Otwarcie Igrzysk: Żywiołowy taniec niemile widziany

Otwarcie olimpiady było pewnie największym widowiskiem świata. Ale odrobina żywiołowej radości nie zawadziłaby - ocenia prosto z Pekinu Mariusz Zawadzki, dziennikarz ?Gazety Wyborczej"
Zobacz zdjęcia z oszałamiającej ceremonii otwarcia igrzysk w Pekinie »

- A nie mówiłem? - Xing ma łzy w oczach, z każdą minutą transmisji jakby rósł w oczach. W piątek rano zapowiadał mi przez telefon, że ceremonia otwarcia olimpiady będzie największym widowiskiem w historii ludzkości. Gdy siedzieliśmy w gronie kilku znajomych przed telebimem w barze na ulicy Sanlitun, najmodniejszym miejscu spotkań pekińskiej bananowej młodzieży, i jego przepowiednie spełniały się co do joty. Kiedy na stadionie pięć kół olimpijskich uniosło się w powietrzu, jakby zaprzeczając prawom fizyki, dziewczyna Xinga, tak samo jak on studentka politechniki, naprawdę płakała.

- Czy widziałeś kiedyś tyle pasji? Czy masz jeszcze jakieś wątpliwości, że Pekin jest stolicą świata? - Xing z trudem przekrzykiwał zgiełk baru.

Krótki spacer wystarczył, żeby z ulicy Sanlitun dojść do starego Stadionu Robotniczego. W piątek wieczorem (czasu pekińskiego) był zamknięty na cztery spusty, ale zamontowano nad nim wielki telebim, przed którym kilkaset, może tysiąc osób oglądało transmisję z nowego stadionu narodowego. Dominowali młodzi Chińczycy, ale było też kilkudziesięciu kierowców taksówek, sporo turystów z Europy i innych stron świata.

Bohaterami imprezy stało się trzydziestu turystów z Madagaskaru, którzy najpierw tańczyli w kręgu, a potem tworzyli wężyk i porwali drętwych Chińczyków. Niespodziewanie zabawa rozkręciła się, madagaskarskie kobiety z rozmachem kręciły pokaźnymi biodrami, przyłączyło się coraz więcej miejscowych.

Wokół roztańczonego tłumu zaczeło się nerwowo kręcić kilku żołnierzy. Czy takie brewerie są dopuszczalne w Chińskiej Republice Ludowej? To prawda, tłumy czasem tutaj wiwatują, ale zgodnie ze scenariuszem partyjnych dygnitarzy. Zabawa bez scenariusza, nadmiernie żywiołowa, jest czymś niespotykanym i potencjalnie niebezpiecznym.

- Czegoś takiego nie widziałem nigdy w życiu! - krzyczał jeszcze bardziej szczęśliwy Xing.

A co, jeśli ci tancerze z Madagaskaru zaszczepią miejscowym wirusa wolności, którego potem będzie trudno wyplenić? Doprawdy olimpiada, na którą przyjeżdża tylu niesfornych gości z całego świata, jest z punktu widzenia władz przedsięwzięciem ryzykownym. Na wszelki wypadek żołnierze wezwali więc kilka furgonetek policyjnych, które zaparkowąły obok Stadionu Robotniczego.

Kiedy na telebimie pojawiła się reprezentacja Chin, szaleństwo tłumu sięgnęło zenitu. Ja tymczasem złapałem taksówkę na plac Niebiańskiego Spokoju, gdzie w 1989 r. krwawo stłumiono demonstrację studentów. Na placu Tiananmen panował wzorowy porządek, który zapewniły tysiące żołnierzy, policjantów, furgonetek i stalowych bramek. Tutaj władza dopilnowała, żeby radość nie stała się zbyt radosna i spontaniczna.

Powalające wrażenie ceremonii otwarcia jest jednak silniejsze. Kiedy wróciłem do hotelu, przyznałem rację Xingowi - prawdopodobnie oglądaliśmy największe widowisko w historii ludzkości.

Igrzyska czas zacząć »