w szczypiorniaku liczyć się nie będą. Wybili im to z głowy piłkarze Bogdana Wenty. Polska - Chiny 33:19!
Brazylijski piłkarz ręczny na dopingu

Polacy obawiali się Chińczyków, bo to drużyna kompletnie anonimowa. Nigdy nie grali w międzynarodowym turnieju. Trener Bogdan Wenta jakimś cudem wydobył od Francuzów nagranie ich sparingu, ale sprzed roku. Nikt w ekipie nie wiedział jednak, czego dokonali chińscy trenerzy przez ostatnie 12 miesięcy. - A może naprzeciw nas staną dwumetrowe cyborgi. W końcu nabór robili z miliarda - mówił kilka dni temu z całkiem poważną miną Mariusz Jurasik.

Obawy okazały się niepotrzebne. Już pierwsze pięć minut meczu pokazało, że Chiny - delikatnie mówiąc - mocne nie są. Rywale nie oddali żadnego strzału, sami łatwo dali sobie wbić cztery gole i jeszcze razili nieporadnością w środku pola. Trzykrotnie w tym czasie zgubili piłkę.

Bogdan Wenta: Myślelismy, że zagramy z koszykarzami

Już sam widok pustawej hali Olimpic Sports Center Gymnasium, którą gospodarze gorączkowo wypełnili do połowy szkolnymi wycieczkami, sygnalizował, że słynne chińskie planowanie medalowe, piłki ręcznej akurat nie obejmuje. Chińczycy mieli kilku wysokich graczy, ale ten nabór z miliarda robili chyba wśród szczuplutkich koszykarzy po gimnazjach (może od tego nazwa hali?). Gdy Mariusz Jurasik, czyli 120-kilogramowa lokomotywa, rozpędził się na prawym skrzydle i w swoim stylu zbiegł do środka, trzech Chińczyków odbiło się od niego jak piłeczki pingpongowe. Bramka padła właściwie już dzięki samej sile rozpędu Jurasika.

Kiksy, niecelne podania i szeroko otwarte oczy gospodarzy, gdy Polacy błyskawicznie wymieniali piłkę, szybko dały do zrozumienia, że debiut olimpijski po 28 latach, będzie spacerkiem. Trener Wenta, który zazwyczaj szaleje przy linii bocznej, tym razem ze spokojem przestępował z nogi na nogę, a od czasu do czasu szeroko się uśmiechał. Jedyne co polski i chiński szczypiorniak mają wspólnego, to podwójne nazwiska. U nich grają bracia Wang i Cui, a u nas klan Lijewskich i Jureckich.

Niech będzie o nas głośno po igrzyskach

- Myślałem, że przez rok zrobili jednak większe postępy, ale okazało się, że grali niewiele lepiej niż na tej kasecie od Francuzów. To było zwycięstwo obowiązkowe. Z Hiszpanami już tak łatwo nie będzie - powiedział bramkarz Sławomir Szmal, który popisał się kilkoma świetnymi interwencjami, ale kilka razy dał też sobie wbić bramki dość łatwo. - Dla bramkarza to była ciężka robota. Dlaczego? Jak gramy z Danią, Islandią, czy Niemcami, to ja znam ich zawodników i wiem jak lubią rzucać. Chińczyków widziałem pierwszy raz w życiu, więc kompletnie nie wiedziałem jakie mają przyzwyczajenia. Dlatego dawałem się głupio oszukać - stwierdził golkiper wicemistrzów świata. - Graliśmy ostro, agresywnie, według naszych zasad. Bardzo twardo w obronie. Chińczycy bali się w ogóle podejść, odbijali się od nas i nic nie byli w stanie zrobić.

Po pierwszej kolejce Polska jest liderem grupy A. Broniąca tytułu Chorwacja pokonała w niedzielę 31:29 Hiszpanów, a Francja zgodnie z oczekiwaniami wygrała z Brazylią (34:26). Ale dla Polaków turniej zaczyna się na poważnie we wtorek od spotkania z Hiszpanią, mistrzem świata z 2005 r.

Polscy siatkarze rozgromili Niemców

Ostatnia szansa Otylii, trener zaniepokojony