Stal przegrywa w Poznaniu

- Jak dzięki dużej dozie szczęścia wygra się mecz, a tak było tydzień temu z nami, to później opatrzność to odbiera - mówił po meczu z Wartą w Poznaniu trener pierwszoligowych piłkarzy Stali Stalowa Wola Władysław Łach. Jego podopieczni przegrali 1:2, choć mogli przynajmniej zremisować


Po meczu to jednak gospodarze cieszyli się z trzech punktów. Ich bohaterem był nowy piłkarz Warty Filip Burkhardt - jak by nie było - wychowanek Warty, który po wspaniałym debiucie w ekstraklasie w Amice Wronki później się zagubił. W sobotę zdobył dwa gole - pierwszego, gdy po złej interwencji Tomasza Wietechy dobił swój zbyt lekki strzał, drugiego zaś po kapitalnym strzale zza pola karnego w samo okienko bramki gości. - Drugiej takiej już nie strzeli - mówił trener gości Władysław Łach. Może nie mieć jednak racji - Burkhardt tak piękne bramki z dystansu strzelał nawet w ekstraklasie. - Ostatnią Kubie Wierzchowskiemu w meczu z Płockiem - wspominał gola sprzed ponad dwóch lat, gdy Amica wygrała z Wisłą 2:0.

Zwycięstwo Warty było jednak dość szczęśliwe, bo goście ze Stalowej Woli zmarnowali sporo świetnych sytuacji. Już na początku meczu poznaniak w barwach Stali Jonasz Jeżewski przestrzelił w sytuacji sam na sam, po chwili zaś Abel Salami w podobnej sytuacji trafił w Łukasza Radlińskiego. Obrona Warty grała fatalnie - błędy popełniał zwłaszcza doświadczony Tomasz Bekas, który zwykle jest jednak pomocnikiem. Często stoperem jest Błażej Jankowski, który tym razem pauzował jednak za 11. żółtą kartkę z poprzedniego sezonu, a z duetu Maksymilian Jankowski - Bekas trener Bogusław Baniak wybrał tego drugiego. - Zagrał dziś negatywnie, jego dwa, trzy błędy mogły dać Stali prowadzenie - analizował Baniak. - Dobrze, że wraca Błażej. Będzie bardziej kolorowo, ale i lepiej w obronie - dodał.

Na gole Burkhardta mogli odpowiedzieć Krzysztof Trela (przegrał pojedynek jeden na jednego z Radlińskim), Tadeusz Krawiec (jego strzał obronił bramkarz Warty) i Tomasz Walat (z bliska nie trafił do pustej bramki). - Czasem tak jest, że jak dzięki dużej dozie szczęścia wygra się mecz, a tak było tydzień temu z nami, to później opatrzność to odbiera - przyznał Łach. Goście zdobyli jednak gola - po strzale z rzutu wolnego Treli, który rok temu mecz w Poznaniu zakończył czerwoną kartką. Teraz wstrzelił piłkę na przedpole bramki Warty, Radlińskiego zmylił próbujący strzelać przewrotką Salami, a piłka wpadła do siatki. I choć do końca meczu było jeszcze ponad pół godziny, to więcej sytuacji tym razem stwarzali poznaniacy - zwłaszcza Sergio Batata, Tomasz Magdziarz czy Krzysztof Sikora. Dużo wniósł do gry Marcin Klatt - choćby po faulu na nim z boiska wyleciał Jacek Maciorowski. - Nie mam się czego wstydzić, mój zespół jest w przebudowie, sześciu graczy jest nowych, ośmiu odeszło. Zabiegałem o takich chłopaków jak Bartkowiak - młodych, tanich. Nie widziałem go w żadnym meczu, dziś grał pierwszy raz, ale skoro był szkolony przez takiego fachowca jak Werner Liczka, to odpowiednie przygotowanie na pewno ma. Wzmocnienia kosztowały nas 5 tys. zł - mówił Łach.

listy@rzeszow.agora.pl

Warta Poznań2 (2)
Stal Stalowa Wola1 (0)
Bramki: Burkhardt (9. i 43.) - Trela (52.).

Warta: Radliński - Ignasiński, Bekas, Strugarek, Marcinkiewicz - Batata, Wojciechowski (85. Piskuła) - Magdziarz Ż, Burkhardt Ż (75. Ngamayama), Sikora - Iwanicki (66. Klatt).

Stal: Wietecha - Wieprzęć, Piszczek, Maciorowski Cz (84.), Lebioda Ż - Trela, Bartkowiak Ż (75. Szlęzak) - Walat (63. Karcz), Krawiec, Jeżewski Ż (53. Adamczyk) - Salami.

Sędziował: Mariusz Trofimiec z Kielc. Widzów ok. 600.

Pozostałe wyniki i tabela I ligi w "Gazecie Sport".