Trzeba ograć Chińczyków

- W hali będzie ogłuszający doping, być może gospodarzom będą pomagać sędziowie i ściany, ale ten mecz trzeba po prostu wygrać - mówi kapitan Grzegorz Tkaczyk przed niedzielnym starciem z Chinami
Starty biało-czerwonych w pigułce. Nie jest najlepiej... »

Tylko 6 tys. z 1,3 mld Chińczyków zasiądzie w niedzielę w hali Olympic Sports Center Gymnasium, by zobaczyć na żywo mecz z Polską. To pierwsza dobra wiadomość, bo doping 6 tys. osób jest jednak mniej ogłuszający niż np. 25 tys. Ale być może wielkość hali do szczypiorniaka odzwierciedla też trochę samoocenę medalowych szans Chińczyków. Gdyby ich drużyna była mocna, pewnie postawiliby halę na 25 tys. Chińczycy nigdy nie mieli bowiem tradycji w tej dyscyplinie, stworzyli drużynę od zera, prawdopodobnie rekrutując wysokich studentów uczelni sportowych z całego kraju.

- Hala jest w porządku, nie za duża, nie za mała, dobrze, że jest klimatyzacja, bo na ostatnich sparingach w Korei graliśmy w oblepiającym upale - żartował Grzegorz Tkaczyk. - O Chińczykach wiemy mało, ale trzeba sobie powiedzieć jasno, że mecz z takim rywalem, który w ogóle nie grał w przeszłości na dużych imprezach, trzeba po prostu wygrać - dodał kapitan i rozgrywający reprezentacji.

- Wiadomo, że Chińczycy zbroją się na te igrzyska od lat. Dlatego nie zdziwiłbym się, gdyby nagle okazało się, że będą im sprzyjać sędziowie, ale trzeba będzie jakoś sobie z tym poradzić - mówi bramkarz Sławomir Szmal. - Wiemy, że będzie ogłuszający doping, być może gospodarzom pomogą nawet ściany, ale i tak musimy ich pokonać - podkreśla Tkaczyk.

W zespole jest niesamowita mobilizacja. Trener Bogdan Wenta obawiał się przed przylotem do Pekinu, że wioska olimpijska może rozpraszać piłkarzy. - Ale nic takiego się nie dzieje. Trzymamy się razem, analizujemy zapisy z meczów rywali, rozmawiamy o taktyce. Nie ma tak, że cały czas bawimy się w gry wideo i siedzimy na stołówce - uśmiechnął się szkoleniowiec wicemistrzów świata.

Wszyscy są zdrowi, nikt nie narzeka na urazy, bardzo możliwe, że w meczu z Chinami od początku zagra więc kontuzjowany przez ostatnie tygodnie supersnajper Karol Bielecki, który wystąpił w środę w sparingu z Islandią.

Piłkarze długo wahali się też, czy pójść na ceremonię otwarcia. - Jest obawa, że będziemy musieli cztery godziny spędzić na stojąco. Chyba więc zostaniemy w wiosce i zobaczymy wszystko w telewizji. Szkoda, bo bardzo chcieliśmy iść - mówił jeszcze w czwartek Artur Siódmiak. Prezes PKOl Piotr Nurowski wydał nawet specjalne zalecenie, że sportowcy startujący w sobotę i niedzielę nie powinni brać udziału w ceremonii. Ale wczoraj okazało się, że piłkarze i sztab szkoleniowy na czele z Wentą i Danielem Waszkiewiczem uznali, że jednak pojadą na stadion Ptasie Gniazdo. Formalny wniosek do PKOl w tej sprawie wysłał związek piłki ręcznej. Nurowski się zgodził. Wczoraj na stadionie z polskich drużyn zabrakło więc tylko siatkarek, które jako jedyne grały już w sobotę.

Piłkarze wyjdą na mecz z Chińczykami niespełna 48 godzin po otwarciu igrzysk. Mimo że oglądali już przekazaną przez trenera Francuzów kasetę, to rywale wciąż są wielką zagadką. - Niby coś wiemy, ale kaseta była z zeszłego roku. To będzie trudny mecz, bo rywal jest teoretycznie słaby, ale nie wolno go zlekceważyć i choć na moment stracić koncentracji - podkreślał Waszkiewicz.

Oprócz Polaków w niedzielę grają też pozostałe drużyny z grupy A. Mistrzowie olimpijscy z Aten Chorwaci ze swoja supergwiazdą Ivano Baliciem zmierzą się w hitowym meczu z Hiszpanią, czyli mistrzami świata z 2005 i wicemistrzami Europy z 2006 r. Francja, czyli kolejna potęga - zeszłoroczni mistrzowie Europy - będzie murowanym faworytem do zwycięstwa z Brazylią, która obok Chin jest uważana za najsłabszy zespół w grupie.

- Hiszpania, Francja, Chorwacja i my jesteśmy na w miarę równym poziomie. Oczywiście czujemy przed utytułowanymi rywalami respekt, ale uważamy, że wynik będzie otwarty. Celem minimum jest wyjście z grupy i gra w ćwierćfinale, ale nasze marzenia sięgają rzecz jasna znaczenie dalej - mówi Wenta.

Blanik szykuje się do skoku po medal »

Co po Chinach?

Polska - Hiszpania (12 sierpnia)

Sławomir Szmal, bramkarz: Bardzo silny rywal. Wielkim atutem mistrzów świata z 2005 r. jest zgranie. Grają w niemal niezmienionym składzie od kilku lat. Mają po dwóch równorzędnych piłkarzy na każdej pozycji. Ten mecz będzie wymagał maksimum siły i koncentracji. W ostatnich latach nie udało nam się z nimi wygrać.

Polska - Brazylia (14 sierpnia)

Daniel Waszkiewicz, asystent trenera: Po Chinach to teoretycznie najsłabszy zespół w grupie. Grali na MŚ, ale wcześnie odpadli. Wygrywają jedynie w Ameryce Południowej. Ale nie wolno ich lekceważyć. To może być kolejny mecz, w którym decydująca będzie nasza koncentracja.

Polska - Chorwacja (16 sierpnia)

Grzegorz Tkaczyk, rozgrywający: W lipcu graliśmy z nimi dwa mecze sparingowe na wyjeździe. Pierwszy przegraliśmy, ale potem wygraliśmy siedmioma punktami po dużo lepszej grze. Moim zdaniem to jest najcięższy rywal w naszej grupie, Chorwaci to mistrzowie olimpijscy, wicemistrzowie Europy. Mają świetnych zawodników. Ivano Balić to najlepszy zawodnik na pozycji rozgrywającego, MVP wszystkich ostatnich dużych imprez. Musimy zagrać na 110 procent.

Polska - Francja (18 sierpnia)

Mariusz Jurasik, prawoskrzydłowy: To jest najgroźniejszy rywal. Gra najbardziej niewygodną obronę dla nas, bo bardzo wysoko: 3-2-1, 3-3, 4-2. Cały czas to zmieniają. Ostatnio nie wytrzymywaliśmy z nimi przez pełne 60 minut, gdzieś przy 45. minucie odpadaliśmy. Mam nadzieję, że w Pekinie będzie inaczej, że dorośliśmy już do tego, żeby ich pokonać.