Opolanie rozpoczynają starty na olimpiadzie

Na najważniejszej sportowej imprezie wystartuje piątka Opolan. Pierwsi do rywalizacji staną już w sobotę
Spośród sportowców z Opolszczyzny największe szanse medalowe w XXIX Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie wydaje się mieć 24-letnia dżudoczka opolskiej Gwardii Urszula Sadkowska, startująca w najcięższej kategorii wagowej + 78 kg.

Życiowa szansa Uli

Była pierwszą polską dżudoczką, która zapewniła sobie start w igrzyskach, a dokonała tego już w lutym, kiedy zajęła drugą pozycję w prestiżowych zawodach o Superpuchar Świata w Paryżu. Lepsza od opolanki okazała się wówczas tylko mistrzyni świata Chinka Wen Tong. Sadkowska od lat należy do wyróżniających się zawodniczek w swojej kategorii, jest wielokrotną mistrzynią Polski, ma na koncie zwycięstwa w Pucharach Świata, a także m.in. piąte miejsce w mistrzostwach Europy i siódme w mistrzostwach świata. Teraz marzy o medalu olimpijskim. - Zarówno ja, jak i Ula liczymy na medal. Oczywiście bardzo wiele zależeć będzie od losowania. To jest loteria, bowiem na igrzyskach nie ma rozstawień, więc wszystko może się zdarzyć. Może się okazać, że trafi się od razu na którąś z faworytek. Jeśli jednak szczęście się do niej uśmiechnie, będzie dobrze - mówi optymistycznie trener Aleksander Wolski.

To właśnie pod jego opieką Sadkowska rozpoczęła przygodę z dżudo. Na macie spędziła prawie pół swojego życia, bowiem uprawia ten sport już prawie 12 lat. - Start w Pekinie to jej życiowa szansa. Poświęciła na przygotowania wszystko, całe swoje życie prywatne i rodzinne, przerwała studia, a wszystko po to, aby jak najlepiej wystartować - opowiada Wolski. W najcięższej kobiecej kategorii wagowej są dwie zdecydowane faworytki wspomniana Chinka Tong oraz mistrzyni olimpijska z Aten i wicemistrzyni świata Japonka Maki Tsukada. Poza tą dwójką pozostałe zawodniczki prezentują podobny poziom i praktycznie każda ma podobną szansę sięgnąć po medal igrzysk. Od lipca Sadkowska przebywała na obozie aklimatyzacyjnym w Japonii, skąd we wtorek przyleciała do Pekinu i tam oczekuje na start.

Miał szczęście w losowaniu

Dla 27-letniego badmintonisty Technika Głubczyce Przemysława Wachy igrzyska w Pekinie będą drugimi w karierze. Olimpiady w Atenach nie wspomina jednak najlepiej, bowiem już w pierwszej rundzie przegrał z Malezyjczykiem Hann Choong Woongiem 0:2 (1:15, 5:15) i zakończył swój udział w turnieju. Celem minimum na Pekin jest więc przynajmniej poprawienie wyniku sprzed czterech lat.

Głównym zmartwieniem Wachy jeszcze przed wylotem do Azji były wyniki losowania. - Od tego tak naprawdę wszystko będzie zależeć. Jeśli zbyt szybko nie trafię na Azjatów, powinno być dobrze - mówił wówczas. Po losowaniu nie krył zadowolenia, bowiem na wyżej notowanego rywala trafi najprędzej w trzeciej rundzie.

Jego pierwszym rywalem będzie Estończyk Raul Must, co zważając na ponad 60 lokat różnicy w rankingu światowym (Polak jest 13, jego rywal 74), można uznać za spore szczęście. Obaj spotkali się dotychczas dwukrotnie: w 2006 r. wygrał Estończyk, a w kwietniu tego roku Polak zrewanżował się młodszemu rywalowi. Jeśli jutro powtórzy ten wynik, to w 1/16 finału spotka się ze Szwajcarem Chrystianem Boesigerem (103 zawodnik rankingu światowego). Grali z sobą dotychczas tylko raz, w 2005 roku, górą był wówczas Wacha. - Z losowania wynika więc, że Przemek nie powinien mieć większych problemów ze znalezieniem się w pierwszej 16 turnieju olimpijskiego. Choć trzeba pamiętać, że to przecież sport i wszystko może się zdarzyć, bo wszyscy szczególnie przygotowują się do tych zawodów - ocenia szanse swego podopiecznego trenerka klubowa Bożena Haracz. Niestety, tutaj szczęście Wachy się kończy, bowiem w walce o ósemkę jego ewentualnym rywalem będzie prawdopodobnie trzecia rakieta świata Chińczyk Bao Chunlai, z którym spotkał się dotychczas trzykrotnie i zawsze przegrał. Jeśli tym razem byłoby jednak inaczej, o medal może zagra z kolei z najlepszym zawodnikiem Europy, szóstym badmintonistą świata Duńczykiem Kennethem Jonassenem. Początek turnieju już jutro, a co ciekawe pojedynek Wacha - Must rozpocznie zmagania badmintonistów na igrzyskach.

Budowlani niezawodni, jak zwykle

Od 1976 roku i igrzysk w Montrealu tylko raz Opolanie nie mieli swojego przedstawiciela na olimpijskim pomoście, było to w roku 1996 w Atlancie. W 1976 roku w Montrealu i cztery lata później w Moskwie startowali Tadeusz Rutkowski (dwukrotnie brąz) i Tadeusz Leletko, w 1988 roku w Seulu Andrzej Piotrowski i Krzysztof Siemion, w Barcelonie w 1992 roku Siemion (srebro), Sergiusz Wołczaniecki (brąz) i Andrzej Kozłowski. W Sydney Szymon Kołecki wywalczył srebro, poza nim wystartowali Grzegorz Kleszcz i Siemion, w Atenach był tylko Krzysztof Szramiak. W Pekinie barw budowlanych bronić będą Szramiak i Bartłomiej Bonk.

Najważniejszym celem dla tego pierwszego, startującego w kategorii 77 kg, będzie poprawienie wyniku sprzed czterech lat. Podobnie jak Wacha nie ma bowiem z Aten zbyt miłych wspomnień. W podrzucie spalił trzy próby i nie został sklasyfikowany w dwuboju.

Dla drugiego z budowlanych Bonka, występującego w kategorii 94 kg, start w Pekinie będzie debiutem na igrzyskach. Niestety, szans na medal raczej nie ma.

Ukoronowanie kariery weterana

45-letni Artur Społowicz dosiadający konia Wag będzie najstarszym z wszystkich 263 Polskich sportowców, którzy wystartują w Pekinie. Choć w jego dyscyplinie dojrzały wiek nie jest niczym niezwykłym. W igrzyskach weźmie udział m.in. 67-letni Japończyk Hiroshi Hoketsu, który na olimpiadę powróci po 44 latach przerwy - startował w Tokio w 1964 roku.

Dla Społowicza (LKJ Moszna) start w Pekinie, a w zasadzie w Honkongu, bowiem to tam odbywają się konkursy jeździeckie, będzie drugim występem na igrzyskach w karierze. W 1992 roku był blisko występu w Barcelonie, ale ostatecznie się nie udało. Cztery lata później pojechał za to do Atlanty, stamtąd jednak nie ma miłych wspomnień. - To był falstart, nie mieliśmy doświadczenia, logistyka zupełnie zawiodła, brakowało nam podstawowych rzeczy, np. kowala, przez co konie nie mogły być podkute w odpowiednim czasie. Najkrócej można powiedzieć, że choć na przygotowania w ciągu kilku lat wydano kilkaset tysięcy dolarów, tuż przed startem zabrakło kilkuset, aby był w pełni udany - wspomina z niechęcią.

W Pekinie wystartuje też kolarz z Głuchołaz Jacek Morajko. Wychowanek klubu Ziemia Nyska, obecnie reprezentuje portugalski klub Boavista. Jego ogromnym sukcesem będzie miejsce w pierwszej dziesiątce wyścigu.